Cztery na jeden

A cóż to za dziwny tytuł posta, zapytacie ?
Ano dziwny, ale opisujący w którym miejscu akcji pod kryptonimem #18procent jesteśmy.
Końcówka miesiąca to radosny moment, bo wpływa pensja z fabryki to oznacza, że kolejny miesiąc mojej „udręki” zaliczony. 25-tego dnia stycznia br. na koncie naszej zbiórki pojawiła się trzycyfrowa kwota. Pierwsza uzbierana stówka uruchomiła moje zobowiązanie do zaprzestania spożywania wyrobów browarniczych. Z jednej strony radość ogromna z zainteresowania naszą akcją, a z drugiej trochę żal złocistego trunku.
Ale najciekawsze miało dopiero nastąpić. Gdy tylko o tym fakcie poinformowałem cyberprzestrzeń znalazło się wiele dobrych serc, które postanowiły dorzucić do pieca i sprawdzić moją słabą silna wolę. Poszło lawinowo. :)
Ostatnie dni maja oznaczają, że mam za sobą już cztery miesiące bez piwa. W tym czasie były dwa momenty, kiedy było mi troszkę ciężko. Pierwszy był po Formozie, w której pokonałem 90km. Tak, wtedy chciało mi się pysznego zimnego, z nutą goryczki piwka. Drugi raz był, kiedy żona przyniosła do domu jakiś nowe piwko zakupione u chłopaków w lokalnym sklepiku. Wtedy chciałem po prostu posmakować.
Ale nie ma się co rozczulać. Słowo się rzekło, padły deklaracje wiec temat jest honorowy.
Zaczęło się wszystko od propozycji zakładu z Markiem. Obaj chcieliśmy chyba jakiegoś kopa motywacyjnego do przygotowań się do połówki w Suszu, która nota bene już za miesiąc. Patrząc z perspektywy czasu mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony trenuję dużo mniej w porównaniu z zeszłym sezonem zimowo-wiosennym. Nie realizuje żadnego planu treningowego, nie ma reżimu, nic. Jak mam ochotę to idę się styrać i tyle. Najczęściej jednak takiej ochoty nie ma, wiec i treningi mierne. Były zrywy, wiadomo. Przed każdym sprawdzianem, który był zaplanowany w kalendarzu był moment mobilizacji. Najpierw dycha w Gdyni, a następnie półmaraton. W dyszcze chciałem zakończyć temat rozmienienia 40 minut, ale nie wyszło (nie wytrenowałem), ale zrobiłem życiówkę na tej trasie. Za to połmaraton poszedł już konkretnie – wywalczona życiówka. Potem był TUT i KRS Formoza, moja ulubiona forma biegania, kross po lasach i wiochach. W obu biegach małe sukcesy : na TUT byłem trzecim mieszkańcem Trójmiasta (24 open), a na KRS byłem 5-ty. Tym drugim biegiem pogrzebałem swoje szanse na dobry wynik w maratonie, ale nie żałuję. Potrzebowałem pobiegać w terenie, uciec z betonów, dać odpocząć głowie. Na Maratonie Gdańskim znów niespodzianka – urwany kwadrans z życiówki, a przy okazji rozmienione 3:30. Kurde no!
Zatem gdzie tkwi podstawa sukcesu ? Czy odstawienie piwka w weekend może tak wiele zmienić? Innego wytłumaczenia nie mam.
13301305_1153848464667352_8251549019835114260_o
Na tapecie został już tylko Susz, najważniejszy start w zawodach triathlonowych w tym roku (potem tylko Gdynia).
Pozostał miesiąc na przygotowania i niestety trzeba uczciwie powiedzieć, że ostatnie pół roku nie trenowałem pod tę dyscyplinę sportu. Roweru tyle co na lekarstwo, czuje w nogach braki, pływanie w stylu japońskim jako-tako, progresu raczej nie ma w stosunku do poprzedniego sezonu, chyba ze ten wsteczny – regres. Otwarte wody, na które poszedłem dwa dni temu, tylko pogłębiły moje obawy. Tylko na zdjęciu udaję, że jest dobrze. :)
12322606_1153497948035737_7462467527244150206_o
W bieganiu może będzie lepiej, ale zbyt mało, aby obronić 18 procentową przewagę nad Markiem. Zresztą wystarczy poczytać jego wpisy i przekonać się, że chce dołożyć mi kolejny miesiąc do abstynencji :)
Oczywiście mam zamiar na zawodach dać z siebie wszystko, aby wypracować przewagę jak największą, ale to oznacza że muszę się wziąć w końcu do roboty. Rower, przede wszystkim rower – tu mam największe braki, a na rowerze można najwięcej zyskać. W triathlonie jazda na rowerze trwa najdłużej z wszystkich dyscyplin, a straconego czasu nie da się odzyskać na biegu.
O co tyle hałasu, po co tyle gadać? Jedź misiek na te zawody i nie zanudzaj. To nie pierwsze i nie ostatnie na jakie jedziesz (mam nadzieje).
O nie, moi drodzy czytelnicy.
Te zawody nie będą zwykłymi zawodami. To będą bardzo szczególne zawody. Szczególne ze względu na naszych kibiców. Kibiców, którzy specjalnie dla nas przyjadą i będą na trasie nas wspierać. Tak, do Susza na zawody przyjadą specjalnie dla nas podopieczni Fundacji Dorotkowo !!
Prawdę mówiąc nie miałem takiego dziwnego uczucia w brzuchu od czasów szkoły. To się chyba fachowo nazywa trema. Tak, najnormalniej w świecie mam pietra. I wcale nie przed tym, że coś na zawodach nie wyjdzie, że nie będzie wysokiego łokcia, że rower nie będzie pędził 35km/h, że dobiegnę na końcu, że nie pokonam Marka w naszej rywalizacji. To wszystko odeszło na dalszy plan. Teraz liczy się tylko jedno. Nie zawieść kibiców, dać im solidną dawkę emocji i wrażeń – bo to właśnie kibice napędzają nas w drodze do mety, a kibic, którzy przychodzi na zawody specjalnie dla ciebie, jest najkibicem, nawet jeśli kibicuje potem wszystkim zawodnikom :)

Na koniec małe post scriptum. Do naszej akcji włączyło się Stowarzyszenie Krzewienia Sportu El-aktywni, którzy podczas Sztafety Świętojańskiej będą zbierali do puszki fundusze dla naszej akcji. Bardzo serdecznie dziękujemy za chęć pomocy propagowanie naszej akcji wśród aktywnych ludzi. Sami osobiście namawiamy do udziału w Sztafecie oraz do udziału w naszej akcji. Zapraszamy na fejsbukowa stronę naszej akcji, organizujemy konkursy w których można wygrać drobne fanty w ramach podziękowania za udział w naszej akcji.

Przybij piątkę – przelej piątkę (klik w obrazek)
Dorotkowo