MWB30

W tym wpisie nie będzie zbyt wiele tekstu. Za to będzie dużo zdjęć, które mam nadzieje przekażą Wam cząstkę tego, co mógłbym opisać, ale nie umiem.

Weekendowa ustawka stała pod znakiem zapytania, bo nie wiadomo kto chętny, bo nie wiadomo jaka pogoda, bo coronawirus. Dobra, z tym ostatnim to żart.

Postanowiłem, że pojadę bez względu na pogodę i przygotowałem ciuchy na każdą ewentualność. Track wrzucony na zegarek, a nawet dwa, ale na drugi przyjdzie jeszcze pora.

O 6:30 ustalenia smsowe i ruszamy z Grzesiem w drogę. W ten weekend chcieliśmy objechać trasę Małego Wielkiego Biegu o dystansie 35 km. Do tego musieliśmy dojechać na trasę i sumarycznie nabiło się blisko 60 km. Ale te planowane 35 było naprawdę soczyste.

Trasa biegu zaczyna i kończy w Straszynie, ale my wbijamy na trasę przy jeziorze w Otominie.

jez. Otomińskie

Pogoda na pierwszy rzut oka i pierwsze kilometry asfaltem nie zachęca. Mokro, dżdżyście i bardzo mgliście. Ale jak tylko odbiliśmy do lasu, morda sama zaczęła mi się uśmiechać. Pod kołami pryskało na prawo i lewo błoto wyciskane spod gnijących liści, rozmoknięte podłoże wyrzucane bieżnikiem kół pokrywa rower i nasze ubrania.

Trasa wiedzie czarnym szlakiem, a następnie odbija w stronę Kolbud. Znam tę trasę dobrze, na tyle,że wiem gdzie spodziewać się błota a gdzie czeka na nas piaszczysty podjazd. Na tym odcinku nie było niespodzianek,poza faktem, że było bardzo, ale to bardzo dużo błota.

Trudno trzymać sticka i utrzymać równowagę.

W Kolbudach przeskakujemy ulicę i wbijamy się na żółty szlak. Początkowo trasa nie zaskakuje ale za mostkiem odbijamy w wąski singiel i tam zaczyna się dziać magia. Piękne zakątki, cisza, spokój, mgła, dzikie ptactwo, niestety także trochę śmieci, ale w ogólnym rozrachunku zachwyt.

Po drodze jadąc wzdłuż Raduni mijamy elektrownie wodne, które wyłaniają się z mgły niczym tajemnicze zamczyska.

Trasa wiedzie wzdłuż wody, klucząc momentami w wąskich meandrach Raduni

Cieki wodne przekraczamy przeskakując je lub balansując na wąskich kładkach.

Robiąc zdjęcia śmieje się, że będę miał materiał na FailArmy, na szczęście nic się nie wydarzyło.

W Przywidzu wbijamy się na początek i koniec trasy zarazem, który jest w pobliżu szkoły ale szybko wpadamy w gęstwinę lasu

Po drodze spotykamy całą masę dzikiego ptactwa, a nawet pojawiły się wiewiórki, to już chyba wiosna.

Niekiedy, miedzy połaciami lasu wpadamy na łąki i polany, które są równie malowniczo skąpane we mgle. A my twardo przedzieramy się przez wszędobylskie błoto.

Trasa z Przywidza wiedzie przez Lublewo i ponownie wbijamy się na znane mi tereny Bursztynowej Góry, Szlaku rowerowego “Przyjaźń jest w naturze” oraz zielnego szlaku, który otacza jezioro Otomińskie, gdzie zaczynaliśmy naszą wycieczkę.

Trasa Małego Wielkiego Biegu bardzo mnie zaskoczyła. Rozwiała moje wątpliwości czy zapisywać się na bieg u siebie na podwórku, przecież niewiele może mnie jeszcze zaskoczyć. A jednak udało się. Zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony i już sobie wyobrażam, jak pięknie będzie tam w maju.

Do zastanowienia pozostaje tylko czy biec 35 km czy może dwa razy dłuższy wariant?

Zanim podejmę decyzję wybiorę się na rekonesans pod kryptonimem MWB70.

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *