TUT Zima 2017

Można by ten bieg opisać minuta po minucie, ale chyba nie ma po co. Ale o samym biegu trzeba wspomnieć, bo to impreza godna polecenia i Waszej uwagi. Gdy ktoś spoza światka biegowego pyta o ten bieg, odpowiadam ze jest z Gdyni do Gdańska. Po czym od razu dodaje, ze lasem i wcale nie najkrótszą drogą. Bo w tym biegu do pokonania jest prawie 65km i prawie 1500m przewyższeń.  A wszystko jest tak zaplanowane, żeby na ostatnim odcinku poczuć wściekłość i z całego serca znienawidzić osobę, która trasę planowała.

Znam trasę, więc zaskoczenia nie było, no może małe, gdy trasa nie poprowadziła nas jak rok temu na Matarnię (żółtym szlakiem), gdzie czekali na mnie osobiści kibice :)

fot. Paweł Marcinko

Oznakowanie trasy powinno być podawane jako przykład wszystkim organizatorom biegów. Mimo gapienia się cały czas pod nogi, bo błota, lodu nie brakowało nie udało mi się ani razu zawahać gdzie mam biec. Daje piątkę z plusem za znakowanie trasy.

Punkty żywieniowe i obsługa na tych punktach powoduje, że średnia z biegu drastycznie spada, bo nie da się szybko opuścić tych miejsc. I nie dlatego, że wolontariusze się nie wyrabiają z robotą, o nie!.

Tam jest po prostu tak przyjemnie, że nie chce się ruszać dalej.  A te wszystkie przysmaki, których chciałoby się skosztować. Zupki, herbatki, ciasteczka, drożdżówki, banany, pomarańcze… A wszystko to wśród uśmiechów i braw wolontariuszy, którzy tylko czekają, aby jakoś utrudzonych biegaczy wspomóc. Czapki z głów !

fot. Adam Obi

Chciałbym się do czegoś przyczepić (żeby nie było, że to że tamto) , ale po dłuższym zastanowieniu naprawdę  ciężko mi znaleźć jakiś sensowny pretekst. Za warunki na trasie trudno kogoś winić, bo przecież nogi miałem mokre i to było niefajne. Z drugiej strony jednak, jak na luty warunek był całkiem spoko, choć jedna gleba mi się przytrafiła (skończyło się na siniaku na kolanie i mokrej dupie)

Na koniec może kilka słów na temat samych założeń i wyniku. Generalnie jestem zadowolony, obstawiałem, że w tym roku będę godzinę później niż rok temu, a to ze względu na warunki pogodowe. No dobra, rok temu byłem w cugu treningowym, a w tym roku od jesieni nie robię prawie nic. Wiec nie ma co oczekiwać, że wynik będzie porównywalny. Ku mojemu zaskoczeniu różnica wyniosła tylko 30 minut, wiec jestem zadowolony. Kryzysy były w podobnych miejscach co rok temu, a ponadto na Karwinach nieco zmarzłem (jeśli się marznie na biegu, to znaczy że się biegnie zbyt wolno). Finalnie dobiegłem na metę na 57 pozycji, po 7h:04m:31s.

fot. Agata Masiulaniec

Podobnie jak rok temu mocno polecam TUTa, niech Was nie zmyli fakt, że bieg odbywa się nad morzem i nie będzie górek. U nas naprawdę można się styrać.