Przemiś lenia, czy to ma sens ?

O matko, ale misie dziś nie chciało. Wczoraj też misie nie chciało. Wczoraj, czyli w sobotę padał rano deszcz i to on mnie skutecznie namówił do dezercji w wyjściu do lasu. Ale dzisiaj rano nie padało, zrobiło się troszkę chłodniej, w końcu zima zmierza do nas wielkimi krokami i jakby nie patrzeć mamy prawie grudzień.

Walczyłem ze sobą od rana, żeby się zmusić. Wczoraj w ramach oszustwa udałem się na spacer z aparatem wieczorem, ale nic z tego nie wyszło i dosyć szybko wróciłem z niczym do domu. Drugiego dnia weekendu nie chciałem tak zmarnować. Weekend to jedyna okazja, aby wybrać się na wybieganie do lasu za widnego. W tygodniu popołudniami kręcę się po okolicy na osiedlu i staram się wyrobić jakąś sensowna normę treningową w świetle ulicznych lamp.

No dobra, zebrałem się w końcu około 13:00 i ruszyłem. Choć materia była bardzo oporna i każdy rąbek mojego ciała był jakby w opozycji do głowy. Ale jak rozłożyłem na parkingu pod lasem kije do biegania, wrzuciłem słuchawki w uszy z muzyczką to jakoś poszło.

Kręcę się ostatnio po okolicznych lasach w poszukiwaniu miejsc gdzie nie bywam zbyt często, a właściwie należałoby napisać nie byłem nigdy. A przynajmniej tak misie wydaje. Las niestety się zmienia, nie tylko przez porę roku, ale także przez działalność (niestety destrukcyjną, choć wmawia się nam inaczej) człowieka. Niektóre ścieżki zamieniają się w szerokie drogi rozjechane przez maszyny zrywające drzewa.. i ciężko się czasem odnaleźć.

Mam tym razem przy sobie kamerę, zazwyczaj ją mam (zazwyczaj też jest naładowana), ale często wracam do domu bez żadnego zdjęcia , o filmie nawet nie wspomnę. No bo ile można nagrywać to samo? Już na samym etapie przeglądania filmów na komputerze wiem, że nic z tego nie będzie. To już wszystko było. Nawet nie chce mi się tego montować. Czasem nawet materiał jakiś jest, ale zazwyczaj za mało i ciężko coś z tego sensownego ulepić.

Z jednej strony poszedłem biegać, ale tempo mam mieć spokojne, bo robię bazę wiec może byłaby okazja do nagania czegoś. Przecież nikt mnie nie goni, mam dużo czasu, nie musze wyrabiać cyferek z planu treningowego…

I przyszedł mi dziś do głowy pomysł na serię krótkich filmów, które będą czymś pomiędzy vlogiem, a dialogiem z samym sobą na różne tematy. Bo nie wiem czy wiecie, ale ja rozmawiam sam ze sobą kiedy tak biegam po lesie. Na różne tematy są te rozmowy, lubię sobie pogadać z kimś… zabawnym :)

No i zabłądziłem dziś myślami na ścieżkach leśnych w temacie tego filmowania, że jest marazm, że nie mam pomysłu, chęci ani motywacji do stworzenia czegoś. Jednak wyjąłem kamerę z plecaka i ustawiłem przy ścieżce. I kiedy zacząłem robić pierwsze ujęcia wiedziałem już o czym będzie narracja w dzisiejszych “Przemiś leniach”.

Upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu. Zrobiłem nowy film na kanał, a przy okazji Marek kazał mi napisać tego posta , bo “bez posta się nie liczy”. A po drugie zrobiłem całkiem fajny trening, tylko zegarek zatrzymałem niechcący gdzieś na trasie.

I na sam koniec wróciłem do domu zadowolony – trening idzie coraz lepiej, choć daleko mi do starej formy. Jest radość i przyjemność z konieczności wyjścia i potaplania się w błocie. Jak zawsze najtrudniej było zacząć.

[EDIT] : W filmie w 3:10 jest błąd – chodziło o “Bieg 7 Szczytów” w ramach DFBG, a nie “Bieg 7 Dolin” z Festiwalu Biegowego.

Link do treningu na Strava : https://www.strava.com/activities/6318035094

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *