Pierwsze lanie

W czasie gdy zacząłem biegać,  Paweł zaproponował udział w czymś o czym wczesniej nie słyszałem. BnO, czyli Bieg (lub Rajd) na Orientację. Impreza nazywa sie Harpagan.
O co dokładnie chodzi ? Ano chodzi o to, zeby przebyć wybrany dystans w określonym czasie. Do wyboru jest 50 km pieszo (TP50), lub 100 na rowerze(TR100). To tak zwana trasa rekreacyjna. Ukonczenie tych dystansów z zaliczeniem punktów kontrolnych nie daje tytułu „Harpagana”. Aby zostac Harpaganem trzeba sie postarać. Zrobic 100 km pieszo(TP100), lub 200 km na rowerze(TR200) w 24 godziny (noc i dzień). Jest jeszcze cos dla hadrkorów : 50km pieszo w nocy a potem 100 na rowerze w dzień (TM150). :)

Jako, ze to moja pierwsza przygoda z tego typu imprezą wybór byl prosty : 50 km pieszo w 12 godzin. Na 3 minuty przed startem dostaje sie mapę w skali 1:50000 z zaznaczonymi punktami kontrolnymi, do których trzeba dojść. Dojść w okreslonym czasie, po upływie którego punkt jest likwidowany przez organizatora, co automatycznie dyskfalifikuje uczestnika. Oczywiscie mozna isc dalej.. tylko po co.

Jesli chodzi o znajamośc czytania mapy, to własciwie do 3 punktu kontrolnego nie było się czym martwić. Wystarczyło iść za innymi. Potem jednak okazało sie, ze innych nie ma w poblizu, a drogi na mapach wlasciwie nie pasuja do dróg, które sie mija. W środku lasu. Motywujące w takiej sytuacji jest to, że trafia sie od czasu do czasu na takie same zabłakane duszyczki. Kiedy juz właściwie nie ma pewnosci gdzie sie jest, trzeba iść „na szagę” jak to ktoś powiedział, czy na przelaj zgodnie ze wskazaniem kompasu, znaleźć cos charatkerystycznego i lecieć dalej. Tylko, ze kilometry biją, a czas ucieka.

W naszym przypadku wszystko szlo sprawnie do 3-ki. Szukając 4ki przeszlismy obok nie zauwazajac jej i troche błądzilismy. Stracilismy sporo czasu. Do 5-ki było jeszcze trudniej i juz zaczynały sie klopoty z zakwasami. Niby zmeczenia nie ma, ale mieśniami powoli nie mozna ruszać. 6-ty punk, to już był akt desperacji. Dojść i zakończyć. Tylko ze 6-tka jest w lesie, z dala od wszystkiego. Wiec kolejne 4-5 km do ulicy. Po 6-tce tempo nam tak spadło, ze do 7-mki nie dalibyśmy rady z powodu czasu.

I teraz kilka slów od siebie. Było super. Mimo bólu, cierpienia, zmeczenia i w ogóle, warto było i nie żałuje, że wystartowałem. Pogoda była idealna, w lesie juz bez śniegu, tylko czasem małe błoto. Ale liczyłem sie z tym, że bede po kolana uwalony w blocie. Z pewnością nosiłem  zbyt wiele bagażu. Litr soku + 1,5 litra wody to za dużo. Tym bardziej, że po drodze mozna spotkac sklep :]
Zastanawiałem sie czy nie zabrać aparatu. I dobrze, że nie zabrałem. Okazji do zrobienia fotek niewiele, szkoda czasu, a aparat swoje waży. Poza tym mielismy dwie okazje na kapiel w rzece. Szkoda by było.
teraz trening, trening i trening…. W październiku H46. ;]
Bateria w moim telefonie poddala sie na 38km, Pawla telefon dociągnął do 43km. Myślę, ze zrobiliśmy ok 45 km. W/g legendy na mapce punkt 6-ty to 34km trasy, wiec zrobilismy jakąś dychę „ekstra”. ;]

Jak sie wszystko zakończyło ? Doczłapalismy sie do asfaltu, zlokalizowalismy gdzie jesteśmy i szukaliśmy kogoś, kto mógłby po nas podjechać.
W ten oto sposób wyrwalismy Sławka W. z domu, który nie dość, ze po nas przyjechał, to jeszcze miał ze sobą Żywca :]
„Zwykły bohater” Harpagana. ;]

W sumie do bazy bylo jeszcze jakies 5km, ale chyba na rękach musielibyśmy iść.
Tak to mniej więcej wyglądało :

Jak widac na załaczonym obrazku, Endomondo policzyło czas na niecałe 7 godzin (podczas postoju sie pauzuje), a bylismy w terenie 12 ;]
Więcej informacji na harpagan.pl , w październiku kolejna edycja H46, czas na wyrównanie rachunków.

Obecnie moje przygotowania sa ukierunkowane dalekosiężnie na dystans 50km w terenie. Oczywiscie bede trenowal bieganie po blokowisku, ale bede szukał okazji na dłuższe wybiegania w urozmaiconym terenie. A co do jesieni ? Sie zobaczy. 21 czerwca bieg w Gdyni na 10km, tresa, która miałem przebiec, ale nie wyszło, ale o tym w innym odcinku…