Z Półwyspu do domu

Dzisiaj będzie mały opis trasy i jak zawsze kilka fotek z wycieczki jaką miałem okazję pokonać. Pojechaliśmy w niedzielny poranek rodzinnie do Chałup na wycieczkę rowerową. Byliśmy tam ostatnio i całkiem się nam podobało, szczególnie płaska, prosta trasa na której praktycznie w każdym momencie można się zatrzymać na odpoczynek na plaży.

Już na początku wycieczki przytrafiła mi się przygoda, bo po 2 km trasy zorientowałem się, że zgubiłem kamerę. Mam w zwyczaju wozić ją w tylnej kieszonce bluzy/koszulki i nigdy nie było takiego przypadku, żeby mi wypadła. Zorientowawszy się, szybko popędziłem w odwrotnym kierunku na poszukiwania, ale nie byłem specjalnie przekonany, że odnajdę ją jeszcze zważywszy na ilość ludzi jaka przemierzała tę trasę. Okazało się, że kamera wypadła mi podczas wsiadania na rower na parkingu samochodowym i o dziwo ciągle tam leżała, mimo sporego ruchu.

Pojeździliśmy, posiedzieliśmy na plaży, niektórzy nawet weszli do wody, zjedliśmy frytki i tam minęły przyjemnie ze trzy godzinki w pięknych okolicznościach przyrody.

Wróciliśmy z Kużnic do Chałup, spakowałem rowery i rodzinkę do auta, a sam załadowałem zalane izotonikiem bidony, zapasową bluzę i kilka żeli i wyruszyłem rowerem w drogę powrotną do domu.

Z Chałup do Władysławowa jechałem tydzień wcześniej więc beż żadnych niespodzianek – szeroka trasa rowerowa, spory ruch i piękna pogoda i cudne widoki.

Plan na wycieczkę był “dynamiczny”, wbiłem sobie w nawigację w Locusie, która miała pokierować mnie na okolice Obłuża, tam miały zapaść kolejne decyzje dotyczące trasy.

Ścieżka rowerowa do Pucka pokrywa się z trasą rowerową E10 i E13, szeroki ciąg utwardzonej drogi, głównie z kostki brukowej, ale momentami także asfaltem. Szybko zleciało do Pucka, tam droga zakręca do portu i przez piękny park prowadzi za miasto. Pozytywnie mnie Puck zaskoczył, nigdy nie byłem, albo bardzo dawno temu i nie pamiętam za bardzo. Bardzo fajny deptak, dużo zieleni, plaża, port. No podobało mi się, ale czas w drogę.

W Pucku proponowana przez nawigację trasa uciekła na bok od trasy rowerowej E10/E13 i postanowiłem trzymać się rowerowego szlaku i jechać nim najdłużej jak się da. Za Puckiem trasa się rozwidla, a ja ruszam dalej opcją w kierunku na Rozgard i dalej wzdłuż nabrzeża, aż do Rzucewa.

I tutaj na chwilę się zatrzymam i powiem Wam tak. Ten odcinek to jest absolutny sztos! Pięknie, cicho, nad samiuśką wodą wąskim singlem i na krawędzi klifu. No bajka!

Trzeba tylko uważać i nie pędzić na zabój bo można na trasie spotkać takie atrakcje, a w przypadku bezpośredniej konfrontacji lepiej jednak nie dać się stratować i zjechać na bok :D

Na dalszym etapie trasa nieco oddala się od morza i jedzie się przez mieścinki Rzucewo i Osłonino, przez piękny i pachnący las. Dla mnie to wytchnienie od słońca, bo już mimo późnej godziny (ok 16:00) cały czas nieźle przypieka.

Za Osłoninem trasa zaznaczona na Locusie rozjeżdża się ze znakami pionowymi, które wytyczają trasę rowerową. Decyduje się jechać za oficjalnym oznakowaniem i zakręcam w drogę z płyt jumbo, która ciągnie się wzdłuż Rezwerwatu Beka, piękne rozlewisko, ogromne i jak ktoś jara się ptaszorami to z pewnością jest to dla niego raj.

Na wysokości Rewy, trasa odbija w kierunku na Kazimierz, gdzie ponownie skręcam obierając kierunek na Redę. Cały czas jadę ścieżką rowerową, bez ruchu samochodowego. Na rower szosowy, to może bym nie polecał, ale szutrowcem całkiem spoko. Cały ten odcinek można zwiedzić z dziećmi, jest bezpiecznie i całkiem sporo widokowych atrakcji na trasie.

Na wysokości Pogórza odbijam w kierunku Chylonii i ten fragment jadę miastem. Głośno, smrodno i jak to w mieście, ścieżka rowerowa gdzieś w międzyczasie się kończy i przemykam ulicami kierując się na widoczny na mapie szlak rowerowy , który poprowadzi mnie na Witomino.

Na początku lasu miałem wątpliwości, czy aby obrany kierunek jest słuszny i czy nie powinienem zawrócić i wrócić miastem do Gdyni, a następnie promenadą do Gdańska.

Po pilku pierwszych górkach, na które musiałem wpychać rower teren się uspokaja i da się swobodnie jechać. Przyjemnie było, ale z racji dosyć późnej godziny nie ziewałem tylko deptałem gdzie się da, pokonując kolejne kilometry.

Gdy za Witominem minąłem Obwodnicę Trójmiasta to już jakby byłem w domu, moje znane mi zakątki trasy. Przeskakuję przez Karwiny i znów wpadam w las, niedawno jechałem tędy z Kubą i Grzesiem. Na Osowej zmęczenie już mocno dawało się we znaki starałem się tak obierać trasę, aby nie zjeżdżać od od obwodnicy w dół tylko trzymać się w miarę możliwości wysokości nad poziomem morza.

Zjazdy kusiły, ale każdy z nich i tak finalnie kończyłby się podjazdem, a tego już bardzo nie chciałem. Do domu zajeżdżam po 4 godzinach, mając w nogach ponad 80 km, nie licząc tego co wcześniej nakręciliśmy rodzinnie.

Gdyby ktoś planował się wybrać na trasę tutaj jest link.

https://www.endomondo.com/users/4936511/workouts/1522088635

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *