Przeskocz do treści

Od czegoś trzeba zacząć. Ja zacząłem od wstania z kanapy, a potem pomyślałem, że muszę sobie kupić porządne buty do biegania. Po pierwsze dlatego, żeby się zmotywować - wydana kasa, nie lubię marnować - zużyć trzeba. Po drugie aby mieć frajdę - wychodzenie na pierwsze treningi to było jak klasówki w szkole. Wiadomo, że trzeba, ale nikt nie lubił. Wiadomo także, że jak człowiek młody to... niedoświadczony.

IMG_3725

Pojechałem i ja do miejsca gdzie lubię jeździć, bo dużo sklepów (szczególnie turystycznych) w jednym miejscu. Tym razem sklepy turystyczne były poza zainteresowaniami. Właśnie, też tak macie że jak jedziecie po spodnie to oglądacie tylko spodnie, resztę ignorując ? Moja żona twierdzi, że pod tym względem jestem odmienny od reszty społeczeństwa. Jak jadę po buty, to tylko buty mnie interesują!

Tak wiec pojechałem i zupełnie nie wiedząc czego chcę kupiłem oczami. Były piękne (kształtem), wygodne, mięciutkie i w zajebistym jamajskim malowaniu i w cenie, która nie powalała, bo niecałe 170 PLN. Nie miałem pojęcia o doborze buta, ale intuicja nakazała mi wybrać właśnie te. I z perspektywy czasu uważam, że dokonałem bardzo dobrego wyboru, ale popełniłem jeden błąd - kupiłem buty na wymiar.

IMG_3732

Zdjęcia zrobiłem dawno temu, kiedy rozstawałem się z nimi z myślą, że może zacznę opisywać sprzęt żeby coś pochwalić lub odradzić. Buty na zdjęciach były używane przez 18 miesięcy, głównie na blokowisku, ale bywało że w terenie też biegałem (po suchych duktach). Nie skłamię pisząc, że buty na zdjęciach maja około 1000 km przebiegu i nadawały się jeszcze spokojnie do biegania (moje obecne asfaltówki, są dużo bardziej styrane).

IMG_3731

Wiec kilka słów o samym bucie. Mit niesie, że pierwsza generacja Faasów miała 10mm dropu (v2 już mniej). Cholewka wykonana z bardzo delikatnego w dotyku materiału, przez co bardzo przyjemnie układała się na stopie. Szerokie śródstopie to u mnie niestety wymóg i tutaj komfort był bez zarzutu (niektóre buty zaraz po założeniu "miażdżą" mi śródstopie - np Speedcross Salomona). Jedyny dyskomfort jaki odczuwałem to brak wolnej przestrzeni w palcach, ale objawiał się na treningach powyżej 25km.

IMG_3728

Buty charakteryzowała spora sprężystość (ugięcie) podeszwy w tylnej części, co było przyjemne i pomagało podczas dłuższych wybiegań. Energia ugiecia była przyjemnie "oddawana" podczas odrywania stopy od podłoża. Na szybkich odcinkach, gdzie lądowanie odbywało się na przedniej części stopy podeszwa przyjemnie się przetaczała. Zresztą ów czółenkowy czy też kołyskowy kształt podeszwy miał właśnie sprzyjać przetaczaniu stopy z pięty na palce. Buty te bardzo przyjemnie układały się do podłoża w poprzek stopy, na nawrotach czy zakrętach czuło się, że but przylega maksymalnie dużą częścią powierzchni do podłoża, przez co pewność podczas gwałtownych zmian kierunku biegu była ogromna.

IMG_3733

Przednia część buta była lekko zabudowana, co chroniło palce przed kopaniem w przeszkody (w lesie czasem się zdarza). Górna część wykonana z bardzo przewiewnej siatki szybko przepuszczała wodę, ale równie szybko schła. Podeszwa wykonana jest w technologii Bioride (trzy elementy składowe, które sumarycznie dają bardzo elastyczną podeszwę). Zapiętek buta jest miękki i wytrzymał do końca bez znacznych uszczerbków. Rzecz o której nie mogę nie wspomnieć to sznurowadła. Wiem, że to błahostka, ale wierzcie mi, te sznurowadła nigdy, ale to nigdy mi się nie rozwiązały (NB ucz się !). Co więcej ich zakończenia wytrzymały do samego końca (choć wyglądały już słabo na koniec), ale jak trzeba było chipa wplątać, to bez problemów przewlekało sie ponownie przez dziurki.

 

IMG_3726

Przez ten cały czas kiedy katowałem ów buty na osiedlowych chodnikach wierzchnia warstwa podeszwy (ta, która styka się z podłożem) dzielnie się broniła. Właściwie tylko w newralgicznym miejscu (końcówka piety) uległy totalnemu zniszczeniu. Co ciekawe, buty wytrzymały także w miejscu gdzie zginają się palce. tam również nie było dziur.

IMG_3729

No to może teraz coś dla równowagi na minus tych butów.

Były za małe. Na maratonie przypłaciłem to paznokciem (wiem, że obrzydliwe, ale takie rzeczy się zdarzają i trzeba przed nimi przestrzegać. Dobierajcie buty tak, aby stopy miały odrobinę luzu, ale nie za dużo, aby stopa nie pływała. Drugim minusem buta do biegania po betonie jest fakt, że nie nadaje się na śliskie błotnisto-lisciasto-trawiaste nawierzchnie. Chyba, że ktoś lubi fikać koziołki lub trenować szpagaty.

IMG_3734

Reasumując Puma Faas 500 to bardzo fajny, lekki (ok 280g na but) but treningowy lub treningowo startowy. Nadaje się doskonale na szybkie treningi jak i na długie wybiegania, pod warunkiem że odbywają się na twardej płaskiej nawierzchni. Rozstawałem się z nimi z ogromnym żalem i mam do nich sentyment (taka pierwsza miłość). Byłem nawet w tym samym sklepie ale już ich nie mają. jestem typem człowieka, który nie zmienia rzeczy dobrych na inne w obawie, że inne mogą być gorsze (czasem lepsze) i dlatego też z pewnością wrócę do tego buta.

IMG_3730

 

 

 

 

Wiele osób pyta mnie, czy cały ten triathlon daje tyle samo frajdy co bieganie i czy warto spróbować?

Odpowiedź właściwie może być tylko jedna - tak. Zdecydowanie tak.  Triathlon to świetna zabawa. To skomplikowane logistycznie i treningowo wyzwanie, które trzeba solidnie zaplanować. Jak zawartość plecaka który zabieracie na wyjazd w góry. Wszystko może się przydać, ale niektórych rzeczy nie warto zabierać, bo plecak będzie zbyt ciężki. Z triathlonem jest podobnie. Trzeba zrobić rachunek sumienia i przeanalizować swoje mocne i słabe strony. Skoncentrować się na rozwijaniu tych gorszych nie zaniedbując przy okazji tych solidnie wypracowanych. To trudna sztuka, szczególnie gdy ma się pracę, rodzinę i jeszcze chce się trenować. W triathlonie fajne jest to, że można zacząć próby sił od krótkiego dystansu (nie koniecznie łatwiejszego), do czego namawiam. Tam liczy się każda zmarnowana sekunda wiec nie ma miejsca na pomyłki. Taki start wymaga od nas logistycznego przygotowania się. Im dłuższy dystans, tym spokój w strefie zmian większy. W moim przypadku kilka sekund straty w strefie nie ma znaczenia, ale nie zabranie na trasę czegoś niezbędnego już może zaważyć na ostatecznym wyniku. Dlatego planowanie i przygotowanie wszystkiego przed startem  jest takie ważne - i nazywane jest czwartą dyscypliną triathlonu.

10846435_503456649811000_7990564980811528997_n

Często pytacie o koszty zabawy. W moim przypadku założenie było takie, że na starcie nie przekroczę budżetu 2tys PLN. Największym wydatkiem w triathlonie jest rower. Są natomiast imprezy, gdzie można startować na rowerze dowolnego typu, więc można pokusić się o start na ukochanym Jubilacie :D . W moim przypadku start w IM70.3 w Gdyni ten pomysł zweryfikował, bo tam dozwolone były tylko rowery szosowe lub do jazdy na czas. Ceny szosowych rowerów zaczynają się od 2500 PLN. Zacząłem wiec oglądać rynek wtórny i zaznajamiać się z opisami aukcji. Po 4 miesiącach poszukiwań nabyłem rower B`twin (marka Decathlonu - obecnie nazywają się Triban) w narodowych barwach w cenie 1100 PLN. Przy zakupie roweru nie dajcie sobie wmówić, że rower musi mieć osprzęt 105 i piasty Mavica, bo inaczej do niczego się nie nadaje. To nieprawda. Bywało, że na trasie wyprzedzałem zawodników na karbonowych cackach za worki dolarów. Oczywiście większość prosów na takim właśnie sprzęcie łykała mnie jak młodego.

11731782_498173613672637_9061192083664713943_o

Kolejną rzeczą w jaką trzeba zainwestować to pianka. I tu jest podobnie jak w przypadku roweru. Ceny zaczynają się od 350 PLN po grube tysiące. W moim przypadku rodzaj pianki nie miał żadnego znaczenia. Woda była najsłabszym ogniwem, wiec kosmiczne technologie nic lub niewiele by tu zmieniły. Kupiłem piankę Blueseventy Sprint w cenie 650 PLN. Nigdy potem nie mierzyłem i nie testowałem żadnej innej pianki, wiec nie wypowiem się czy jest dobra czy zła. Dla mnie jest dobra, nie pęka, nie rozciąga się, przylega do ciała i doskonale spełnia swoje zadanie. Co nam daje inwestycja w piankę poza szybkością w wodzie? Fakt, że możecie korzystać z wód otwartych (jeziora, morze) od maja do połowy października. To prawie pół roku. Szybki rachunek - 4 zajęcia basenowe w miesiącu = przynajmniej 80 PLN x 5 miesięcy = 400 PLN.  Dzięki piance w tym roku po raz pierwszy zacząłem korzystać z uroków życia nad morzem i na kaszubach i wypływałem sporo kilometrów za tzw kompletne friko. I w tym przypadku bardziej namawiam na naukę techniki w pływaniu niż inwestycję w sprzęt. A skoro mowa o technice pływania, nie wierzcie bujdom, że w triathlonie trzeba pływać kraulem z wyłączonymi nogami, bo te będą nam potrzebne do jazdy na rowerze i biegania. Opanowałem całkiem nieźle pływanie żabką i 1,9 km robię poniżej 40 min wyprzedzając wielu męczących się kraulem. O tym , ze podczas pływania kraulem trudniej się nawiguje nie muszę wspominać (jeśli ktoś tego nie ćwiczył i prosto z basenu ruszył na zawody). Wielu zawodników wytraca całkowicie prędkość, tylko po to aby się rozejrzeć i skorygować nawigację. Można się tym solidnie zmęczyć.

Z podstawowych wydatków to tyle. Ale oczywiście są tzw wydatki dodatkowe. W moim przypadku doszedł koszt tristroju - tu ceny zaczynają się od 135PLN. Zalety? Nie tracisz czasu na przebieranie się po wyjściu z wody, tristroje posiadają wkładkę żelową, która chroni tylek podczas jazdy na rowerze, ale nie jest tak duża jak w tradycyjnych spodenkach kolarskich, dlatego nie przeszkadza podczas biegu.  Kupiłem też bojkę asekuracyjną Otoboja (135PLN) - jest to dmuchana boja z komorą na kluczyki, dokumenty i inne drobiazgi. Po użyciu spuszczamy powietrze i zwijamy.  Kask rowerowy (nie pamiętam ceny) to oczywista oczywistość. Bez kasku nie ma wstępu na żadną triathlonową imprezę.

