Herbalife IronMan 70.3 Gdynia 2015

Mija drugi tydzień treningów akcji „Aktywuj się w Triathlonie”.  To był dosyć ciężki okres, głownie organizacyjnie. Zajęcia odbywają się wieczorami / nocą cztery dni w tygodniu. Dwa treningi pływania,  jeden trening rowerowy i jeden biegowy. Obowiązki domowe, czas na odpoczynek i inne zajęcia należało nieco  przegrupować w kalendarzu.

Na treningach pływackich wylądowałem w grupie „początkujących”, choć nasz trener określa nas mianem „pływaków ze sporymi błędami technicznymi”, ale uważam, że bliżej jest, przynajmniej mi, do określenia, które opisuje mnie w wodzie jako „pływająca stara babcia”. :)

Po czterech treningach nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przyznać trenerowi, że ma rację.  Moje samopoczucie w wodzie jest mało komfortowe, nie żebym się bał, ale nie współpracujemy (ja i woda). Technika „pływania” jaką posiadłem przez prawie 40 lat spędzonych na tym ziemskim padole można porównać do kontrolowanego przemieszczania się w okolicach powierzchni wody. Nigdy nie uważałem, że potrafię pływać. Nigdy nie czułem się w wodzie wystarczająco swobodnie pewnie z faktu słabych umiejętności pływackich. Dlatego cieszę się, ze zaczynam naukę od podstaw. Stare nawyki nieco mi przeszkadzają, ale pracujemy nad tym i nie wiem jak trener, ale ja widzę u siebie jakiś postęp.

Treningi rowerowe to zupełnie inna historia. Niby zwykłe kręcenie pedałami, ale Ola, która prowadzi naszą grupę potrafi spowodować, że po godzinie kręcenia mamy nogi jak z waty, a z organizmu ucieka tyle wody co podczas maratonu. A to dopiero podobno początek.

Na bieganiu miałem okazje być tylko raz, zimno było, pobiegaliśmy, porozciągaliśmy się. Ten trening , przynajmniej na razie jest dla mnie najbardziej naturalny i przychodzi z ogólną łatwością. Ale wiem, że schody dopiero się zaczną. I na to liczę.

Wydarzyło się w ostatnim tygodniu coś, o czym nawet nie miałem odwagi marzyć. W Gdyni po raz kolejny zostają organizowane zawody Herbalife Triathlon Gdynia, tym razem pod nadzorem World Triathlon Corporation, dlatego też impreza ta uzyskała w swoim logo znaczek M z kółeczkiem i nazywa sie Herbalife IronMan 70.3 Gdynia.

IM70.3

(fot. ze strony http://ironmangdynia.pl/pl/ )

I nie chodzi o prestiż imprezy. Chodzi o wyzwanie jakie niesie za sobą ta impreza. Oznaczenie 70.3 oznacza, że jest to tzw połówka Ironmana –  do przepłynięcia 1,9km , potem pościg na rowerze przez 90km i na koniec półmaraton (21km), z czterokrotnym podbiegiem pod ul. Świętojańską w Gdyni.  A wszystko to najprawdopodobniej w upalny dzień sierpnia.

Nie planowałem udziału w tej imprezie, a przynajmniej nie w nadchodzącym sezonie. Los jednak chciał inaczej, a ja postanowiłem skorzystać z okazji, kiedy taka sama do mnie przychodzi. Inaczej do końca życia bym żałował, że nie spróbowałem. Wiem, że poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko. Bardzo wysoko. Wiem, a przynajmniej wydaje mi się, ile pracy będę musiał w to wszystko włożyć. Ale zrobię wszystko, aby te zawody ukończyć na możliwie najlepszej pozycji.

A strach jaki mnie dopadł, nie pozwoli odpuścić w przygotowaniach.

Wkraczam w tereny, w których nie jestem dobry. Ba, nie jestem nawet przeciętny. Niektórzy pytają mnie, „Misiu, po co ?”

Bo taki stan rzeczy motywuje i uczy, głównie pokory :)

A mnie taki stan odpowiada. Bo mam kolejne wyzwanie przed sobą.