Przeskocz do treści

Po sierpniowej Grani Tatr wróciła mi jakoś ochota na bieganie w terenie. Dlatego tez z dużą niecierpliwością czekałem na Kaszubską Poniewierkę na dystansie 30km. Po pierwsze dlatego, że to super impreza organizowana z sercem a nie dla kasy. Po drugie dlatego, że chciałem sprawdzić się i przekonać jak to jest walczyć o dobrą lokatę, a nie tylko liczyć na ukończenie. Stąd też nastawienie na start było bojowe - polecieć całość możliwie mocno (najmocniej) z ryzykiem odcięcia. Atmosferę rywalizacji podkręcił Grzegorz, który obiecał, że mi nie odpuści a po biegu Westerplatte, który pokazał mi gdzie jest moje miejsce w szybkim bieganiu (ogolił mnie o 30 sekund na 10km) poprzeczka została wysoko postawiona i rywalizacja zapowiadała się naprawdę fajnie.


fot. Piotr Dymus

Start bardzo mocny pod stromą górę spowodował odcięcie już na początku rywalizacji, ale ustawiliśmy się na początku stawki. Wtopa zaliczona na piątym kilometrze dołożyła nam 3 minutowa stratę w stawce, ale cisnęliśmy dalej z Grzegorzem do 12 kilometra. Na 17-mym km dopadł mnie kryzys , ale nadal starałem się mocno biec, od 23 km skurcze łydek czasem zmuszały mnie do kilku kroków marszu nawet na płaskim.

Ostatecznie kończę bieg na 24 pozycji open po 2h:49min co ustawia mnie w pierwszych 10% uczestników. Ten wynik bardzo mnie zadowala.

Organizacyjnie super impreza, dzięki wolontariuszom i kibicom na trasie sił nie ubywało a nawet pogoda była naszym sprzymierzeńcem. Trasa momentami zaskakująco wymagająca w przepięknych okolicznościach przyrody kaszubskich jezior i lasów. Za rok koniecznie długi dystans.

 

10 września 2017 r.

Start na Westeplatte, meta pod ECS (Europejskie Centrum Solidarności). Nowa trasa, która okazała się moim zdaniem trudniejszą od poprzedniej. Niewielkie podbiegi i spora ilość ostrych zakrętów miała wpływ na wynik (bo przecież wiadomo, że się nie przygotowałem), podobnie jak nawierzchnia brukowa w części starego miasta. Trasa poprowadzona ciekawymi ulicami (na wielu nigdy nie byłem), przez kładkę na Motławie (tez nigdy wcześniej nie byłem).

Cel : złamać 42min, być w pierwszych 10% uczestników

Do 3-ego kilometra wyśmienite samopoczucie i bardzo dobre tempo (jak na mnie), od 7-mego kłopoty i walka. Finalnie meta na 216 miejscu z czasem 41:17 (6,26%) z 3448, którzy ukończyli bieg.

Na samej mecie spore zamieszanie. Autobusy z depozytami oddalone od strefy finishera, aby się do nich dostać musiałem przeskakiwać przez barierki (?), a wracając do strefy deptać trawniki... słabo. Sporo błota, dobrze że nie padało :)