Łemkowyna Ultra Trail

Nie pamiętam dokładnie kiedy się na ten bieg zapisałem. Wiem tylko, że miał być zwieńczeniem całego sezonu w którym porzucam nieco triathlon na rzecz biegów ultra. Wszystko po to aby w 2017 roku móc zapisać się na Bieg Grania Tatr i liczyć na „łut” szczęścia w losowaniu. Z tego też powodu triathlon ledwo liźnięty dwoma startami, ale i z tym powrotem do ultra jakos się nie składało. Na wiosnę TriCity Trail (słabo poszło), potem nie wyszło z TUTem (Staszek w szpitalu), na koniec 7 Dolin też odpuściłem z powodu badań przed oddaniem komórek macierzystych. Za to początek roku był z przytupem, ale potem jakbym nie umiał się zdecydować – zjeść ciastko, czy mieć ciastko.

G0152710

W tereny gdzie rozgrywany jest bieg Łemkowyny trafiłem w zeszłe wakacje, gdy zatrzymaliśmy się w okolicach Bartnego. Ze dwa, może 3 razy pobiegałem po okolicy i bardzo mnie urzekła swoim spokojem i dzikością. Wtedy bardzo chciałem pojechać tam na Maraton Magurski, ale sumarycznie nie wyszło i została Łemkowyna, która nazywana była przez wszystkich (trafnie) błotowyną. Opinie biegu były skrajnie różne, od zachwytów po zniechęcenie. Pewnie też z tego powodu chciałem bardzo na własnej skórze przekonać się jak to jest – biegać w takim ciężkim terenie o tej porze roku na takim dystansie. G0152708

Popełniłem wiele błędów przy realizacji planu „Łemkowyna”.  Pierwszym, który popełniłem dawno temu był wybór dystansu na jaki się zapisałem. Warto tutaj zaznaczyć, że podczas Łemkowyny, najdłuższy bieg jest na dystansie 150km z Krynicy do Komańczy. Drugim flagowym biegiem był z Chyrowej do Komańczy, czyli na ostatnich 70 km trasy 150-cio kilometrowej. Był też Łemkomaraton i Trail odpowiednio na dystansie 48 i 30km. Dwa ostatnie dystansy nie interesowały ze względów logistycznych – jechać przez całą Polskę na 30 czy 48 km to trochę za daleko. W tym roku organizatorzy po raz pierwszy wypuścili biegaczy na pierwsze 80 km, czyli z Krynicy do Chyrowej, ale startowała tam garstka biegaczy w porównaniu z pozostałymi dystansami. Większość osób startujących na 80-tce miała już kiedyś zaliczony start na Łut70, wiec było to jakby dopełnienie dystansu. G0152706

Drugim błędem jaki popełniłem był brak odpowiedniego przygotowania do tak długiego dystansu. Powiedzmy sobie szczerze – żeby biegać ultra nie można polegać tylko na bieganiu 5km do i z pracy. To tak nie działa. Plany były nieco inne, ale w lipcu wszytko się posypało i nie było specjalnie okazji do trenowania „ultra”. Trzecim, bardzo poważnym błędem było niedocenienie towaru przetargowego jakim jest Łemkowskie błoto. Czytałem wiele relacji, wszyscy opowiadali o panującym błocie na trasie, wiec spodziewałem się go i wydawało się, że byłem na nie przygotowany.

G0142699

Czwartym niedociągnięciem, ale tylko częściowym była logistyka transportowa. Wszystko zagrało, ale powinienem był się zjawić kilkanaście godzin wcześniej w Krynicy przed startem i złapać odrobinę luzu przedstartowego, a przede wszystkim kilka godzin snu. Przecież czekało mnie 35 godzin nieustannego napierania przez dzikie łemkowskie lasy…G0142696

Z trójmiasta wyjechaliśmy około południa w piątek w cztery osoby. Tomek z Ignacym planowali pokonać 80km, a Adam 70. Ja miałem w planie zrobić oba te dystanse za jednym razem. Pod Halę Lodową docieramy na 2,5 h przed startem, niby dużo i mało zarazem. Odebraliśmy pakiety, przebraliśmy się w plastikowe ciuchy, a resztę schowałem do worków. Jeden skierowałem na Chyrową (półmetek) a drugi pojechał na metę w Komańczy.

G0102640

Start o północy zaczął się niewinnie, nie padało, było stosunkowo ciepło, ale przezornie zabrałem ze sobą więcej rzeczy niż wydawało się konieczne. Po 30 minutach pierwszego podejścia zaczęły sie tasowania i roszady ubraniowe. Bluzę zdjąć, kurtke przeciwwiatrowa założyć. Po 30 minutach zaczyna się mgła, która zamienia się w mżawkę i deszcz. Jest w okolicach pierwszej godziny. Kurtka przeciwwiatrowa szybko przemaka, wiec znów roszada. Bluza na plecy, bo chłodno, na wierzch przeciwdeszczowa kurtka, której nieco się obawiam bo jej oddychalność wynosi zero. Jak się później okazało niepotrzebnie się martwiłem, spisała się wyśmienicie (Decathlon, 35PLN). Na pierwszym zbiegu poczuliśmy przedsmak tego co nasz czekało, strome zejście pokryte bardzo śliskim błotem. Jak się później okazało to było zaledwie preludium do tego co na nas czekało na dalszej trasie. Mgła gestniała tak, że światło czołówki ledwo docierało do podłoża, na głowę lała się woda, a nogi uciekały na boki jak na lodowisku.G0142691

Nie wiem kiedy dokładnie mżawka zmieniła się w deszcz, pamiętam tylko, ze ciągle musiałem kontrolować sytuacje pod stopami, bo robiło się zabawnie. Pierwszym poważnym „wow” była przeprawa przez rzeczkę po zwalonych betonowych słupach telefonicznych, takich o 30-to centymetrowej szerokości. Jeśli ktoś tam wpadł do wody, to nie zazdroszczę. Zresztą potem się okazało, że strumyczków jest więcej. Co gorsza, z czasem robiły się coraz szersze. Na pokonanie niektórych musiałem robić 6 kroków, po kolana w zimnej dosyć wodzie, a  przecież zimna woda jest mi znana z naszej zatoki, więc nie powinno to na mnie robić wrażenia, a jednak przyjemne nie było. Po takich przeprawach pozostawało tylko jedno – biec, żeby się rozgrzać. Z tym bieganiem, to też bym specjalnie nie przesadzał, bo podłoże było bardzo śliskie i nie umiałem za bardzo lecieć na pałę w obawie o własne życie. Na szczęście miałem ze sobą kije, które bardzo mi pomagały, nie tylko na podejściach, ale na zbiegach również.G0142685

Pierwszy kryzys przyszedł znienacka na 26-tym kilometrze. Było to już po pierwszym punkcie kontrolno-żywieniowym, na czwartym bardzo stromym podejściu. Tam zdecydowanie poczułem, że brakuje mi już pary. Piotr, z którym leciałem od początku zdecydowanie był w lepszej kondycji i musiałem się starać, aby za nim nadążać. Strasznie mnie tam zniszczyło mentalnie. Niekończące się podejście, wszystko mokre, zimno, ciemno. Do tego kryzys senny, było już przecież grubo po czwartej..

Zerkam na zegarek – 28ty kilometr. Kryzys już właściwie zgniata mnie jak walec we wszędobylskie błoto. Liczę i kalkuluje, jak daleko do mety – to najgorsze co mogę zrobić, uświadomić sobie jak daleko do końca tej męczarni. Przed nami najdłuższy odcinek jaki jest na całej trasie pomiędzy punktami. Kumulacja zmasakrowania. Podejmuje decyzję : „W Chyrowej kończę zabawę”. Nie ma opcji, żebym dotarł na metę kiedy na 1/5 trasy jestem trupem. Proponuje Piotrowi, żeby leciał sam i nie czekał na mnie, wiem, że go spowalniam. Podnosi mnie na duchu, pociesza, choć wiem że to na nic. Ale przynajmniej zamykam się w sobie i napieram. Nie przyznaję się już więcej jak bardzo mi źle. Bardzo.G0132677

Niespodziewanie dziesięć kilometrów później, czyli po kolejnych dobrych 90-ciu minutach taplania się z wodzie okazuje się, że kryzys nagle minął i mogę dalej napierać. Niesamowite to jest – wstajesz jak feniks z popiołów. Już od bardzo dawna nie zwracam uwagi na kałuże, nogi są ciągle zatopione po kostki w maziowatej brei. Byle do przodu, nie patrzeć na nic, krok za krokiem, naprzód, do boju !! Ciężko właściwie ocenić czy mam na sobie coś suchego. Jedno jest pewne – gdy poruszam się zbyt wolno – marznę. Biegamy troszkę, trochę idziemy, jest lepiej bo zrobiło się jasno, a to zmienia wszystko. Cała percepcja otoczenia ulega gwałtownej poprawie. Stąd też pewnie biorą się dysproporcje w czasach uczestników trasy 80 i 70. Ci z krótszej biegną za dnia – to ogromna różnica. Docieramy do kolejnego punktu w Bartnem. Byłem tu ponad rok temu podczas samotnej wycieczki porannej – pamiętam napis „strzelnica”. Wiem też, co jest przed nami, długie i mozolne podejście, ale ciepła zupa pomidorowa dodaje nam energii na jakiś czas…G0122671

Na 60-tym kilometrze, po 10ciu godzinach napierania wraca mój przyjaciel kryzys, przed nami ostatnie podejście przed punktem na Hali Hałbowskiej. Znów wracają demony, tylko że teraz coraz trudniej mi się zagrzać. Tempo pewnie nieco spadło, co przekłada się na ogólny komfort termiczny. Robię kalkulacje co mam na przepaku w Chyrowej i zdaje sobie sprawę, że to będzie zbyt mało na nadchodzącą noc. To nie ma prawa się udać, tym bardziej, że pewnie jeszcze bardziej zwolnię. Opowiadam Piotrowi o swoich dylematach i namawiam, żeby korzystał z dnia i leciał. Odmawia. Do Hali chce lecieć ze mną, tłumacząc, ze sam i tak nie poleci szybciej.G0122665

Na Hali szybkie jedzenie i w drogę, bo zimno. Na zbiegu do miejscowości Kąty się rozstajemy, Piotr powoli ale konsekwentnie się oddala. Mnie czeka jeszcze jedno podejście, staram się pokonać je w miarę żwawo w obawie przed zimnem. Myślami cały czas uciekam do Chyrowej, gdzie czeka na mnie wór suchych rzeczy.

G0092626 Kiedy już odespałem nieco trudy nocnego napierania przyszedł czas na refleksje i analizy tego, co właściwie się wydarzyło w tym lesie. Zatem, co zrobiłem dobrze, a co trzeba poprawić ? Zacznijmy od ubioru. Buty Adidas Boost Tr dały radę, jak na taka ilość błota. Szybko przyjmowały wodę, ale w miarę szybko ja oddawały. Zresztą nie miałem jakby wyboru. Spakowałem sobie na wyjazd także Salomony XR Mission, ale finalnie zostały w Gdańsku, bo ich bieżnik jest zbyt mało agresywny na taką nawierzchnię. To była dobra decyzja, zmiana obuwia nie miałaby najmniejszego sensu na trasie, a Salomony z pewnością nie dałyby rady w tym terenie. Na stopach skarpety CEP i to to była rewelacja. Kompresyjne właściwości skarpet powodowały, że nie ruszała się na stopie podczas biegania. Na trasie nie dorobiłem się ani jednego odcisku pomimo biegania przez 15 godziny z mokrymi butami! Na nogach Spodnie NewLine (leginsy) i na wierzch R90-tki. Początkowo bałem się, że będzie mi za ciepło, ale takie rozwiązanie całkiem dobrze się sprawdziło. Zresztą spodnie były cały czas mokre, bo cala woda z kurtki ściekała na nogi, ale dwie warstwy izolowały nieco nogi od otoczenia, przez co było w miarę komfortowo.G0092616Na górze koszulka termiczna z długim rękawem Brugi, PĄkoszulka, cieplejsza bluza z Lidla (chyba) i ortalion z Deca. Na głowie i szyi buffy.  Sprawdziło się takie rozwiązanie, ale tylko gdy żwawo się poruszałem, im wolniej mi szło, tym robiło się zimniej. To był zdecydowanie najsłabszy punkt mojej strategii. Miałem w Chyrowej na przepaku, termiczną bieliznę z długim rękawem, softshell i tshirt. Miałem też rękawiczki, których momentami brakowało mi na pierwszym etapie.   G0082584

Żywieniowo bez uwag, bardzo weszły mi daktyle, zabrakło solidnego posiłku przed startem i troszkę głodowałem przed pierwszym punktem. Z własnych zapasów zjadłem pół opakowania kabanosów i jednego żela. Reszta jedzenia pochodziła z punktów, ciasteczka sasanki (z lidla – uwielbiam), żelki, buła z serem (pycha, choć zatkała mnie nieco), zupy to wiadomo, że w taka pogodę robią robotę, banany, pomarańcze rodzynki. Nie jestem do końca przekonany czy mały termos, w który zabrałbym ciepłą herbatę by nie pomógł na trasie. G0082580Wyruszając na trasę Łemko trzeba zadbać bardzo o zawartość plecaka, aby nic nie zamokło – co się da popakować w łatwo dostępne worki, żeby potem nie myszkować i mieć wszystko w  miarę pod ręką. Kiedy leje się na ciebie deszcz, gmeranie w plecaku jest irytująca czynnością. Nie do końca byłem zadowolony z faktu, że skusiłem się na 12litrowy plecak, a nie 6 litrowy. Piłem z bidonów, a 12 litrowy jakoś nieprzystosowany jest do ich mocowania i trochę mnie to logistycznie irytowało. Wolę jednak mieć picie z przodu, z łatwym dostępem, ale Salomon tego nie umożliwia. Powinienem chyba powrócić do biegania z camelbakiem na plecach, choć jakoś nie lubię tego rozwiązania. Tutaj taka ciekawostka, sporo ludzi lało ciepła herbatę do bukłaków, żeby grzała w plecy :)

Reasumując, nie poszło strasznie źle jak na tak ciężki warun. Sporo rzeczy do poprawy, ale nie od dziś wiadomo, że Polak mądry po szkodzie. Bardzo cieszę się, że nie zdecydowałem się opuścić Chyrowej. Pewnie poleciałbym kilkanaście kilometrów i zaczął zastanawiać się, jak z wrócić z tego lasu do cywilizacji. Jednej rzeczy nie przewidziałem – że nie dotrę na metę i na przepaku w Chyrowej nie miałem suchych spodni i butów na zmianę (tylko wspomniane ciuchy „na górę”), wszystko czekało na mecie. Rada na przyszłość – spakować więcej ciuchów niż może się przydać. Warto też zadbać o jakieś sprzęty do spania, karimata i śpiwór. Nie planowałem noclegu po biegu, a jednak się przytrafił.

G0042532 A jak organizacyjnie ? Ogólnie bardzo dobrze, było kilka drobnostek do poprawy, np zbyt mała ilość namiotów na punktach żywieniowych, ludzie tłoczyli się przy stolikach uciekając przed deszczem, a przez to kolejni biegacze mieli utrudniony dostęp do bufetu. W szkole w Komańczy nie było czajnika, żeby zagotować wodę na kawę czy herbatę, ale fajnie że była szkoła, gdzie można było się umyć i pospać. Zapisując się na Łemko trzeba wziąć pod uwagę, że to bardzo surowy bieg, bez kolorowej oprawy, kibiców na trasie (3 osoby przed sama Chyrową, które biły brawo biegaczom), bez wrzawy, trąbek ale za to z ogromnym poświęceniem  wolontariuszy, którzy spędzali wiele godzin na zimnych, mokrych punktach, abyśmy my mogli się „bawić”. Czy poleciłbym ten bieg ? Tak, zdecydowanie. W kategorii wyryp jest naprawdę zacny i myślę, że może starać się o miano najtrudniejszego biegu górskiego w Polsce (mam na myśli ŁUT150). Ale czy na pewno biegu ?

Następnego dnia byłem pewien, że nigdy tam nie wrócę. Że to jednak nie moja bajka…

Ale w końcu mamy rachunki do wyrównania, prawda?