Przeskocz do treści

Dzisiejsze wybieganie miało być ostatnią próbą przed OWM, który jest już za dwa tygodnie. Ostatnio sporo myślałem i czytałem jak to na tych maratonach jest. Nie ma lekko, to wiadomo. Wszędzie piszą, że to walka o przetrwanie, że boli, że są jakieś ściany. Im wiecej czytałem tym bardziej zacząłem sie tematu obawiać. Nie żebym bał sie jakoś specjalnie dystansu. Nie, taki dystans to ja pokonam. Powstaje tylko pytanie w jakim stylu. Jak to wszystko zaplanować. Czytałem czytałem i wymyśliłem.

Po pierwsze primo, jako że to pierwszy płaski maraton nie wiem co się będzie działo (nie biegałem ciągiem 42km po twardym asfalcie). Biegalem sobei po okolicy, a jakże ale zawsze kończyłem na 30, max 32 km. A podobno maraton zaczyna się po 30-tym.

Po drugie trzeba sie zastanowic, co z zasilaniem. Czy faszerować się żelami, co zjeść, co pic na takiej trasie. Jak organizm będzie sie zachowywał.

Po trzecie, co ubrać. Miałem ostanio przygody z moimi Pumami i rozważałem start w Salomonach do lasu, ale na szczęście nie bedzie takiej potrzeby.

Wydrukowałem sobie 3 warianty biegu w zależnosci od docelowego czasu. Na 3h:42min, na 3:28min oraz pośredni na 3h:38min. Założenie czasowe na OWM : złamać 4 godziny. Jak będzie 3:45 to będzie petarda. Wiem też, że jakby wszystko było idealnie 3:30 tez jest do zrobienia. Na dzisiejszą próbę wybrałem środkowy wariant. Czas docelowy 3h:38min.

Oczywiście będę leciał w układzie negative split, czyli na początku wolniej, a pod koniec coraz szybciej.

Pierwsze 3km w tempie 5:20, kolejnych 11km w tempie 5:14, następne 14km w tempie 5:10 i na koniec 14km w tempie 5:05.

Wydrukowałem sobie rozpiskę, zatankowałem plecak, zjadłem rano śniadanie (tosty z serem i wędliną i kilka kanapek z nutellą, popijając wszystko kawą rozpuszczalną) i ruszyłem na trasę bez sygnalizacji świetlnych. Pierwsze 3 kkm to jakos kompletny koszmar. Nie pamietam kiedy biegłem tak wolno, musiałm ciągle się hamować, do 15km jakoś tak wyszło, ze byłem bliko planu, ale troszkę szybciej -  w okolicach 5:10 km. Kolejne 15 km w tempie 5:05 i tu już się zaczynają kłopoty. Po pierwsze w okolicach 25km zaczyna cos boleć, ugniatać, a to scięgno, a to mięsień. W głowie zaczynają się mysli - jesten w połowie drogi, co mnie czeka na końcu, skoro już tu są dolegliwości. No, ale muzyka w uchu zapodaje, słoneczko świeci, morze szumi :) wiec biegnę. Co jakiś czas kontrola techniki, wyżej noga, lądowanie bardziej na śródstopie, wyprostowana sylwetka, głębokie wdechu co jakiś czas. Na ściezce biegowej robi się coraz gęściej od biegaczy i spacerowiczów. Ostatni nawrót, teraz czeka mnie ostatnie 10km, które trzeba podobno przebiec głową. Do 34 km względny spokój, coś tam boli, jest zmęczenie (zaczyna byc ciepło). Ale potem to już jest coś niesamowitego. Nie chce się. Najnormalniej w świecie sie nie chce. Po co ? Na co ?

