Przeskocz do treści

Orlen Warsaw Marathon

Od kilkunastu dni w rozmowach ze znajomymi przewija sie temat płaskiego maratonu. Większość znajomych biegaczy chce, planuje lub chciałaby maraton w nadchodzącym roku zaliczyć. Prawdę mówiąc i ja o maratonie po płaskim czasem sobie myślałem, ze wypadałoby coś takiego w życiu zrobić :)

Wymyśliłem sobie, ze ograniczając koszty przeznaczone na biegi zrobie co najwyżej podejście do Maratonu Solidarności, który organizowany jest lokalnie w Trójmieście. Już w zeszłym roku tam zaglądałem, ale tylko z ciekawości, bo byłem dopiero co po maratonie w Karkonoszach więc o starcie nawet nie myślałem.

Wymyśliłem sobie, że pobiegnę sobie lokalnie, żona zbierze moje obolałe ciało, spakuje w bagażnik  i wieczorem będę już leżał na leżaku w ogródku.

Jako, że na tapecie mam bieg Rzeźnika w czerwcu (jeśli uda się nam zapisać) innymi startami jakoś się nie przejmuję. W kwietniu Harpagan 47, który ma być takim wybieganiem przed czerwcem. Tymczasem zupełnie nieoczekiwanie na FB zagaił mnie Kolejarz,  w sprawie jakiegoś biegu i dosyć szybko rozmowa przeniosła się na maratony, ze moze koszaliński, ze może solidarnosci, bo na miejscu. Dla Kolejarza (jak i dla mnie) maraton to nowość. Nastąpiła chwila refleksji w jakim Maratonie ja chciałbym wziąć udział ? Na pewno w takim, w którym organizacja byłaby na medal, w biegu z rozmachem, w fajnym miejscu, żeby się mile wspominało ten pierwszy raz. Od razu wróciły wspomnienia leśnych wiosennych wybiegań z Matim, który opowiadał w samych superlatywach o Orlen Warsaw Marathon.

Tak, taki właśnie powinien być pierwszy maraton. Mile wspominany. Pewnie każdy ukończony jest mile wspominany.

W ramach retrospekcji odpaliłem sobie stronę Maratonu Solidarności. Nie będę jej linkował, bo to wstyd jest. Strona chyba celowo nawiązuje stylem do Solidarności, tej z lat 80-tych. Jak można w dzisiejszych czasach mieć komercyjną stronę w takim stanie ? :/

Opinie o biegu tez niezbyt zachęcające, łącznie z takimi, ze trzeba uważać na tramwaje podczas biegania :DNo i termin. : Sierpień. Żar z nieba, asfalt się topi, a ty 42 km przez miasto jak w dolinie śmierci. (Badwater). Nie nie, może jednak nie na debiut. W ramach ekstremalnych wyzwań może kiedyś.

Kolejarz wiele się nie zastanawiając zapisał się na OWM i zaczął treningi. :)

Tym samym zasiał we mnie ziarnko niepewności. Czy dam rade przebiec 42km po płaskim? A gdyby tak odpuścić Harpagana a przygotować się i pobiec w OWM ? Taki trening na pewno nie przeszkodzi w przygotowaniach do OTK Rzeźnik. Zresztą, Zwolo, który leci ze mna na Rzeźniku jedzie też na OWM. Kilka dni miotałem się z decyzją...

Szwagier ! Tym razem Ci odpuszczę z Harpaganem. Będę biegł w tym czasie po ulicach stolicy przeklinając zapewne swą decyzję. Zapisany.

Dwa ostatnie dni przeminęły pod hasłem Ksawery. Tak się nazywał on, ten huragan czy tez orkan. Fakt, trochę powiało, ale w mieście w miarę spokój był. W czwartek nie poszedłem biegać, bo padało i wiało. Poza tym pracowałem do późna wiec tak jakoś wyszło. Huragan trwał, śniegu napadało, wiatr zamiatał tym śniegiem na prawo i lewo.

W głowie jednak ciągle miałem ten nie biegany czwartek. O opuszczeniu ukochanego długiego wybiegania w lesie w weekend nie było mowy. W tym tygodniu w grę wchodziła tylko sobota, wiec kiedy w piatek popołudniu rzuciłem hasło do lasu na 7:00 wszyscy potraktowali to jako żart.

A ja naprawdę miałem zamiar pobiegać w sobotę. O godzinie 6:00 zadzwonił budzik wiec go wyłączyłem i poszedłem spać. dzieci pozwoliły zostać w wyrze do 7:30, takiej okazji nie mogłem przepuścić. Szybkie śniadanko, wskok w rajtuzy i w drogę.

Wbiegajac do lasu widziałem wydeptane ścieżki przez innych pieszych co napełniło mnie optymizmem, bo przez dwa dni na moim samochodzie usypało sie ponad 20cm sniegu. Takiej warstwy spodziewałem się na leśnych ścieżkach. Pokonałem ze dwa moze trzy zakręty i ślady na śniegu poznikały. Wbiegłem z impetem w niezmącony puch sniezny, który szczelnie opatulał moje łydy uzbrojone w stuptuty prawie po samo kolano.

IMG_20131207_142524

Niestety, bardzo szybko okazało się, że pod grubą warstwą białego puchu w koleinach są radośnie oczekujące kałuże wypełnione lodowatą wodą zatem trzeba było biec pomiędzy koleinami.

Na 4-tym kilometrze trasy, gdy dobiegiwałem na wzniesienie postanowiłem, ze dziś zrobię 12, max 15 km . Więcej po prostu nie dam rady w takim głębokim śniegu. Ale na wzniesieniu - niespodzianka. Ślady, ktoś przede mną biegł w kierunku oliwy. No to za nim :) W miedzy czasie (jak sie biegnie to w głowie różne pomysły sie pojawiają) wymyśliłem, ze polecę jak tydzień temu do Gołębiewa i wrócę na szeroki szlak. Rachu ciachu, skok w bok na żółty szlak i poginam przez góry przez doły... wpadam nagle na kompletnie odśnieżoną drogę, no to mordka mi się usmiechnęła i poginam (myślac że wylece na Gołębiewie). Biegne, biegnę i nagle, między drzewami w oddali coś śmignęło. Samochód. Jeden,  a za chwilę kolejne. Co jest grane ? Lece tam patrze, a to ul. Spacerowa. Zawrotka. Szybka kalkulacja w którą stronę poginać, kiedy w lesie wszędzie tak samo biało, a oznaczenia szlaków niewidoczne. Wracam tą droga, którą przybiegłem. Mam już przecież 11km w nogach. Biegnę odnieżoną drogą, patrze sobie na ślady i dociera do mnie, że ktoś biegł przede mną tą trasą w takich samych butach jak ja. Zaraz , zaraz, przecież tę kałuże to ja już gdzieś widziałem. No tak, to moje ślady, biegam w kółko. Tylko jak ja się znalazłem na tej drodze? A tak zbiegałem ze stromej góry, zółtym szlakiem. Wracam się, wyszukując w zaspach swoich śladów. Są. Odbijam w prawo i wdrapuję sie na góre, potem w dół i tak kilka razy... dobiegam do szerokiej drogi, która jest kompletnie zasypana, brnę w śniegu prawie po kolana, ale lecę. Za kilka chwil widzę w oddali budynki. Oczyma wyobraźni wiem gdzie jestem. Podbiegam bliżej. Nie, to nie może byc prawda. jestem w Oliwie pod Zoo. Szlag. Wracam już bardzo zmęczony, zły i coraz bardziej głodny. Gdzieś tu musi byc droga w lewo, w lewo w lewo. Nagle jakieś ślady, wygląda na to, że szły tędy 3-4 osoby. To musi być tutaj, moje ocalenie. Lecę po śladach. Nagle ślady schodzą ze szlaku i na azymut wbijają się pod górę. No nic, ide tym śladem, Podbieg zbieg i polana. Czy byłem tu kiedyś? Nie, chyba nie. Gdzie ja właściwie jestem? Truchtam dalej po śladach i nagle wiedzę przed sobą dwie osoby z psami, po drugiej stronie polany pod lasem. Pędzę za nimi !

