O mnie słów kilka

Waldemar Miś, rocznik `76. Gdańsk.

W marcu 2013 roku zostałem zarażony bakcylem biegania. Zaczęło się niewinnie od słów „Czas coś ze sobą zrobić” – jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa. Zasiedziałem się na kanapie przez ostatnie kilka lat z pilotem w ręku, a jedynym wysiłkiem fizycznym było pokonanie drogi na przystanek tramwajowy.
Zacząłem na próbę biegać – podobno to odstresowuje, dotlenia i poprawia samopoczucie. Po pierwszym (krótkim) treningu wróciłem do domu pokonany i z podkulonym ogonem. Nie nadaje się do tego, za stary jestem….

Ja nie dam rady ? To patrz !
Zacisnąłem zęby i biegałem jeszcze kilka razy w kolejne dni. Zaczynało mi się to podobać. Pierwsze pokonane 3, 5, 7 km.
Pierwsze 10km miałem pobiec w ulicznym biegu w Gdyni w maju i miałem atakować złamanie godziny. Nie udało się, bo pojechałem na urlop. Złamałem godzinę na 10km w Szklarskiej Porębie (nieoficjalnie)
W czerwcu dowiedziałem się, że w sierpniu pobiegnę maraton w górach :D Absurd.

Ja nie dam rady ? To patrz !
I pobiegłem. Wcześniej bardzo ciężko trenowałem. Ale zaczynałem czerpać radość z treningu, z przełamywania kolejnych barier. To była walka z samym sobą i wiele mnie nauczyła, pokory, wytrwałości i cierpliwości.
A gdyby tak zostać ultramaratończykiem ?

Ja nie dam rady ? To patrz !
Pierwsze 80km pokonałem w Bieszczadach na Rzeźniku ciągnięty przez Zwola. Myślałem, że będzie gorzej. Oficjalnie stałem się ultrasem na Biegu 7 Dolin we wrześniu 2014 – pokonałem 100km z kontuzją, ale w limicie.
Co dalej ? Wyzwań cała masa. Rekordy do pokonania, pokonanie samego siebie, swoich słabości.

Ja nie dam rady ? To patrz !
I czytaj bloga :]