PiO #2 Trenażer, kumpel czy kat?

“Czołem grupa, co polecicie ciekawego do oglądania na trenażer.. ?”

Jakże często taki wpis przewija się na triathlonowych grupach i forach dyskusyjnych. Widziałem go dziesiątki razy i trochę zazdrościłem trenującym, że łączą przyjemne z pożytecznym, bo cóż może być przyjemniejszego niż kręcenie na rowerku a przy okazji nadrabianie zaległości w oglądaniu filmów – tyle ostatnio tego wyszło, a mnie brakuje czasu na oglądanie.

Tak się szczęśliwie złożyło, że w tym zimowym sezonie i ja wszedłem w posiadanie trenażera. Zakupiłem używany w okazyjnej cenie Elite Fluid, który w połączeniu z czujnikiem Misuro B+ przekazuje do aplikacji Elite na telefonie wszystkie potrzebne dane. Trzeba tutaj wspomnieć, że ja raczej jestem sceptycznie nastawiony do tych wszystkich gadżetów, które “pomagają” w trenowaniu. Owszem, miałem okazję kilka razy pojechać na Zwifcie, ale dosyć szybko mi przeszło. Mój trenażer nie jest interaktywny, więc nie do końca współpracuje z tego typu aplikacjami.

W tym sezonie – po łomocie w Borównie – oddałem się w ręce specjalisty. Przygotowania do sezonu w 2019 roku (start główny w Borównie, na dystansie IM) są prowadzone pod okiem Damiana – zawodnika i trenera triathlonu, człowiek, który przygotował Wicemistrzyni Polski na dystansie IM. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że Kasia to diament i talent sportowy, a ja to co najwyżej bryła węgla, z której coś tam można wyciosać. Tak czy inaczej, od listopada przygotowania ruszyły pełną parą, staram się realizować zadany program sumiennie i jak najdokładniej, choć nie zawsze się udaje.

W poprzednim sezonie, kiedy zapadła decyzja że wystartuję na dystansie IM (3,8 km pływania, 180 km rowerem, 42 km biegania) wiedziałem, że muszę coś zrobić z moimi przygotowaniami, szczególnie z jazdy na rowerze, która tak strasznie mnie zniszczyła w Borównie. Chodziłem nawet dosyć regularnie na zajęcia spinningowe, a z czasem nawet na dwie godziny pod rząd zakończone bieganiem na bieżni (taka zakładka). Ale zapał dosyć szybko minął, pojawiły się choroby, brak czasu i inne sztuczne wymówki i pozostałem w oczekiwaniu na nadejście wiosny żeby ruszyć w teren, polatać na szosie. I nawet kilka razy się udało. Oczywiście ilość i jakość wyjeżdżonych kilometrów była adekwatna do formy jaką prezentowałem na zawodach. Padaka.

Wracając do seriali i trenażera – dosyć szybko się okazało, że treningi przygotowane przez Damiana nie pozwolą na obejrzenie ani jednego odcinka z zaległych kolekcji. Treningi są przygotowane tak, aby nie trwały zbyt długo (60-90 min) ale co najważniejsze w ten sposób, abym nawet nie miał pomysłu gapienia się w ekran laptopa.

Przed rozpoczęciem treningu odbywa się rytuał rozstawiania sprzętu : na podłogę mata, trenażer na matę, pod rower ręcznik, na kierownicę ręcznik, izo w bidonie załadowane, przed kierownicą stawiam taborek, na nim rozpisany trening a obok telefon z apką, która wyświetla cyferki. Jak było cieplej, to zdarzało się uchylenie okna balkonowego, żeby się jakoś schłodzić, ale prawdę mówiąc guzik to dawało. Pot lał się na potęgę, ręczniki mokre, moje ciuchy mokre.. średnio komfortowe warunki. I niedawno przypomniałem sobie jak Bo pisała, że odkryła coś, co każdy musi mieć i że bez tego się nie da. Poszperałem na olx-ach i znalazłem, za całe 30 PLN, niecałe 3km od chaty, pojechałem i zakupiłem wentylator o średnicy 43 cm, 50W. O matko, co to jest za cudowny wynalazek ! Najlepiej zainwestowane 30 PLN w mojej pięcioletniej karierze sportowca, bez kitu, jak ja mogłem to zrobić dopiero teraz? Wentylatorek kręci spokojnie na pierwszym biegu i omiata moje ciało, które zużywa kilkukrotnie mniej płynów na trenażerowaniu.

Wracając do samej formy treningu to jest on rozpisany bardzo dokładnie, ile czasu, na jakim obciążeniu, na jakiej kadencji kręcić. Na początku ciężko było to ogarnąć, ale już się przyzwyczaiłem i już wiem na jakim przełożeniu mam jechać, aby zadane ćwiczenia wytrzymać. Mój trenażer nie posiada regulacji oporu, mam stały oparty na oporze olejowym, zatem opór muszę regulować przerzutkami. Parametry ćwiczenia zmieniają się co kilka minut, czasem co 2-3, czasem co 30 sekund, więc kręcę wpatrując się w ekranik, który odlicza czas i zastanawiam się jak to możliwe, że im więcej watów na wskaźnikach tym sekundnik wolniej tyka. Czasem bywa tak, że prycham, sapię, charczę, dyszę odliczając sekundy do zmiany obciążenia.

Taki trening mam zazwyczaj dwa razy w tygodniu, godzinne sesje mijają jak z bicza strzelił, minuta za minutą, zmiana za zmianą, czasem słucham czegoś, żeby się odciąć od odgłosów jakie wydaje, czasem leci coś w tv, ale nie jestem w stanie się skupić na treści, nie lubię jak jestem taki cierpiący rozpraszać się dodatkowymi bodźcami. Podziwiam tych, którzy oglądają seriale w tym czasie i jeszcze coś z tego rozumieją. Ale wiem z czego to może wynikać – robią długi rozjazd, mieląc jednostajnie (lub prawie jednostajnie) korbą – ale czy taki trening jest efektywny? Nie mnie oceniać. Mam zaufanie do trenera i sezon zweryfikuje, gdzie jestem i co mi te miesiące przygotowań tak naprawdę dały.

Reasumując – czy trenażer postrzegam jako narzędzie tortur?

I tak, i nie. Schodzę czasami i nogi uginają się pode mna, czasem muszę chwile powisieć na kierownicy i złapać oddech. Ale z drugiej strony trenuje w komfortowych warunkach, w akceptowanym komforcie termicznym (teraz gdy mam już wentylator, wcześniej można to porównać do jazdy na rowerze w saunie) ale co najbardziej istotne mam okazję przez te kilka miesięcy przyzwyczaić się do roweru, jaki na ten sezon nabyłem. Ćwiczę w pozycji, w której chcę jak najdłużej wytrzymać na zawodach, mam okazje dopasować ustawienia roweru pod siebie, przez cały ten czas delikatnie je modyfikuję i szukam optymalnego środka między ergonomią a komfortem.

Czy polecam zakup trenażera? W moim przypadku trochę zwlekałem z zakupem, ale to wynik miotania się, co tak naprawdę chcę trenować. Teraz kiedy postanowiłem poważniej zająć się triathlonem uważam, że to właściwie nieodzowne narzędzie do treningu. Jest potrzebny na równi z pływaniem na basenie w okresie zimowym. Jaki trenażer bym polecił ? Nie jestem ekspertem, dla mnie kluczowym kryterium było – oprócz ceny – możliwość mierzenia mocy. Interaktywność zeszła na drugi plan, chciałem także aby było on maksymalnie nieuciążliwy dla rodziny i sąsiadów. Wypadkowa tych czynników spododowała taki a nie inny zakup. Niestety, po wyprowadzeniu roweru w teren stracę możliwość kontrolowania mocy, bez dodatkowych czujników, ale mam obecnie obserwacji jak zachowuje się moje tętno na poszczególnych poziomach i przyszły sezon pojadę po prostu “na tętno” i samopoczucie.

I już nie mogę się doczekać kiedy wsiądę na rower i pojadę wiosenny poranek przed siebie, między pola na których ptaki cieszą się na nadchodzącą wiosnę….

Leave a comment

Your email address will not be published.


*