Garmin Triminator Radków

Sezon 2018 miał głównie być sezonem biegowym, postanowiłem wrócić do tego co lubię najbardziej czyli ganiania w terenie. Jeśli chodzi o triathlony, to nie miałem jakoś przekonania do startów, ale rozważałem start w Gdańsku, bo na miejscu, bo wielu znajomych…

Życie jednak postanowiło napisać scenariusz, który nie do końca zgrywał się z planami, a nie zaraz zaraz, to Adam namówił mnie na 1/2 IM (1,9km pływania, 90km rowerem i 21km biegu) w wersji górskiej. Trochę mnie podszedł, bo widział mój opór do zapisów na zawody tri, z drugiej strony od dwóch lat starałem się dostać na Oravamana, ale brakowało szczęścia w losowaniu. Tak więc od słowa do słowa i spotkaliśmy się w połowie drogi, ja zapisałem się na triathlon, ale warunek był taki, że ma być w górach.

Dlaczego akurat w górach ? Nie wiem dokładnie, ale chyba takie środowisko najbardziej mi odpowiada, nie przepadam specjalnie za płaskim bieganiem. Zapisaliśmy się więc na najdłuższy dystans w Radkowie jako start treningowy…

Garmin Triminator Radków odbywa się w przepięknej scenerii w okolicy Parku Narodowego Gór Stołowych, trasa pływacka odbywa się w zalewie Radkowskim, rowerowa składa się z czterech pętli na odcinku Radków-Karłów na tzw. Drodze Stu Zakrętów. Ostatni biegowy etap jest poprowadzony przepięknymi szlakami Gór Stołowych z Radkowa przez Pasterkę, Duszniki Zdrój, Karłów z metą nad Zalewem Radkowskim.

Po przyjeździe wypakowaliśmy się w kwaterze, którą Adam zarezerwował już w grudniu, ale dzięki temu na start mieliśmy może ze sto metrów. Jeszcze tego samego dnia postanowiliśmy obejrzeć z samochodu trasę rowerową, Adam miał chęć przejechać się na rowerze, ale mnie ta myśl nie za bardzo pasowała. Po powrocie poszliśmy przetestować akwen pływacki, który na pierwszy rzut oka wyglądał na nieco przeschnięty. Nasze obawy potwierdziły się, kiedy po wejściu do wody okazało się, że sięga nieco ponad kolana :). Na szczęście po przeciwległej stronie zbiornika było już podobno ponad 5m głębokości. Na dnie zbiornika dawało się wyczuć kilkunastocentymetrową warstwę naniesionego mułu. Niski stan wody przełożył się za to na wysoką temperaturę wody, która wynosiła w dniu startu 22 st C.

W wodzie, jak to w wodzie. Stoimy po pas, blisko setka osób (84), sygnał z trąbki i ruszamy. Po kilku machnięciach coś mi nie pasuje, nikt, nie kopie, nikt nie wpływa na mnie, podnoszę głowę, rozglądam się i okazuje się, ze ktoś jeszcze leci na start, wiec powtarzamy :D Pierwszy raz uczestniczyłem w  falstarcie na triathlonie. Ogólnie pływanie spoko, poza odcinkiem, gdzie było płytko, bo muł podniesiony przez pływaków powodował zawiesinę, która powodowała zgrzytanie w zębach.

Z wody wyszedłem na 66 pozycji, choć oglądając się za siebie widziałem tylko kilka osób. Czułem, że to nie jest najlepszy start, ale po pierwsze ostatnio nie staram się nabierać prędkości w wodzie, wręcz powiedziałbym że trenuje pływanie rekreacyjne. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie – przecież muszę oszczędzać siły na kolejne etapy, wiec nie mogę się zajechać już na pływaniu. Czas w wodzie (1900m) : 43m:41s, słabo, nawet jak na mnie.

Ruszam spokojnie do strefy zmian, gdzie za płotem kibicuje Grzegorz, który przyjechał z nami w roli supportu na trasę kolarską, bo organizator nie zapewnia wsparcia na tym etapie. Przebieram się w ciuchy na rower, pakuje w kieszenie jedzenie i ruszam w drogę, na etap, którego obawiam się najbardziej. W strefie zmian T1 spędziłem 3m:57s (51 czas T1) i spadam na 67 pozycję w generalnym układzie.

Trasa rowerowa to 90km w czterech pętlach na trasie Radków – Karłów, po Drodze Stu Zakrętów (pogooglajcie sobie jak to wygląda). Zrobiliśmy objazd samochodem wiec wiem mniej więcej co nas czeka. Nastawiony jestem psychicznie, ze trzeci podjazd będzie najtrudniejszy, bo czwarty przecież ostatni to już pojadę sercem jak nogi nie będą mogły. Przed startem w Radkowie podpytywałem Artura, który był tu rok temu o trasę i przestrzegał mnie, żebym uważał na rowerze i nie dał się podpalić, szczególnie na początku. Okazało się, że miałem asa w rękawie w postaci konfiguracji mojego roweru, który posiada trzy przełożenia z przodu i właściwie to mnie uratowało. Wielu zawodników miało zbyt twarde przełożenia, które na podjazdach nieźle ich wykańczały. Na pierwszym kółku wyprzedziłem kilka osób, ale i kilka wyprzedziło mnie. Po nawrocie w Karłowie sytuacja się zmienia, teraz czeka nas ok 10km jazdy w dól (przewyższenie na jednej 11km pętli rowerowej to ok 430m w pionie). Słyszeliśmy legendy, że niektórzy osiągają prędkości do 70km/h na zjeździe, ale nie zamierzaliśmy ich naśladować. Na nasze szczęście prognozy pogody zmieniły się w ostatniej chwili i zostały odwołane opady deszczu, co dodawało mi pewności na zjazdach. Pierwszy był oczywiście dość asekuracyjny, ale kolejne były dziecięcą radością. Drugie kółko odbyło się bez większych  przygód i dolegliwości, ale na trzecim zaczęło robić się nieprzyjemnie. Oprócz palących ud doszedł dosyć silny ból ramion, wysoka temperatura tez nie pomagała, ale starałem się pić stosunkowo często, bo wiedziałem co mnie jeszcze czeka. Czwarte kółko było już permanentną męką mino, ze cały czas pamiętałem słowa Artura, żeby się na rowerze nie zajechać. niestety brak odpowiedniego przygotowania pod taki łomot zebrał żniwo. Trasę rowerową (90km i 1700m w pionie) kończę po 3h:52m:41s na 51 pozycji.

Do strefy zmian podjeżdżam spokojnie i zsiadam z roweru. Moje nogi są nienaturalnie spięte, ciężko mi nimi ruszać i niezdarnie staram się truchtać w butach mtb do stojaka. Sytuacja jest niewesoła, podczas przebierania w ciuchy na etap biegowych łapie mnie skurcz w dwugłowy prawej nogi. Zmieniam koszulkę na suchą, zakładam plecak i wychodzę z T2 po 3m:57s (tyle samo co poprzednia strefa zmian) i jestem na 49 pozycji.

Pierwsze kilometry trasy biegowej są po asfalcie, na którym mijam zawodników walczących na dystansie 1/4 i 1/8 IM. Oni pokonują całość po twardej drodze, my zaś zakręcamy w las i ruszamy na szlaki Gór Stołowych. Sytuacja jest dosyć trudna, bo droga prowadzi pod górę, a moje nogi nie działają zbyt dobrze, postanawiam wiec wykorzystać ten moment na zjedzenie batona, napierając szybkim marszem pod górę. W drodze do Pasterki doganiam kilku biegaczy, a jak tylko nadarza się okazja potruchtania w dół nie zastanawiam się, tylko truchtam. Artur kazał zrobić mi trasę biegową poniżej 3h i mam zamiar to zrobić. Przypłacam do kolejnymi skurczami w dwugłowy prawej nogi. Na punkcie kontrolnym w Pasterce zjadam trochę słonych rzeczy i szybko, bez zwłoki ruszam dalej goniąc kolejnych rywali. W Ostrej Górze zaczyna się największe podejście na trasie biegowej, gdzie na odcinku 5km trzeba pokonać ponad 300m w pionie. Staram się trzymać fason w drodze na górę, turyści mijani na trasie meldują ze w ciągu trzech minut mam w zasięgu pięciu zawodników, to dodaje mi skrzydeł i postanawiam ich gonić, jednocześnie starając się zachować siły na zbieg na ostatnim fragmencie trasy biegowej. Po dotarciu na szczyt do Karłowa jestem już nieźle wymęczony, do tego stopnia, ze biegania po płaskim sprawia mi kłopot, truchtam, ale siły jakie wkładam są nieadekwatne do tempa przemieszczania. Coraz częściej decyduje się na marsz na płaskim. Gdzieniegdzie zrywam się do truchtu przez 200m po czym znów maszeruję. Kiedy tylko mam z górki wraca radość i siły, biegnę wyprzedzając kolejnych rywali, którzy głównie idą. Cały czas w głowie kalkulacja czy uda się zakończyć etap biegowy poniżej 3h. Ostatni fragment wiedzie przez Radków nad zalewem, ale jestem tak zmęczony, że muszę przejść do marszu. Kibice namawiają mnie do biegu, bo za mną ktoś się podrywa i próbuje mnie złapać. Przez chwilę postanawiam oddać jedno miejsce kosztem chwili komfortu, ale podrywam się resztką sił i biegnę do mety. Wolontariusze wieszają mi medal na szyi, spiker oznajmia, ze jestem Triminatorem ja postanawiam że jednak się położę i poleżę. Trasę biegową kończę po 3h:02m:47s na 45 pozycji. Był to 35-ty czas na trasie biegowej.

No i tradycyjnie czas na podsumowanie i kilka ogólnych słów, skoro dotarliście już do końca. Po pierwsze to był najtrudniejszy triathlon, jaki robiłem. Po drugie to najpiękniej ulokowany triathlon w jakim brałem udział. Piękny widok z wody na Góry Stołowe, malownicza trasa rowerowa i biegowa. Cudnie!. Szkoda tylko, ze taki niski poziom wody w zbiorniku, ale na to nikt nie miał wpływu. Organizacyjnie wszystko zapięte na ostatni guzik, ale przydałaby się oficjalna zorganizowana strefa żywieniowa na rower, bo jest gdzie takie strefy umieścić. Poza tym na trasie rowerowej powinny znajdować się oznaczone strefy zrzutu (śmieci), bo niestety muszę napisać – triathloniści to syfiarze. W sumie to nie rozumiem tego, jak można zjeść batona / żela i wywalić ostentacyjnie opakowanie gdzie popadnie? Opakowanie przecież nic nie waży, a nawet jeśli pobrudzi Wam kieszeń w środku, to przecież po zawodach i tak wszystko pierzecie, mam nadzieje? Pod tym względem naprawdę czuje niesmak, ze brałem udział w tej imprezie, bo opinia syfiarza zostanie przypięta też do mnie, bo przecież też tam byłem. Mam nadzieje, że organizator przyłożył się do sprzątania trasy po zawodach tak samo jak przed zawodami, bo należy wspomnieć, że przed zawodami trasa została oczyszczona z piachu, gałęzi i innych potencjalnych zagrożeń na trasie. Jedyne co bym poprawił to znakowanie dziur w asfalcie na bardziej widoczne (może zmiana koloru farby?) bo przy dużych prędkościach czasem zbyt późno dostrzegałem zagrożenie. Oznakowanie trasy biegowej na medal, ani chwili nie miałem wątpliwości dokąd biec, wolontariusze na punktach i na trasie uprzejmi i pomocni. Dziękuję!

Polecam tę imprezę, ale jeśli chcecie w pełni cieszyć się walorami Radkowa i okolic zapisujcie się na 1/2IM. Krótsze dystanse moim zdaniem wiele tracą przez trasę biegową, która jest szybka i płaska, a przecież Triminator jest triathlonem górskim.