Dobiegam do nich odwracam się za siebie i mnie oświeca. Wiem gdzie jestem. Nieopodal Dworu Oliwskiego. W śniegu wszystko wygląda inaczej. Doganiam piechurów, szybkie cześć i przy okazji niechcący ich wystraszyłem. Nie spodziewali się, że się zbliżam, a przecież sapałem jak parowóz.

Przy Dworze szybko w prawo i lecę znaną już trasą. Znaną, ale tym razem kompletnie zasypaną i zawianą. Znów po kolana w śniegu mozolnie truchtam. Będę wracał znaną mi drogą, trochę dłuższą, ale znaną. Przy hodowli łososia łapią mnie skurcze w łydki. Niedobrze, przechodzę do marszu. Na szczęście droga już odśnieżona, wiec idzie się lżej. Ale mam już serdecznie dosyć. Chcę być na Matarni.

IMG_20131207_142836

Liczyłem na to, że niebieski szlak będzie odśnieżony jak ulica Bytowska. Nic z tego. Znów pod górę wdrapuję się w śniegu, ale wiem, że pod śniegiem jest asfalt. Nie muszę uważać na kałuże, zresztą to nie ma znaczenia, bo nogi mam już całkiem mokre. Gdy tak maszeruję jest mi chłodno. Przechodzę do truchtu, ale po kilkuset metrach muszę odpuścić. Znów łydki. Nie ma co. Napieram chodem. Do samochodu.

Na dzisiejszą aurę idealnym środkiem transportu były by biegówki. Zresztą bliżej Matarni na śniegu widziałem ślady, że ktoś używał.

Całe szczęście, ze zabrałem ze sobą dzisiaj kije. Bardzo mi pomogły. Za to zabrakło mi wody do picia. Na szczęście w samochodzie czekał izotonik.

Dziś naprawdę miałem dość.

Dziś pojawiło się oficjalne info od organizatorów Biegu ultra Granią Tatr, które potwierdziło słuchy, jakie krążyły w cyberprzestrzeni. W 2014 r biegu nie będzie. Umowa pomiędzy organizatorami a Tatrzańskim Parkiem Narodowym mówi, że bieg będzie organizowany nie częściej niż co dwa lata.

Mnie akurat to pasuje. I tak w 2014 roku nie czułbym sie na siłach aby pokonać dystans 70km po Tatrach.

W związku z dużym zainteresowaniem zostaje wprowadzona zmiana w zapisach na bieg. Aby wziąć udział należy zdobyć 3 punkty w dwóch biegach w latach 2013-2014. Jeden punkt juz mam za Maraton Karkonoski, dwa pozostałe muszę zatem zdobyć w jednym biegu. To oznacza, że albo zaliczę Bieg Rzeźnika (70km w Bieszczadach) albo któryś z biegów na dystansie 100km. Prawdą jest, że mam w planach Bieg 7 Dolin (100km) we wrześniu, ale nie chciałbym, aby to była moja jedyna szansa na zdobycie brakujących 2 punktów.

Stawka jest zbyt wielka :) żeby tak ryzykować.

Wszystkie znaki na niebie wskazują, że będę miał okazję pobiegać w Bieszczadach, ale tę informacje potwierdzę dopiero w lutym, kiedy zostaną uruchomione zapisy.

Trasa BUGT zostanie bez zmian za wyjątkiem mety, która prawdopodobnie zostanie przesunięta o dwa kilometry (dalej) w miejsce bardziej dostępne i cywilizowane :)

Cudnie.