Cena triathlonu

Wiele osób pyta mnie, czy cały ten triathlon daje tyle samo frajdy co bieganie i czy warto spróbować?

Odpowiedź właściwie może być tylko jedna – tak. Zdecydowanie tak.  Triathlon to świetna zabawa. To skomplikowane logistycznie i treningowo wyzwanie, które trzeba solidnie zaplanować. Jak zawartość plecaka który zabieracie na wyjazd w góry. Wszystko może się przydać, ale niektórych rzeczy nie warto zabierać, bo plecak będzie zbyt ciężki. Z triathlonem jest podobnie. Trzeba zrobić rachunek sumienia i przeanalizować swoje mocne i słabe strony. Skoncentrować się na rozwijaniu tych gorszych nie zaniedbując przy okazji tych solidnie wypracowanych. To trudna sztuka, szczególnie gdy ma się pracę, rodzinę i jeszcze chce się trenować. W triathlonie fajne jest to, że można zacząć próby sił od krótkiego dystansu (nie koniecznie łatwiejszego), do czego namawiam. Tam liczy się każda zmarnowana sekunda wiec nie ma miejsca na pomyłki. Taki start wymaga od nas logistycznego przygotowania się. Im dłuższy dystans, tym spokój w strefie zmian większy. W moim przypadku kilka sekund straty w strefie nie ma znaczenia, ale nie zabranie na trasę czegoś niezbędnego już może zaważyć na ostatecznym wyniku. Dlatego planowanie i przygotowanie wszystkiego przed startem  jest takie ważne – i nazywane jest czwartą dyscypliną triathlonu.

10846435_503456649811000_7990564980811528997_n

Często pytacie o koszty zabawy. W moim przypadku założenie było takie, że na starcie nie przekroczę budżetu 2tys PLN. Największym wydatkiem w triathlonie jest rower. Są natomiast imprezy, gdzie można startować na rowerze dowolnego typu, więc można pokusić się o start na ukochanym Jubilacie :D . W moim przypadku start w IM70.3 w Gdyni ten pomysł zweryfikował, bo tam dozwolone były tylko rowery szosowe lub do jazdy na czas. Ceny szosowych rowerów zaczynają się od 2500 PLN. Zacząłem wiec oglądać rynek wtórny i zaznajamiać się z opisami aukcji. Po 4 miesiącach poszukiwań nabyłem rower B`twin (marka Decathlonu – obecnie nazywają się Triban) w narodowych barwach w cenie 1100 PLN. Przy zakupie roweru nie dajcie sobie wmówić, że rower musi mieć osprzęt 105 i piasty Mavica, bo inaczej do niczego się nie nadaje. To nieprawda. Bywało, że na trasie wyprzedzałem zawodników na karbonowych cackach za worki dolarów. Oczywiście większość prosów na takim właśnie sprzęcie łykała mnie jak młodego.

11731782_498173613672637_9061192083664713943_o

Kolejną rzeczą w jaką trzeba zainwestować to pianka. I tu jest podobnie jak w przypadku roweru. Ceny zaczynają się od 350 PLN po grube tysiące. W moim przypadku rodzaj pianki nie miał żadnego znaczenia. Woda była najsłabszym ogniwem, wiec kosmiczne technologie nic lub niewiele by tu zmieniły. Kupiłem piankę Blueseventy Sprint w cenie 650 PLN. Nigdy potem nie mierzyłem i nie testowałem żadnej innej pianki, wiec nie wypowiem się czy jest dobra czy zła. Dla mnie jest dobra, nie pęka, nie rozciąga się, przylega do ciała i doskonale spełnia swoje zadanie. Co nam daje inwestycja w piankę poza szybkością w wodzie? Fakt, że możecie korzystać z wód otwartych (jeziora, morze) od maja do połowy października. To prawie pół roku. Szybki rachunek – 4 zajęcia basenowe w miesiącu = przynajmniej 80 PLN x 5 miesięcy = 400 PLN.  Dzięki piance w tym roku po raz pierwszy zacząłem korzystać z uroków życia nad morzem i na kaszubach i wypływałem sporo kilometrów za tzw kompletne friko. I w tym przypadku bardziej namawiam na naukę techniki w pływaniu niż inwestycję w sprzęt. A skoro mowa o technice pływania, nie wierzcie bujdom, że w triathlonie trzeba pływać kraulem z wyłączonymi nogami, bo te będą nam potrzebne do jazdy na rowerze i biegania. Opanowałem całkiem nieźle pływanie żabką i 1,9 km robię poniżej 40 min wyprzedzając wielu męczących się kraulem. O tym , ze podczas pływania kraulem trudniej się nawiguje nie muszę wspominać (jeśli ktoś tego nie ćwiczył i prosto z basenu ruszył na zawody). Wielu zawodników wytraca całkowicie prędkość, tylko po to aby się rozejrzeć i skorygować nawigację. Można się tym solidnie zmęczyć.

Z podstawowych wydatków to tyle. Ale oczywiście są tzw wydatki dodatkowe. W moim przypadku doszedł koszt tristroju – tu ceny zaczynają się od 135PLN. Zalety? Nie tracisz czasu na przebieranie się po wyjściu z wody, tristroje posiadają wkładkę żelową, która chroni tylek podczas jazdy na rowerze, ale nie jest tak duża jak w tradycyjnych spodenkach kolarskich, dlatego nie przeszkadza podczas biegu.  Kupiłem też bojkę asekuracyjną Otoboja (135PLN) – jest to dmuchana boja z komorą na kluczyki, dokumenty i inne drobiazgi. Po użyciu spuszczamy powietrze i zwijamy.  Kask rowerowy (nie pamiętam ceny) to oczywista oczywistość. Bez kasku nie ma wstępu na żadną triathlonową imprezę.

Na zajęcia basenowe kupiłem też czepek, płetwy i kąpielówki. Po zakupie roweru wymieniłem łańcuch i kasetę oraz jedną z opon, dokupiłem koszyki na bidony, pompkę, skuwacz do łańcucha i kilka drobiazgów. Łatwo się domyślić, że przekroczyłem zakładany budżet, a do triathlonu wszedłem z częścią asortymentu (buty do biegania, czapeczki, buffy, okulary przeciwsłoneczne, koszulki i spodenki techniczne). Ale wiem, że na tym sprzęcie będę trenował kolejny sezon i w tym (nadchodzącym) roku nie poniosę już takich wysokich kosztów, ale bardzo chciałbym zacząć jeździć we wpinanych butach. Zwykłe buty na platformowych pedałach pochłaniają zbyt wiele energii na stabilizację stopy a poza tym są efektywne tylko w 1/3 obrotu korby (nie ma możliwości podciągania pedałów). System SPD (pedały, bloki, buty) to koszt przynajmniej 400 PLN. Na długim dystansie, na płaskiej trasie może się przydać przystawka , tzw lemondka. (od 160PLN)

11802630_511410665682265_6427651386207839002_o

Nie można zapomnieć o tym, że udział w zawodach to wisienka na torcie całego triathlonu, czas przygotowań do zawodów jest równie pasjonujący. Długie wycieczki w niedzielne poranki na rowerze, który łyka kilometry jak szalony to czysta przyjemność, niewiele jest przyjemniejszych rzeczy w niedzielny poranek niż przy szumie opon mijać kaszubskie wioski i cieszyć się pięknymi widokami. Spojrzenie sąsiadów o 9:00 rano kiedy wracasz ze 100 kilometrowej trasy bezcenne.

Tak, zdecydowanie  – miniony sezon obfitował w nowe sportowe doznania. Były radości i potworne męki, ziąb i piekielny upał, ale w ogólnym  rozrachunku mogę powiedzieć, że warto było. Wiem, że triathlon będzie ze mną przez kilka najbliższych sezonów. Bardzo jestem ciekaw trasy w Suszu, gdzie w zeszłym roku debiutowałem na trasie sprintu. Wracam tam na początek sezonu triathlonowego na 1/2 IM (1,9km pływania, 90km rowerem, 21 bieg), na najstarszą imprezę triathlonową w Polsce, która będzie obchodzić 25-cio lecie. Nigdzie nie ma takich kibiców jak w Suszu. Sorry, ale taka prawda. Także bardzo cieszę się, że dane mi będzie wystartować ponownie w Gdyni, bo to impreza z ogromnym rozmachem i świetną organizacją, ale co najważniejsze, że została zmieniona trasa rowerowa, która w nadchodzącym sezonie będzie kręta i pofałdowana, bo taki profil mi najbardziej odpowiada. Porównując trasę w Gdyni i Przechlewie moje serce ucieka do tej drugiej lokalizacji, gdzie deszcz i silny wiatr wywołał kryzys psychiczny na 3/4 trasy rowerowej, to jednak w takich okolicznościach przyrody preferuje się ścigać.

Chciałbym kiedyś wziąć udział w zawodach w Austrii….