Na zajęcia basenowe kupiłem też czepek, płetwy i kąpielówki. Po zakupie roweru wymieniłem łańcuch i kasetę oraz jedną z opon, dokupiłem koszyki na bidony, pompkę, skuwacz do łańcucha i kilka drobiazgów. Łatwo się domyślić, że przekroczyłem zakładany budżet, a do triathlonu wszedłem z częścią asortymentu (buty do biegania, czapeczki, buffy, okulary przeciwsłoneczne, koszulki i spodenki techniczne). Ale wiem, że na tym sprzęcie będę trenował kolejny sezon i w tym (nadchodzącym) roku nie poniosę już takich wysokich kosztów, ale bardzo chciałbym zacząć jeździć we wpinanych butach. Zwykłe buty na platformowych pedałach pochłaniają zbyt wiele energii na stabilizację stopy a poza tym są efektywne tylko w 1/3 obrotu korby (nie ma możliwości podciągania pedałów). System SPD (pedały, bloki, buty) to koszt przynajmniej 400 PLN. Na długim dystansie, na płaskiej trasie może się przydać przystawka , tzw lemondka. (od 160PLN)

11802630_511410665682265_6427651386207839002_o

Nie można zapomnieć o tym, że udział w zawodach to wisienka na torcie całego triathlonu, czas przygotowań do zawodów jest równie pasjonujący. Długie wycieczki w niedzielne poranki na rowerze, który łyka kilometry jak szalony to czysta przyjemność, niewiele jest przyjemniejszych rzeczy w niedzielny poranek niż przy szumie opon mijać kaszubskie wioski i cieszyć się pięknymi widokami. Spojrzenie sąsiadów o 9:00 rano kiedy wracasz ze 100 kilometrowej trasy bezcenne.

Tak, zdecydowanie  - miniony sezon obfitował w nowe sportowe doznania. Były radości i potworne męki, ziąb i piekielny upał, ale w ogólnym  rozrachunku mogę powiedzieć, że warto było. Wiem, że triathlon będzie ze mną przez kilka najbliższych sezonów. Bardzo jestem ciekaw trasy w Suszu, gdzie w zeszłym roku debiutowałem na trasie sprintu. Wracam tam na początek sezonu triathlonowego na 1/2 IM (1,9km pływania, 90km rowerem, 21 bieg), na najstarszą imprezę triathlonową w Polsce, która będzie obchodzić 25-cio lecie. Nigdzie nie ma takich kibiców jak w Suszu. Sorry, ale taka prawda. Także bardzo cieszę się, że dane mi będzie wystartować ponownie w Gdyni, bo to impreza z ogromnym rozmachem i świetną organizacją, ale co najważniejsze, że została zmieniona trasa rowerowa, która w nadchodzącym sezonie będzie kręta i pofałdowana, bo taki profil mi najbardziej odpowiada. Porównując trasę w Gdyni i Przechlewie moje serce ucieka do tej drugiej lokalizacji, gdzie deszcz i silny wiatr wywołał kryzys psychiczny na 3/4 trasy rowerowej, to jednak w takich okolicznościach przyrody preferuje się ścigać.

Chciałbym kiedyś wziąć udział w zawodach w Austrii....

3

Robiąc rachunek sumienia, czy też podsumowanie kończącego się roku, nie sposób zajrzeć w statystyki. Okazuje się, że w tym roku przebiegłem objętościowo o blisko połowę mniej kilometrów niż w zeszłym roku. W tym roku licznik dobija do 1400km, co w przełożeniu na tydzień daje ok 30 km.

Co ciekawe, wyniki biegowe wcale nie są o połowę gorsze, powiem więcej, są lepsze - szczególnie te na krótkich dystansach. Wygląda na to, że zacząłem biegać szybciej. Pewnie ma to swoje ujemne przełożenie na biegi długodystansowe (ultra), bo przecież nie można mieć wszystkiego.

Szperając w czeluściach cyberprzestrzeni natrafiłem na informacje na temat pewnego programu przygotowanego przez The Furman Institute of Running and Scientific Training i przeprowadzonego w latach 80-tych. W/g tych badań okazało się, że trzy biegowe treningi w tygodniu są wystarczające (dla biegacza na moim poziomie), a nawet optymalne. Większa ilość treningów zbyt obciąża organizm (mając na uwadze, że oprócz biegania muszę przygotować sie do pływania i jazdy na rowerze, a przecież mam jak większość z Was rodzinę i pracę na etacie ).  Bardziej skupiono się na różnorodności treningów biegowych i tu okazuje się, że szczególnie treningi tempowe przekładają się na wyniki w bieganiu.

Opracowano specjalny plan treningowy i wybrano myszki doświadczalne i okazało się, że plan działa. Ale jest kilka warunków, które muszą być spełnione.

Jak w każdym planie musi być ład, porządek i systematyczność. Plan biegowy rozpisano na 3 dni (wtorek, czwartek i sobotę) i podzielono na trzy różne aktywności - interwały, tempówki i długie wybiegania. Ale samo bieganie to nie wszystko, zaleca się przynajmniej dwie sesje 45-cio minutowe w innych dyscyplinach sportowych (np pływanie czy jazda na rowerze). Treningi biegowe powinny byc urozmaicone, dlatego tempówki i interwały zostały zaplanowane tak, aby w różnoraki sposób stymulować nasze ciało do pracy.

Dla kogo taki plan ?

Pierwotnie plan został opracowany dla ludzi chcących poprawić swoje wyniki na maratonie (42km). Plan został rozpisany na 16 tygodni przygotowań, a wyznacznikiem jest bieg, a właściwie tempo na dystansie 10km.

Czy plan działa ? Zapytajcie mnie pod koniec maja. Startuje z 4m:05s / 10km i życiówką w maratonie 3h:37m

Plan treningowy do maratonu według założeń programu FIRST

Oto pełen program treningowy FIRST, dzięki któremu trenując 3 razy w tygodniu, pobijesz swój rekord w maratonie. Nie zapomnij o dwóch 45-minutowych sesjach na rowerze, basenie i/lub w siłowni w dni wolne od biegania.

Tydzień Wtorek 

Dzień szybkości

Czwartek 

Dzień tempa

Sobota 

Dzień wybiegań

1 8 x 400 m
5 km
15 km
2 4 x 1200 m 8 km 18 km
3 6 x 800 m
11 km
21 km
4 3 x 1600 m 5 km
15 km
5 10 x 400 m
8 km
23 km
6 5 x 1200 m
8 km
25 km
7 7 x 800 m
13 km
27 km
8 3 x 1600 m
15 km
21 km
9 12 x 400 m
5 km
28 km
10 8 x 800 m
8 km
25 km
11 4 x 1600 m
13 km 30 km
12 12 x 400 m
8 km
25 km
13 6 x 1200 m
8 km
30 km
14 7 x 800 m
6,5 km
25 km
15 3 x 1600 m
13 km
15 km
16 30 min swobodne

tempo + 5 x 1 minuta szybko

20 min swobodne

tempo + 3-4 przebieżki

maraton

Legenda / tempa:

Tempo na 10 km - punktem odniesienia jest Twoje aktualne tempo na 10 km.

  • Biegi długie: tempo 10 km + 50-65 sek/km (wolniej o 50-65 sek/km od tempa na dychę)
  • Tempówki: długie - 12-15 km (tempo 10 km + 20 do 25 sek/km), średnie - 8-10 km (tempo 10 km + 15 do 20 sek/km) i krótkie - 5-6 km (tempo 10 km)
  • 1600 m: tempo 10 km - 35 do 40 sek/km (35-40 sek/km szybciej niż Twoje tempo na 10 km)
  • 1200 m: tempo 10 km - 40 do 45 sek/km
  • 800 m: tempo 10 km - 45 do 50 sek/km
  • 400 m: tempo 10 km - 55 do 60 sek/km
  • Rozgrzewka i schłodzenie: każdy trening zaczynaj od rozgrzewki i 1-2 km w wolnym tempie. Kończ również 1-2 km w wolnym tempie dla ochłonięcia po treningu.

Plan znaleziony na http://www.runners-world.pl

Koniec roku to czas, w którym większość nas - sportowców-amatorów planuje kolejny sezon.
U mnie podobnie. Od jakiegoś czasu zastanawiam się co robić ? Jak żyć ?
Już jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że "zaliczanie" imprez dla samego zaliczania mnie nie interesuje, bo jak to mawia Adam, "nie po to jadę na zawody, aby się ścigać" - więc wybranie odpowiedniej imprezy, a następnie solidne przygotowanie się do niej jest pierwszym krokiem w planowaniu nadchodzącego sezonu.
Zabrałem więc kartkę i długopis i zacząłem gryzdać, notować, skreślać, poprawiać.
Kartkę w międzyczasie gubiłem i zapisywałem nową, ale plan za każdym razem był mniej więcej podobny.
Obecny sezon zakończyłem bardzo mocno, z nowymi rekordami. Chciałbym bardzo utrzymać poziom przez zimę, aby w kolejny wejść z takimi samymi możliwościami.
Tylko po co właściwie o tym piszę? Otóż nic nie działa na mnie bardziej motywująco niż świadomość, że wróg się zbroi :)
A tak poważniej, do motywująco na mnie działają informacje, że moi znajomi nie spoczywają na laurach i też przygotowują się do nadchodzącego sezonu.
Skoro mnie motywują inni, to czemu ja miałbym dać spokój swoim czytelnikom?
W czasie roztrenowania zacząłem od zainstalowania aplikacji 100 pompek. Przygotowuje ona plan treningowy do wykonania 100 pompek za jednym razem (taaa jasne). Plusem tej aplikacji jest fakt, ze można zdefiniować przypomnienia i podchodzę do treningu w miarę regularnie. Oprócz pompek, aplikacja oferuje plan na brzuszki, podciągnięcia na drążku (których nie wykonuję) i przysiady (te robię z 10kg obciążeniem). Takie ćwiczenia robię 3 razy w tygodniu.

IMG_20140604_100511

Z planów na przyszły rok wynika, ze wracam w góry. Tak. Bieg Ultra Granią Tatr jest ciągle w pudełku "marzenia" i nie zamierzam odpuścić. Tylko, że wybiegane punkty się kasują, więc czas wypracować nowe. Dawno w terenie nie biegałem ultra, wiec daje sobie czas do jesieni. Wracam na Bieg 7 Dolin na początku września po 2 punkty na trasę 100km. Ostatnio pokonanie tej trasy zajęło mi 16 godzin. W tym roku plan jest bardziej ambitny - złamać przynajmniej 14 godzin.

Pierwszym poważnym celem w 2016 roku jest Maraton Gdański. Ten, który ostatnio tak mnie sponiewierał, że wolałbym zapomnieć o tym występie (3h:52m).
Dlatego informuje Cie maratonie, że wracam i będę gotowy.
Jaki mam planowany czas ? Plan minimum to złamać 3h:30m. Ale półmaraton pokazał, że w zasięgu byłoby nawet 3h:15min. Dlatego też przystępuje do regularnego trenowania. Z planem, na poważnie. Ten plan nazywa się FIRST i jest dla mnie optymalny ze względu na to, że ogranicza się do 3 treningów biegowych tygodniowo. Czy działa, okaże się w maju, choć mam nadzieję, że półmaraton w Gdyni w marcu da pogląd, czy praca idzie w dobra stronę.

Zanim to nastąpi mam zamiar pobiec zimowego TUT-a. 65km z Gdyni do Gdańska przez lasy TPK. Poprzednia impreza organizowana latem przeszła "bokiem" ze względu na przygotowania do triathlonu. A skoro już padło to słowo, to w tym roku oczywiście chciałbym wystartować na takich zawodach. Tak więc informuję, iż wracam do Gdyni na Ironmana (1,9km pływania - 90km rowerem i 21km biegiem) w sierpniu. Dystans "połówki" będzie dla mnie głównym dystansem w tym roku.
Zacznę od niego w Suszu, już w czerwcu.

Napisałem to wszystko, aby dać sobie (i Wam) dodatkowego kopa motywacyjnego, choć uważam, że jestem wystarczająco zmotywowany (poczekajmy na zimę i deszcze), a moje chęci do pracy nie osłabły przez te 3 lata, odkąd zabrałem się za sport. Zeszły sezon pokazał, że mądry trening, zaplanowany i konsekwentnie realizowany przynosi korzyści...

Tydzień temu napisał do mnie Artur (kolega z pracy), że brakuje im (wraz z Piotrem) trzeciego delikwenta do ekipy, która ma zamiar poszwędać się z mapą po terenie. Za bardzo się nie zastanawiałem, wiele razy słyszałem już tę nazwę "Darżlub". Zawsze była to pozytywna opinia, że fajnie, że trudno, że wiele niewiadomych. Właściwie o samej imprezie wiedziałem tylko tyle i odbywa się zimą w ... właśnie, gdzie jest Darżlub.

Jak mawiał klasyk, nie ma takiego miasta Darżlub.
Jest natomiast Darżlubie, gdzie odbyła się pierwsza edycja tej imprezy i tak już w nazwie zostało. Impreza organizowana jest przez Studenckie Koło Przewodników Turystycznych w Gdańsku, działające przy Oddziale Studenckim PTTK.

Skoro już zacząłem wyjaśnienia, to rozwinę jeszcze skrót NMnO - Nocny Marsz na Orientację.
Na czym polega taki marsz? Ano polega on na tym, aby odnaleźć w terenie ukryte punkty tzw lampiony. Żeby sprawa była bardziej skomplikowana, to lampiony wcale nie świecą. Są to biało czerwone kartki, z symbolami, które należy przepisać na specjalna kartkę startową. Lampiony są dodatkowo zazwyczaj tak umocowane, aby nie było ich widać z tzw punktu ataku (np z drogi). Organizatorzy postanowili skomplikować zadanie umieszczając w pobliżu właściwego lampionu inne, tzw stowarzyszone, które znajdują sie w odległości nie mniejszej niż 2mm na mapie, co przekłada się na 50m w terenie. Za namierzenie punktu stowarzyszonego zamiast prawdziwego, dostaje się punkty karne.
Oprócz punktów stowarzyszonych są także tzw punkty mylne. Te są oddalone o 5mm w skali mapy, co przekłada się na 125m w terenie i są to zazwyczaj punkty innej trasy. Zawodnicy lub drużyny startują w odstępach 3 minutowych.
NMnO Darżlub ma ponadto jeszcze dwie charakterystyczne cechy - miejsce zawodów podawane jest w dniu zawodów. Wiadomo tylko, że będzie w okolicach Trójmiasta (do 100km). W dniu startu podawana (w tym roku o 10:00) jest lokalizacja zawodów oraz przypisana minuta startowa, którą należy dodać do tzw godziny zero.
Nasz zespół miał minutę 162, godzina zero była ustawiona na 16:45, wiec planowy start mieliśmy wyznaczony na 19:27 :)
Drugą charakterystyczną cechą NMnO Darżlub jest ognisko z tzw "czas-stopem". Mniej więcej w połowie drogi jest ognisko, gdzie można się ogrzać, zjeść, napić się lub odpocząć. W tym czasie, zegar dla zawodników się zatrzymuje, ale nie na dłużej niż na godzinę.
Pogoda w sumie była bardzo dobra do napierania po lesie - 8 st C, ale dosyć silny wiatr, którego jednak nie było czuć w lesie, za to wyraźnie go słyszeliśmy.
Nasza trasa miała 16km (licząc od punktu do punktu) i była trasą o nazwie "Pacjent Zszedł", a kryptonimie BTK, co oznacza "Bardzo Trudna Krótka". Limit (tu były pewne wątpliwości, na mapie 6h a w internecie 7h). Zdecydowaliśmy się trzymać tego, co jest na mapie, w końcu dla nas to obowiązujący dokument na zawodach. Oprócz czasu podstawowego zawodnicy mają do dyspozycji tzw limit spóźnień w ilości 120 minut. Jest to czas, w którym nadal jest sie sklasyfikowanym, ale dostaje sie dodatkowe punkty karne, ale niższe niż brak punktu - opłaca się zatem w czasie dodatkowym namierzać kolejne punkty. Zawodnicy oczywiście nie mogą się wspomagać nawigacja satelitarną. Mogą polegać tylko na orientacji w terenie i kompasie w dłoniach.
Przed samym startem zostają nam wręczone mapy. Każdy zawodnik ma swoją, ale karta startowa jest tylko jedna. Mapa jest czarno-biała, z lat 70-tych dodatkowo zmodyfikowana przez budowniczego, tak, aby utrudnić orientację błąkającym się po lesie. Trasa BTK jest zaplanowana na precyzyjne nawigowanie, a nie szybkie przemieszczanie się w terenie, to zdecydowanie trasa do marszu. Bieganie nie zawsze się opłaca, o czym mieliśmy się boleśnie przekonać za kilka godzin.

Pierwsze punkty pochłanialiśmy w miarę sprawnie. Szybkim marszem licząc parokroki (dwa kroki) i wykonując tzw żabie skoki pokonywaliśmy kolejne skrzyżowania, polany, wzniesienia. Dopiero po 6-tym punkcie przeoczyliśmy coś i nieco wypadliśmy z trasy. Chwilę trwało namierzanie gdzie się znajdujemy (szukanie drogi z przepustem, za polaną) i ruszamy dalej. Przedzieramy się przez chaszcze, bagienka, dolinki i grzbiety wzniesień. Po czterech godzinach napierania okazało się, ze takie tempo nam nie wystarczy na zaliczenie całości trasy w regulaminowym czasie. Postanawiamy potruchtać... i wpadamy do Gniewowa, mieściny której nie mamy na mapie. :)
Wracamy do ostatniego pewnego miejsca, ten manewr kosztował nas kolejne 40 minut.
Na ognisku kwadransik postoju na herbatkę, zamianę baterii i ruszamy dalej. namierzamy kolejne punkty, ale na 17-tym z 20-tu zostało nam 40 minut regulaminowego czasu + kwadrans ogniskowy. Postanawiamy napierać w kierunku mety (limit najważniejszy) z myślą, ze jak starczy czasu zgarniemy 20-ty punkt.
Ostatnie 5km biegniemy z duszą na ramieniu czy uda nam się zmieścić w 8-miu godzinach.
Finalnie wpadamy na metę w limicie, mamy 17 punktów i zadyszkę. :)

darzlub

Zawody ukończyliśmy na 33 miejscu na 51. Wynik może nie powala, ja natomiast bardzo się cieszę, że miałem okazje nawigować i podejrzeć innych w akcji na tak wymagającej trasie, a przy okazji przypomniałem sobie podstawy nawigacji. Sam z pewnością bym się zakręcił dużo wcześniej. Zgarnęliśmy 3 punkty stowarzyszone i jeden mylny. Do trzech nie dotarliśmy z powodu braku czasu. W sumie w 8 godzin nadreptaliśmy 31km :)

Track do endo, zdjęć jakichkolwiek brak.
https://www.endomondo.com/users/4936511/workouts/640885715