Pomorska 500

Od czego by tu zacząć? Od końca zacznę – dziękuję wszystkim, którzy przez ten cały szalony czas wyścigu, przed nim oraz po napisali dobre słowo, pomyśleli o mnie gdy byłem gdzieś na bagnach Ińskiego Parku, albo sam nie wiem gdzie, o tych, którzy śledzili i pchali kropka czy tam trójkąta na mapie. Bardzo Wam serdecznie dziękuję ! Takie gesty bardzo motywują i są ogromną wartością dodaną do takich wyryp ! Jeszcze raz, piona buziaki czy co tam chcecie, jesteście super i cieszę się ze mam najlepszych kibiców na świecie !

Wróćmy na początek i do założeń, żeby naświetlić całą ideę wyścigu – bo w takiej formule tam pojechałem. Ścigać się, ale nie z przeciwnikami tylko z zegarem. To moja pierwsza impreza rowerowa, pierwsza impreza w nocy na rowerze, pierwsza impreza na takim (512 km) dystansie. Pierwsza impreza na której musiałem zadbać sam o siebie od samego początku, aż do samej mety.

Startowaliśmy falowo, co 5 minut startowała 5-cio osobowa grupa. Pojechaliśmy na wyścig w cztery osoby (nie licząc Jarsona i Różaka, ziomeczków z dzielni – ale to zupełnie inna liga). Był zatem w kolejności startowej Marek (start 5:50), Grzesiek (start 6:40) , Krzysiek (start 6:45) i ja (start 7:15).

Grzesia i Krzysia możecie pamiętać z Wisły1200 z zeszłego roku, gdy im kibicowaliśmy i witaliśmy na mecie. Grzesiek od samego początku zakładał, że jedzie rekreacyjnie i będzie na mecie w sobotę i ogarnie dwa noclegi na trasie. Marek nie miał planu – tzn miał dwa warianty, albo pojedzie z nami, albo z Grzesiem. Z nami, to znaczy ze mną i Krzysiem – postanowiliśmy jechać nonstop, przez noc razem, a w razie draki ogarnąć nocleg na dziko (miałem ze sobą hamak), po nocy jak się da też cisnąć na metę razem.

Nie będę się rozpisywał, jak wyglądały te długie godziny wyścigu, wszystkiego możecie dowiedzieć się z filmu poniżej.

Dodam na zakończenie trochę informacji na temat sprzętu na jakim jechałem i czego uzywałem na trasie, co się przydało, a co było zbędne.

Rower Cannondale Caadx z 2016 na Ultegrze 2×11 (36/46T przód, 11-28 tył) więc typowy przełaj z szosowym napędem – brakowało mi momentami przełożeń, ale bez dramatu. Torba podsiodłowa PodSacs, skrzypiała, trzeszczała, ale wytrzymała, choć przy styku ze sztycą dorobiła się przetarcia. W torbie zestaw naprawczy – dętka, łatki, hak przerzutki, 2x uszczelniacz, spinka łańcucha, skuwacz, multitool, imbusy. Mutlitoola użyczyłem koledze na trasie, sam nie miałem potrzeby użycia narzędzi, ale też nie do końca. Miałem awarię linki tylnej przerzutki i proponowano mi na trasie użyczenie linki, nie zdecydowałem się na wymianę. Nigdy tego wcześniej nie robiłem i szkoda mi było czasu na rozkminianie. Teraz już wiem jak się za to zabrać i poradzę sobie na trasie z wymianą.

Kurtka przeciwdeszczowa przydała się na 10 minut, przeciwwiatrowa była całą trasę w torbie. Dwie warstwy ubrań z długim rękawem przydały się, rękawki i ciepłe rękawiczki niezbyt. Długie spodnie, zarówno przeciwwiatrowe jak i przeciwdeszczowe też cała podróż spędziły w torbie podsiodłowej.

Na trasie zabrakło mi tylko linki przerzutek i wiedzy jak taką linkę wymienić. Teraz już wiem, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. ;)

Na trasie odpadło mi też mocowanie bidonu, ale przyczyny tego były dwie. Po pierwsze koszyk został zamocowany do rury zbyt cienkimi trytytkami, a po drugie po zalaniu izotonika w tabletkach, gaz wydobywający się spowodował napęcznienie bidonu i ciężko się zaklinował. Do przemyślenia także temat mocowania tylnego oświetlenia, bo moje umocowane na rurze podsiodłowej,poniżej sztycy było permanentnie zaklejone błotem. Zdecydowanie lepiej jest zamocować światełko na tylnym trójkącie, zdala od błota wylatującego spod kół.

Zdecydowanie jestem zadowolony z dwóch rzeczy – z paśnika od JackPacka, który świetnie się sprawdził na kierownicy jako paśnik. Łatwy dostęp do żarełka to podstawa. Nawigacja Garmina GPSmap 62stc działała idealnie, bez najmniejszych problemów, stabilnie i solidnie. Zasilanie paluszkami AA powoduje, że nie trzeba się martwić o zasoby prądu w powerbanku.

Co bym teraz poprawił, gdybym mógł cofnąć czas, oprócz nieszczęsnej linki przerzutek? Zdecydowanie robiłbym więcej zdjęć na trasie i starał się zminimalizować ilość postojów (jedno przeczy drugiemu, wiem – ale chciałby się zjeść ciastko i mieć ciastko).

Na koniec zdanie podsumowania – to była piękna przygoda. Mój debiut w maratonie rowerowym, mój debiut w rowerowym ultra. Z obawą podchodziłem do takiego długiego wysiłku, bo dawno już tak nie robiłem, ale okazuje się, że chyba mam do tego predyspozycje, a znajomość swojego ciała i jego reakcji na długotrwałe obciążenie (znane z biegania) daje mi przewagę nad innymi debiutantami na tegorocznej Pomorskiej500. Czy można było poprawić wynik? Oczywiście, sądzę, że mógłbym powalczyć o złamanie 34 godzin.

Wszystkim spotkanym na trasie dziękuję za zwykłe “cześć” , za pogawędki na trasie, za wspólne narzekania (na piach, na deszcz, na upał, na błoto itp), za szyderę i żarciki. Osobom postronnym za słowa zagrzewające do walki i gratulacje. No i na koniec – wszystkim moim kibicom. Dziękuję, sprawiliście mi ogromną radość !

One thought on “Pomorska 500

  1. Waldek, czytam to i oglądam z zazdrością! Jesteś przekozak! Jeszcze raz gratuluję!

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *