Triathlon Charzykowy 1/4 IM

Pierwszy z dwóch tegorocznych triathlonów mam już za sobą. W tym roku nie będzie większego napierania triathlonowego i w sumie dobrze mi z tym.

Start w „Charzykach” miał być przetarciem przed Triathlonem Gdańsk, który już w lipcu – i tak się stało. Nie było specjalnych przygotowań, po tę jakże wymagająca dyscyplinę sportu, ale po kolei.

Pierwszą rzeczą, która wyróżnia zawody TriTour, jest fakt, że nie można przepisać pakietu na inną osobę. Można przepisać pakiet na inne zawody z cyklu lub na kolejny rok, co jest fajną opcją moim zdaniem, w przypadku niespodziewanych wypadków losowych (kontuzje, ślub brata etc). Pakiet odbieramy z Adamem w dzień zawodów (nie ma potrzeby załatwiania noclegów, bo zjawiamy się w dniu startu) i sprawnie ogarniamy się w strefie zmian. Dziwnie się czuję, nie czuje przedstartowego podniecenia, nie łapie tez za bardzo klimatu zawodów. Spiker w tle zapowiada 23 st C w powietrzu i 17 st C w wodzie. Nie jest źle z ta wodą, zbiornik wodny jest ogromny, więc spodziewałem się niższej temperatury.

Start do wody to kolejna nowość, po pierwsze fale startowe liczą po około 200 osób w fali,  poukładani rocznikowo, ale sam start jest rolowany, czyli sędzie wpuszcza po 3 osoby co około 5 sekund, Dzięki temu ratownicy mają ułatwioną obserwację zawodników, a my unikamy tzw pralki. Bardzo fajne rozwiązanie. W wodzie poszło mi całkiem dobrze, choć byłoby zdecydowanie lepiej, ponieważ kompletnie zaparowały mi się okularki i miałem kłopoty z namierzeniem bojek i bramy na wyjściu. Z wody wychodzę po niecałych 19 minutach (950m).

Dwuminutowa zmiana odzieży i wskakuje na rower -moja pięta achillesowa triathlonu. Trasa raczej płaska, szybka i przepięknie położona. Nie nudziłem się na rowerze i szybko poszło (1h:20). Wiem, powinno być szybciej, ale się nie trenuje, to się nie ma.

W T2 sprawnie i dzida na bieganie. Bardzo mocno na początku 4:10 min/km i nie mogę się opanować aby zwolnić. Momentami przebija się słońce i robi się duszno i parno. Korzystam z każdej polewaczki i każdego punktu nawadniającego wylewając na siebie co się da i gdzie się da. To pomaga, na chwile ale zawsze. Na początku drugiej pętli zaczęło mnie odcinać. Za późno na żel, głowa bardzo chce abym przeszedł do marszu ale się nie poddaje. Słyszę innych zawodników i wiem, że im też jest ciężko, napieram powoli ale ciągle biegiem do przodu. Bieganie finalnie bieg kończę w 48 minut (10,5km) czyli średnio 4:31 min km. Nie było najgorzej.

Lekcja na przyszłość : zakładki, zakładki, zakładki. Bez tego nie da się poprawić wyników w triathlonie. A po drugie czas zacząć trenować szybkie bieganie, nie mam techniki, nie umiem.

Zawody finalnie kończę na 171 miejscu z czasem 2h:32m:03, 65 msce w swojej kategorii M40-49.

Założeniem było zejść na poniżej 2:45 (minimum) a zadowalający wynik-  złamać 2h:35m, co udało się wykonać i to mnie cieszy. W Gdańsku znów ogień ! :D