Powroty są trudne

Pojechałem w środowe popołudnie pobiegać do lasu. Przed szlabanem spotkałem Tomka, który zaproponował mi wspólne bieganie – z chęcią na to przystałem bo zawsze to jakaś odmiana od samotnego przemierzania kilometrów. Muszę przyznać, że srogo posapane było, dawno tak mocno nie biegałem, a tu na dodatek jeszcze liczne górki do pokonania. Dobrze jest mieć mocnego pacemakera od czasu do czasu.

W piątek przeczytałem, że Chudy Wawrzyniec (taki bieg, na który się zapisałem) jednak się w odbędzie, ale ze względu na warunki epidemiologiczne będzie rozgrywany w innej formie – każdy biegnie sam, a godzinę i dzień startu dobiera się indywidualnie. Ucieszyłem się, bo zawsze to okazja, żeby w góry pojechać, a na Chudym nigdy nie byłem ale wiele pozytywnych opinii słyszałem, więc tym bardziej cieszę się na te “zawody”.

Zapakowałem więc w sobotę biegowy plecak i pojechałem do lasu, ponownie na “Pętlę Tomka”, bo tak mi się spodobała. Tyle czasu biegam po TPK, a wciąż można odnaleźć nowe ścieżki – piękne single zatopione w soczystej zieleni.

Szybko okazało się, że moja kondycja jest dokładnie tam, gdzie ja – w lesie. Trzeba powolutku zacząć wracać do systematycznych treningów, ale ostrożnie, żeby nie dorobić się kontuzji, bo ciało moje trochę “zardzewiało”.

Brakowało mi tych poranków w lesie, choć wstawanie o 6:oo jest jeszcze poza moim zasięgiem :D

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *