Maraton Nadwiślański Szlakiem Doliny Dolnej Wisły

W miniony weekend wróciłem na trasę Biegu Nadwiślańskiego, gdzie po raz pierwszy oficjalnie ukończyłem półmaraton.

Tym razem jednak ten dystans musiałem pokonać dwukrotnie w ramach I Maratonu Nadwiślańskiego Szlakiem Doliny Dolnej Wisły. Koniec października to nie jest najlepszy termin na bieganie, a tym razem zawital do nas orkan „Grzegorz”, który w porywach wiał do 100km/h. O ile trasę z Tczewa do Walichnowych biegło się super, bo wiatr pomagał (na nawrocie miał czas na życiówkę w maratonie :D – to nie mogło się dobrze skończyć). Sytuacja drastycznie się zmieniła w drodze powrotnej. Silny wiatr bardzo utrudniał bieganie i ambicja o zaplanowany czas 3h:40m została schowana do kaptura. Do 30-tego kilometra było znośnie, ale potem zaczęły się kłopoty mięśniowe. Moje nogi pracowały jakbym wbiegał na wzniesienie i strasznie się spinały. Wiatr momentami nie pozwalał biec i zmuszał do marszu. Finalnie dotarłem na metę na 38 miejscu (na 99 startujących) z czasem 3h:49m.

Organizacyjnie impreza godna polecenia, kameralna i zrobiona z sercem. Ale ziąb, wiatr i deszcz odbierał radość z pokonywania trasy, za to satysfakcja na mecie ogromna.