Żelek Isostara do buzi i lece. Nie myśleć o tym ze to jeszcze 8km. Trasa do pracy i spowrotem, prawie godzina biegania. A kysz, a kysz ! Zająć głowę czymś innym. Staram sie wsłuchać w muzykę, która napędza mnie do biegu, podziwiam okolicę (po raz 5ty przebiegam w tym miejscu dzisiaj). Nad morzem jest cudnie ! :)

Przy Molo w Sopocie nawrót, potem już tylko 5km do końca, ale gdzie to molo ? Potem nagle wszystko mija. Nie wiem czy to żelek zadziałał czy minął kryzys. Biegne, po prostu biegnę dalej nie myśląc o niczym, a może o wszystkim. Dobiegam do Molo, zawrót. Nogi już dokuczają. Mięśnie zmęczone. Teraz tylko 5km i koniec. Przeciez to tak blisko, jak rano do pracy. Na 2km przed metą jest długa prosta, której nie lubię, ciągnie się i ciągnie. Pocieszałem sie, że na OWM okolica bedzie nowa, nieznana i bedzie lepiej, stadion, most...

Starałem sie biec w/g planu... ale wyszło jak zawsze. Urwałem na całej trasie 4min. jakbym urwałe kolejne 4 to złamałbym 3h:30min. Zostawie to na kolejny maraton :)

I teraz kilka złotych myśli na koniec. Przede wszystkim na początku biec powoli. Wiem, że będzie trudno, ale co tam. Opyla się. Wiem, że na trasę nie biorę żadnych żeli. nie planuje wypruć się nie wiadomo jak, wiec nie będą mi potrzebne. Porządne śniadanie z rana i będzie gitara. Trochę martwię się o wodę, która bedzie co 5km. A co jak będę spragniony pomiędzy punktami ? Dziś popijałem kiedy tylko miałem ochotę (a mogłem zasymulować pić stopy co 5km, ale kompletnie o tym zapomniałem). Nie ufać telefonowemu GPS. Trasa oznaczona co kilometr, będe miał sciągę o której być na poszczególnych kilometrach. Trzymać się planu, trzymać się planu.... i bawić się tym cholernym maratonem  :)

motywator_527523766966e0.57855839

 

Na trzy tygodnie przed maratonem wziąłem udział w wycieczce biegowej zorganizowanej przez Akademię Biegania  zielonym szlakiem TPK. Trasa została zaplanowana na 27km, które znajdowały się na trasie Otomin-Sopot kamienny Potok. Oczywiście znaleźli się tacy, którym to było mało i postanowili wyruszyć trochę wcześniej z Kolbud, czyli dołożyć kolejne 13 km. Tak jakos wyszło, że znalazłem się w tej grupie, bo dystans wydał mi się odpowiedni. W czerwcu czeka mnie 78km, wiec czas sie przyzwyczajać. Tempo iście wycieczkowe i bardzo dobrze. To nie miały być ściganki tylko wycieczka. Z Kolbud do Otomina polecieliśmy jak czterech pancernych i pies, bo biegła z nami Negra. Ten pies ma niesamowitą kondycję.

W Otominie dołączył do nas wesoły autobus wypełniony biegaczkami i biegaczami, a także kilka osób, które dobiegły z Żukowa. Droga z Otomina do Matemblewa zleciała jak z bicza strzelił, bo plotkowałem z Piotrem, którego nota bene nie widziałem już dłuższy czas. Będzie okazja się znów spotkać za trzy tygodnie w Warszawie na królewskim dystansie 42km.

Od Matemblewa zaczęły się schody, a właściwie podbiegi i zbiegi. Teren coraz bardziej pofałdowany. Na pachołku pamiątkowa obowiązkowa fota i dalej w kierunku Sopotu, gdzie dotarliśmy po prawie 6-ciu godzinach.

Poniżej kilka zdjęć perfidnie ukradzionych ze strony poruszeni.pl :]

P3230029

P3230032

P3230047

P3230061

Dzisiejsza trasa to połowa Zielonego Szlaku Skarszewskiego, który jak sama nazwa wskazuje zaczyna się (lub kończy) w Skarszewach. Może kiedyś porwiemy się na cały dystans ?

W przyszłym tygodniu spokojniej, a w weekend próba tempowa i ustalenie na ile lecieć w Warszawie.

Tak się złożyło w tym roku, że będziemy mieli urlop na początku czerwca. Tak się złożyło, że chcielibyśmy spędzić go w Tatrach. Tak się złożyło, że w tym czasie odbędzie się bieg im. dh Franciszka Marduły. Tak się złożyło, że udało się zapisać na ten bieg mimo, że zapisy trwały całe 9 minut !

Radość ogromna, bo będzie okazja pojechać w Tatry, będzie okazja też po nich pobiegać.

mordor

Trasa liczy 25km, ale to nie będzie łatwe 25km. Trasa prowadzi przez  ul. Krupówki (na wysokości restauracji SPHINX) – ul. Zamoyskiego – Rondo Jana Pawła II – Aleja Przewodników Tatrzańskich – Nosal (od strony tamy) – Nosalowa Przełęcz – Kuźnice – Dolina Jaworzynka – Schronisko Murowaniec – Czarny Staw Gąsienicowy – Przełęcz Karb – Czerwone Stawki – Świnicka Przełęcz – Przełęcz Liliowe – Beskid – Sucha Przełęcz – Kasprowy Wierch – Myślenickie Turnie – Kuźnice – META: Hotel Górski PTTK Kalatówki

Jeśli ktoś z Was nie wie, to podam kilka przykładowych cyfr. Z Kuźnic, doliną Jaworzynki do Murowańca idzie się 1h:40m (w biegu Marduły zaczyna sie z Zakopanego i obowiązuje limit czasu 2h przy Murowańcu). A potem sie zaczyna : Schronisko Murowaniec – Czarny Staw Gąsienicowy (30min) – Przełęcz Karb (45min) – Czerwone Stawki – Świnicka Przełęcz (50min) – Przełęcz Liliowe – Beskid – Sucha Przełęcz – Kasprowy Wierch (50min) co daje w sumie 2h:55m. Biegacze mają 3h:30m na pokonanie trasy z Zakopanego na Kasprowy w 3h:30m. Deniwelacja na trasie wynosi  +1985/-1609 m.

mardula

To już ostatni bieg na jaki ostrzyłem sobie zęby. Szykuje się  bardzo wymagający sezon, który zaczyna się już niebawem, bo 13 kwietnia w Warszawie na dystansie 42km.

Przypominam, że w niedzielę jest wycieczka biegowa Zielonym szlakiem Trójmiejskiego Parku.

 

 

 

1

Dziś mija rok, odkąd zacząłem biegać. Dokładnie rok temu wyruszyłem na pierwszy trening, w którym pokonałem 2,15 km w tempie 5:09. To było wszystko na co było mnie stać po kilku latach przerwy w uprawianiu jakiegokolwiek sportu. Początki trenowania były spokojne. Ograniczały się do biegania po osiedlu, choć miałem już pierwsze cele : Przebiec 10km w maju w Gdyni i w ciągu roku nabiegać 700km. W Gdyni nie pobiegłem, bo przypadkowo byłem na urlopie. Pobiegłem za to w Karkonoszach i tam złamałem 60 min / 10 km. W ciągu tego roku nie przebiegłem tez 700 km tylko 1689 :]

To był dobry rok. Wziąłem udział w wielu eventach biegowych. Biegałem w nocy i w dzień. W deszczu i upale, po płaskim i po górach. Były sukcesy, kilka małych kontuzji. Uzbierało się kilkanaście numerów startowych i medali wiszących gdzieś na karniszu. nawiązałem wiele nowych znajomości. Pojawiły się konkretne plany na nadchodzący rok.

Przechwytywanie1

Kilka statystyk :

Liczba treningów: 137
Czas trwania: 6d:15g:11m
Dystans: 1689,02 km

Podróże dookoła świata: 0,042
Podróże na Księżyc: 0,004

Średnia prędkość: 10,61 km/h
Średnie tempo: 5m:39s
Spalone kalorie: 152502 kcal

Spalone hamburgery: 282

********************************

Z tej okazji założyłem nawet osobny profil na fb (patrz na prawo), gdzie możecie śledzić na bieżąco co w sprawie biegania będę porabiał w najbliższej przyszłości. Zapraszam do polubienia :)

 

Miałem w tym roku ograniczyć się do kilku dużych startów i odpuścić trochę lokalnych startów. Tak tez się stało. Świadomie zrezygnowałem a Grand Prix w Gdyni w tym roku. Troszkę zaczynam myśleć o biegach z serii Kaszuby biegają, bo są bliższe memu sercu. Zdecydowanie wole biegać w terenie niż po mieście. Nic na to nie poradzę. Dlatego też nie trzeba było mnie jakoś specjalnie namawiać na bieg typu trail tym bardziej, że dystans zacny, po półmaraton.

Gdy rano wstałem mina mi zrzedła. Z nieba się lało. Gęsto. To nie było dobre. Ale spakowałem się i wyruszyłem w kierunku Łeby. Łeba jaka jest każdy wie. W marcu Łeba jest..... zamknięta. Całkowicie. No dobra dwa sklepy były otwarte. Na tym koniec. Ale nie pojechaliśmy na zakupy :)

Zdrowotel Łeba, który organizował dzisiejszy bieg może dawać przykład, jak organizować biegaczom imprezy. Przed biegiem rejestracja i odbiór numeru wraz z chipem. Szybko i sprawnie. Do dyspozycji kawiarnia z herbata i kawa. Kto chce i ile chce. Super, bo trochę zmarzliśmy szukając sklepu.

Sam bieg nie zapowiadał sie lekko. Raz, że dystans całkiem spory. Dwa że w terenie. Trzy, że podbieg na półmetku przy Latarni Stilo.

To, że będę leciał przez las bylo jasne, wiec korzenie każdy biegacz brał pod uwagę. Ale te długie odcinki grząskiego piachu na trasie... naprawdę wielu potrafiło wyprowadzić z równowagi. Bez tego piachu byłoby wystarczająco trudno :)

Do jednej rzeczy muszę się przyznać. Punkt nawrotu. Latarnia Stilo. Nie wiem jak inni biegacze, ale ja zapamiętałem z niej tylko, że dookoła niej był bruk. :))

Sorry, ale po tym podbiegu to na rozglądanie się to ja nie miałem już specjalnie ochoty. Obiecuje latem zabrać dzieci i latarnie obejrzeć.

Droga powrotna wiadomo. Cieżko już, ale mam na oku przed sobą dwóch gagatków, którzy mnie wyprzedzili gdzieś w okolicach 7-mego km. Trzymam ich w zasięgu wzroku. Obiecalem sobie, że będę leciał swoje tempo. Na samym finishu powalcze. Tak sie stalo, ostatnie 1500m przyspieszam delikatnie zmniejszając dystans, kiedy wypadam na asfalt przechodze do ataku. Przeciez za zakrętem jest meta. Łykam jednego, drugiego... na jakimś strasznym tempie wpadam na zakręt... a tam prosta - nie ma mety. Zabrali. Nie ma.

Dotarłem jednak do niej szczęśliwie zostawiając obu konkurentów za mną. Meta była za kolejnym zakrętem.

Ale nie o tym chciałem. Zdrowotel i organizacja. Po biegu medal i woda. potem dwudaniowy obiad na zasadzie szwedzkiego stołu. Pyszny gorący rosół (znów zmarzliśmy czekając na resztę ekipy), drugie danie , surówki, kompoty, drożdżówki. Bez kitu, królewskie przyjęcie. Ponadto zawodnikom zostało udostępnione kilka/nascie pokoi, gdzie można było się przebrać i wykąpać.

Bieg zakończony na 43 miejscu (152 startujących, 143 ukończyło) z czasem 1h:42m:28s. Oficjalnie poprawiłem czas o 10 min (porównując do Biegu Nadwiślańskiego, który był w całości na asfalcie). Jestem zadowolony z wyniku bo wiem, ze dałem z siebie prawie 100%

zdrwtl2

zdrwtl

Na koniec chciałem wspomnieć jeszcze jedną rzecz. Wczoraj byłem na spotkaniu z Jerzym Skarżyńskim. Opowiadał przez 3 godziny o bieganiu. Opowiadałby dalej, ale sale nam zamykali. Nie ze wszystkim sie zgadzam, co mówił, ale jak to wielokrotnie pokreślał : to jego opinia a Ty rób jak chcesz. Ale chciałem wspomnieć jedno. Może i dziś nie miałem superkompensacji, ale te ćwiartki, o których Pan wspominał to.. to to naprawdę działa. Na podbiegach w piachu dziś miałem okazję przetestować. Muszę się tego nauczyć.