PKO Półmaraton Sopot

Po jesiennym gdańskim półmaratonie przyszedł czas na pobieganie w Sopocie. Patronem tytularnym zostało PKO, które jest tak że patronem GPX Gdyni oraz marka ALE, wiec zapowiadała się fajnie zorganizowana impreza. Dla mnie przede wszystkim to sprawdzian formy, czy przepracowanie zimy poszło w las, czy może są postępy, szczególnie, że biegam o wiele mniej niż w zeszłym sezonie. Miałem tez swoje oczekiwania co do wyniku.

Pogoda słoneczna i temperatura dobra do biegania, ale wietrzycho straszne na otwartych przestrzeniach.

_DSC5784-110

Generalnie to nie był udany bieg. Założenia miałem chyba zbyt wygórowane, za mocno zacząłem i pewnie dlatego od 17km przeżywałem straszną mękę, w której nie pomagał przeciwny wiatr. Przeciwności losu było więcej, między 4 a 7 km biegłem z kolką, ale jakoś przetrzymałem, potem dorobiłem się odcisków na stopach, to dla mnie nowość w bieganiu.

Życiówka niby padła, ale radości nie ma, bo wiem, że spartoliłem sprawę złym rozłożeniem sił. (1h:35m:31, 123 m-sce)

Jeśli chodzi o samą trasę i organizację to bieg bardzo mi się podobał. Trasa płaska, szybka, mało ostrych zakrętów, dobrze zabezpieczona i oznakowana. Sporo kibiców na trasie, bardzo dużo znajomych (dzięki !!) ale internety i tak wygrywa Zw Olo, który dopingował z misiem na patyku :) (jak znajdę foto to wrzucę).

Kochani organizatorzy – wyjechanie samochodem spod Ergo Areny zajęło niemal tyle czasu co bieg. Po tym względem słabiutko. Słabo też wypadła organizacja strefy dla kibiców oczekujących na mecie, szczególnie tych najmłodszych. Tutaj minus.

Linie mety mijam tak :

_DSC6334-538

Na koniec kilka słów o ALE. W pakiecie był żel, tym razem trafił mi się zielony (jabłkowy). Po raz kolejny muszę pochwalić tę markę. Żel wszedł bez popijania, nie zostawił zaklejonej gęby. Jeśli chodzi o iso rozdawane na trasie, to już nie jest tak dobrze, albo trafiłem na mega mocny albo miałem zbyt podrażnione gardło. Nie skreślam, bo zbyt mało wypiłem aby wydać opinie. Na mecie profilaktycznie wybrałem wodę.