Będę triatlonę

Triathlon.

Trzy dyscypliny sportu jedna po drugiej. Pływanie, jazda na rowerze, bieg. Prawie 4km w wodzie, 180km na rowerze, a potem już tylko maraton (42km) biegiem. Tak właśnie wygląda IronMan.

Kosmos.
Tak właśnie sobie to wszystko wyobrażałem i tak właśnie wyobraża sobie to część z Was. Albo nawet nie wyobraża, bo nie ma pojęcia o co właściwie w tym triathlonie chodzi.
Podobnie było i ze mną. Co więcej, wydawało mi się, że sama siła, wytrwałość i wola walki nie wystarcza, aby zmierzyć się z wyzwaniem. Trzeba posiadać rower, nie byle jaki, karbonowy z lemondką prosto z NASA, do tego kask w kształcie głowy „Obcego”, pianka do pływania i szereg innych hipergadżetów, o których nie mam pojęcia do tej pory. Innymi słowy jakiś hipersport dla przeraźliwie bogatych snobów.

Okazuje się, że w biegowym światku całkiem spora ludzi miała do czynienia z tą dyscypliną sportową.

Tak moi drodzy, okazuje się, że można się świetnie bawić w triathlon bez walizki dolarów. Przekonałem się o tym osobiście podczas zeszłorocznej edycji Triathlon Gdańsk, który miałem okazję oglądać. Zresztą na zdjęciach widać pełen przekrój społeczny – kobiety i mężczyźni, młodzi i troszkę starsi, szczupli i Ci troszkę więksi, choć te różnice widać dopiero po wyjściu zawodników z wody, bo wcześniej wszyscy wyglądają tak samo.

IMG_0536 copy

Wiadomo, że byli tacy, którzy bili się o „złotą patelnię” i są profesjonalistami. Są też zaawansowani amatorzy, ale poważny odsetek zawodników, to ludzie tacy jak ja. W końcu 1/4 IM (950m pływania, 45km rowerem i 10km biegiem) to nie jest nie wiadomo co. Każdy może wziąć udział w zabawie, każdy kto choć trochę się rusza, pokona taki dystans…

… pod warunkiem, że umie pływać.

No właśnie. Pływanie. Moja pięta achillesowa triathlonu :] . Nie umiem i już. Nie idę na dno jak kamień od razu, ale po kilku minutach, kto wie, wole nie sprawdzać. Do tego dochodzi strach przed otwartymi wodami. Póki wiem, że mam muł w zasięgu stóp, to jest ok.

Gdy tak stałem na końcu molo w Brzeźnie i robiłem zdjęcia uświadomiłem sobie, ile to jest 950m w wodzie. W życiu nie odważyłbym się i nie dałbym rady. Wole biec w upale 100km w górach, bez kitu.

I wtedy kopa dał mi sam Dyrektor MK, Gudos. Pojechał do Kopenhagi i pierdyknął pełnego IM (patrz trzecie zdanie tego posta). Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, przecież setki ludzi kończy IM na całym świecie, gdyby nie jego słowa nad filmem z finishu :

Dyrektor

Nie marzy mi się IM, żeby nie było wątpliwości. Klucz tej wypowiedzi tkwi w cyfrze trzy.

Trzy.

Tyle lat potrzebował, aby nauczyć się pływać na tyle, żeby stanąć do IM i zrobić go na swoje 40 urodziny. Ten wpis naprawdę dał mi motywacyjnego kopa w dupę. Dupa bolała, ale nic z tego nie wynikało. Nie uczyłem się pływać, ba, latem zanurzyłem dupsko w wodzie kilka razy i to najczęściej z dziećmi.

Mam sentyment do Karkonoszy po debiucie w biegach górskich. Jest jeszcze coś, co przyciąga mnie w tamte rejony. To Karkonoszman. Triathlon w górach. (BTW, zapisy niebawem na drugą edycję). Czytałem z zapartym tchem każdą relację i obejrzałem każdy film z tej imprezy. Lokalizacja rywalizacji i ludzie, którzy się tam bawili spowodowali, że gdzieś tam, na dnie spoczęła myśl, że chciałbym…

Kiedyś, jak będę gotów.

Miesiąc temu temat sam z siebie ożył, a ja odrobinę spanikowałem. Kończący się rok był ciężko przepracowany, zrobiłem masę super rzeczy, o których kilka lat temu nawet nie śniłem.

Nagle pojawiła się niesamowita okazja aby zacząć przygodę z tri. „Aktywuj się w Triathlonie” – Akcja Radia Gdańsk i MOSiR.

Konkurs, do wygrania 8 miesięcy przygotowań do triathlonu pod okiem trenerów. Pojawiła się idealna okazja i tylko głupiec by nie skorzystał. Ja jednak wahałem się do ostatnich dni konkursu. Obłożenie treningowe przygotowujące do tri jest niewspółmierne do tego, które znam z biegania. Z drugiej strony wszystko jest kwestią organizacji – klik -wysłałem maila…

I oto jestem. Szczęśliwy, ale pełen obaw. Przerażony, ale w spokojny. Gotowy na wyzwanie. 1/4 IM w lipcu w Gdańsku. (950m pływania, 45 roweru i 10km biegiem).

Nadchodzące zmiany przeniknęły też do cyberprzestrzeni. Na blogu zmiany wyglądu (są niedociągnięcia, wiem), z fb znika „Miśja: Od Zerasa do Ultrasa”.

Panie Prezesie, melduje wykonanie zadania – tak można by podsumować tę misję. To był wspaniały czas i dziękuje wszystkim za kibicowanie.

Czas na nowe, nowe wyzwania, które przyjmuję, a stare wyzwania pozostają wciąż  aktualne. Ciągle mam marzenie o BUGT a i do Krynicy wrócić chcę.

Ale nie da się wszystkiego. Nadchodzący sezon będzie nie tylko szybszy, ale zapowiada się na bardziej mokry.