NMnO Darżlub

Tydzień temu napisał do mnie Artur (kolega z pracy), że brakuje im (wraz z Piotrem) trzeciego delikwenta do ekipy, która ma zamiar poszwędać się z mapą po terenie. Za bardzo się nie zastanawiałem, wiele razy słyszałem już tę nazwę „Darżlub”. Zawsze była to pozytywna opinia, że fajnie, że trudno, że wiele niewiadomych. Właściwie o samej imprezie wiedziałem tylko tyle i odbywa się zimą w … właśnie, gdzie jest Darżlub.

Jak mawiał klasyk, nie ma takiego miasta Darżlub.
Jest natomiast Darżlubie, gdzie odbyła się pierwsza edycja tej imprezy i tak już w nazwie zostało. Impreza organizowana jest przez Studenckie Koło Przewodników Turystycznych w Gdańsku, działające przy Oddziale Studenckim PTTK.

Skoro już zacząłem wyjaśnienia, to rozwinę jeszcze skrót NMnO – Nocny Marsz na Orientację.
Na czym polega taki marsz? Ano polega on na tym, aby odnaleźć w terenie ukryte punkty tzw lampiony. Żeby sprawa była bardziej skomplikowana, to lampiony wcale nie świecą. Są to biało czerwone kartki, z symbolami, które należy przepisać na specjalna kartkę startową. Lampiony są dodatkowo zazwyczaj tak umocowane, aby nie było ich widać z tzw punktu ataku (np z drogi). Organizatorzy postanowili skomplikować zadanie umieszczając w pobliżu właściwego lampionu inne, tzw stowarzyszone, które znajdują sie w odległości nie mniejszej niż 2mm na mapie, co przekłada się na 50m w terenie. Za namierzenie punktu stowarzyszonego zamiast prawdziwego, dostaje się punkty karne.
Oprócz punktów stowarzyszonych są także tzw punkty mylne. Te są oddalone o 5mm w skali mapy, co przekłada się na 125m w terenie i są to zazwyczaj punkty innej trasy. Zawodnicy lub drużyny startują w odstępach 3 minutowych.
NMnO Darżlub ma ponadto jeszcze dwie charakterystyczne cechy – miejsce zawodów podawane jest w dniu zawodów. Wiadomo tylko, że będzie w okolicach Trójmiasta (do 100km). W dniu startu podawana (w tym roku o 10:00) jest lokalizacja zawodów oraz przypisana minuta startowa, którą należy dodać do tzw godziny zero.
Nasz zespół miał minutę 162, godzina zero była ustawiona na 16:45, wiec planowy start mieliśmy wyznaczony na 19:27 :)
Drugą charakterystyczną cechą NMnO Darżlub jest ognisko z tzw „czas-stopem”. Mniej więcej w połowie drogi jest ognisko, gdzie można się ogrzać, zjeść, napić się lub odpocząć. W tym czasie, zegar dla zawodników się zatrzymuje, ale nie na dłużej niż na godzinę.
Pogoda w sumie była bardzo dobra do napierania po lesie – 8 st C, ale dosyć silny wiatr, którego jednak nie było czuć w lesie, za to wyraźnie go słyszeliśmy.
Nasza trasa miała 16km (licząc od punktu do punktu) i była trasą o nazwie „Pacjent Zszedł”, a kryptonimie BTK, co oznacza „Bardzo Trudna Krótka”. Limit (tu były pewne wątpliwości, na mapie 6h a w internecie 7h). Zdecydowaliśmy się trzymać tego, co jest na mapie, w końcu dla nas to obowiązujący dokument na zawodach. Oprócz czasu podstawowego zawodnicy mają do dyspozycji tzw limit spóźnień w ilości 120 minut. Jest to czas, w którym nadal jest sie sklasyfikowanym, ale dostaje sie dodatkowe punkty karne, ale niższe niż brak punktu – opłaca się zatem w czasie dodatkowym namierzać kolejne punkty. Zawodnicy oczywiście nie mogą się wspomagać nawigacja satelitarną. Mogą polegać tylko na orientacji w terenie i kompasie w dłoniach.
Przed samym startem zostają nam wręczone mapy. Każdy zawodnik ma swoją, ale karta startowa jest tylko jedna. Mapa jest czarno-biała, z lat 70-tych dodatkowo zmodyfikowana przez budowniczego, tak, aby utrudnić orientację błąkającym się po lesie. Trasa BTK jest zaplanowana na precyzyjne nawigowanie, a nie szybkie przemieszczanie się w terenie, to zdecydowanie trasa do marszu. Bieganie nie zawsze się opłaca, o czym mieliśmy się boleśnie przekonać za kilka godzin.

Pierwsze punkty pochłanialiśmy w miarę sprawnie. Szybkim marszem licząc parokroki (dwa kroki) i wykonując tzw żabie skoki pokonywaliśmy kolejne skrzyżowania, polany, wzniesienia. Dopiero po 6-tym punkcie przeoczyliśmy coś i nieco wypadliśmy z trasy. Chwilę trwało namierzanie gdzie się znajdujemy (szukanie drogi z przepustem, za polaną) i ruszamy dalej. Przedzieramy się przez chaszcze, bagienka, dolinki i grzbiety wzniesień. Po czterech godzinach napierania okazało się, ze takie tempo nam nie wystarczy na zaliczenie całości trasy w regulaminowym czasie. Postanawiamy potruchtać… i wpadamy do Gniewowa, mieściny której nie mamy na mapie. :)
Wracamy do ostatniego pewnego miejsca, ten manewr kosztował nas kolejne 40 minut.
Na ognisku kwadransik postoju na herbatkę, zamianę baterii i ruszamy dalej. namierzamy kolejne punkty, ale na 17-tym z 20-tu zostało nam 40 minut regulaminowego czasu + kwadrans ogniskowy. Postanawiamy napierać w kierunku mety (limit najważniejszy) z myślą, ze jak starczy czasu zgarniemy 20-ty punkt.
Ostatnie 5km biegniemy z duszą na ramieniu czy uda nam się zmieścić w 8-miu godzinach.
Finalnie wpadamy na metę w limicie, mamy 17 punktów i zadyszkę. :)

darzlub

Zawody ukończyliśmy na 33 miejscu na 51. Wynik może nie powala, ja natomiast bardzo się cieszę, że miałem okazje nawigować i podejrzeć innych w akcji na tak wymagającej trasie, a przy okazji przypomniałem sobie podstawy nawigacji. Sam z pewnością bym się zakręcił dużo wcześniej. Zgarnęliśmy 3 punkty stowarzyszone i jeden mylny. Do trzech nie dotarliśmy z powodu braku czasu. W sumie w 8 godzin nadreptaliśmy 31km :)

Track do endo, zdjęć jakichkolwiek brak.
https://www.endomondo.com/users/4936511/workouts/640885715