Połówka w Przechlewie

Wydawało się, że w tym sezonie nic już ciekawego się nie wydarzy w temacie triathlonu. A tu bam !! W środę wieczorem do internetu trafia wiadomość, że Jacek jest kontuzjowany i w Przechlewie na dystansie 122km nie wystartuje, w związku z tym szuka chętnego na pakiet. Nie było się nad czym zastanawiać.

Wstałem o 4:00 po 6 godzinach snu i kolejne dwie jechałem samochodem. Przechlewo przywitało mnie ziąbem, ale prognozy były obiecujące (słonecznie, 17st C).

W biurze, szybkie formalności związane z przepisaniem (bezproblemowym, wiec jednak da się !) pakietu na mnie. Podczas przygotowań w strefie zmian śniadanko – buły z nutellą, banany i kabanosy :)

Po odprawie udaje się na miejsce startu i oddaje depozyt. Stojąc boso czułem jaka zimna jest ziemia, na samą myśl, że mam wejść do wody miałem ochotę wracać do domu. A tu nagle niespodzianka. Woda była ciepła i przyjemna. Dawno nie pływałem w jeziorze. A w takim czystym to chyba nigdy :)

10655364_927324380668738_5884241932005298625_o

Blisko 200 śmiałków na linii startu, wiec umiarkowanie mało, ale asekuracyjnie ustawiam się gdzieś na boczku i płynąc robię swoje. Z wody wychodzę po 38 minutach (4 minuty szybciej niż w Gdyni), i lecę w kierunku strefy zmian. Oczywiście lecę to gruba przesada, bo jest ostro pod górę. Po niecałych 5-ciu minutach od wyjścia z wody wsiadam na rower. Jest chłodno. Po zawodach w  Gdyni wiem, że rower muszę zrobić spokojniej, bo znów będę umierał na bieganiu. W planie jest wykręcić średnią 32km/h. Organizatorzy zaplanowali trasę (90km) w czterech pętlach. Pierwsza poszła gładko, bo jechałem w nieznane. Na trasie trochę dokuczał wiatr, ale nie było dramatu. Trasa w porównaniu z Gdynią bardziej pofałdowana, Jacek ostrzegał, że tam jest sporo górek. Ale skoro jest pod górkę, a w drugą stronę jest z górki, prawda ? :D

Na drugiej pętli zrobiło się już całkiem szaro i ponuro. Cieszyłem się, że mam na sobie rękawki. Na trzeciej pętli zaczął padać deszcz, a wiatr był tak silny, że łatwiej jechało się pod górki z  wiatrem, niż z górki pod wiatr. Dłonie miałem zmarznięte do tego stopnia, że nie mogłem sobie poradzić z otwarciem butelki z izo i odklejeniem żela od ramy. Pojawiły się pierwsze złe duchy, szepcące po co Ci to, nie lepiej w domu na kanapie… w cieple. Ostatnia, czwarta pętla do już było na zasadzie oby do nawrotu, oby do mostku. Nawet kibice na trasie się pochowali. Nie dziwie się, w taka pogodę sam bym tak zrobił.

11947550_967358783323160_5850818965486583070_n

Z roweru schodzę po 2h i 52 minutach. Nie odważyłem się zsiąść z roweru „w biegu”. Moje kolana były zamarznięte, a nogi drewniane jak u Pinokia. Po kilku krokach odzyskałem w nich czucie. Drugą zmianę załatwiam poniżej minuty i wyruszam na trasę biegową, która zaczyna się zbiegiem, a zamienia sie w delikatny podbieg. Na górze było ciężko, ale jakoś poszło. Potem długa prosta przez Szczytno i ostry zbieg na mostek nad Brdą i jakiś koszmarny podbieg na górkę. Daję radę, ale dyszę już jak parowóz. Asfalt zamienia się w drogę szutrową i robi się sielski klimat. Biegacze pędzą w dwie strony gdzieś pomiędzy polami…

Druga pętla zaczyna się od psychicznej walki na podbiegu. Błażej dopada mnie i chce ciągnąć, ale czuję że będzie coraz gorzej. Na płaskim odcinku przez Szczytno nieco się ogarniam, ale czuje, że to kompletna rezerwa. Tempo spada do 6min/km. Na najbliższym punkcie żywieniowym postanawiam się zatrzymać i ratować. Dużo wody, troszkę izo i banany, bo w brzuchu burczy od jakiegoś czasu. Pod język GT Enervita .

Nie wiem co do końca na mnie podziałało, ale odżyłem. Zbieg, podbieg, prosta, zakręt, prosta zbieg do Przechlewa, na zakręcie kibicują PĄkibice (dziękuję !!!) prosta do mety…

11924332_1668880986676085_5856592191687561864_o

Mimo trudniejszej trasy pokonałem dystans ponad 122km (1/2 IM) w czasie prawie 10minut lepszym niż w Gdyni. Zapewne byłoby lepiej, gdyby nie było takiego wiatru. Cóż, pozostaje to zweryfikować za rok :)

Podsumowanie na koniec :

Plus dla organizatorów za bezproblemowe zmiany na listach startowych (to nie tylko moja opinia). Organizacja punktów żywieniowych, depozytów, biura zawodów na najwyższym poziomie. Wolontariusze zagrzewający do walki i uśmiechnięci (dzięki!). Trasa bardzo malownicza i urozmaicona także przypadła mi do gustu mimo, ze wymagająca. Na mecie dostępne natryski, pyszne ciasto, lody, owoce, soki, browary hamburgery, hotdogi, o matko ile tego było. A wszystko takie pyszne…

Wracam za rok.

 

Statystyka :

84 miejsce na 197 (4 DNF)
41 msc w kategorii M35-39
Pływanie 1900m – 00:38:09 (95msc)
T1 – 00:04:51
Rower (90km) – 02:52:34 (91msc), średnia 31,1km/h
T2 – 00:00:56
Bieg (21km) – 01:50:59 (75msc) tempo 5:11min/km
Finish : 05:27:30 jako 79 facet.
5 kobiet mnie wyprzedziło :)