Niespodziewanie jadę w Tatry!

fot. Jan Haręza / Ultrajanosik

Całkiem niedawno, zaledwie kilka dni temu, pisałem na blogu post o planowaniu startów i wyznaczaniu sobie celów. W tym roku plan startowy mam już bardzo precyzyjnie ułożony i raczej nic już do niego nie dołożę, ale kalendarz startów kończył się zawodami w Borównie na dystansie IM w połowie sierpnia. Naturalnie przyszło pytanie czy coś zrobić na jesień? Jeśli tak, to co? Jechać w góry, czy może idąc za planem treningowym pocisnąć jakiś uliczny maraton? W tym sezonie z biegami w terenie będę miał raczej niewiele wspólnego, oprócz TUT na dystansie 40 km w połowie lutego reszta startów odbywa się na betonach i w płaskich okolicznościach. W kontekście planowania długofalowego chciałbym troszkę wejść w triathlon extremalny (tak, marzy mi się Hardasuka) ale do tego potrzebuję jeszcze trochę czasu. Chciałbym w tak zwanym międzyczasie zrobić jeszcze coś pośredniego, może Karkonoszman, może Diablak – kto wie. Starty tego typu niosą za sobą konieczność przygotowania i trenowania w terenie górskim, wiec warto od czasu do czasu się tam pojawić i coś pobiegać.

W tym roku na jesień rozważałem start w Krynicy, ale odstęp czasu między Borównem a Festiwalem Biegowym nieco mnie studził. Były tez plany pojechać na Łemkowynę lub Ultramaraton Bieszczadzki, ale chyba jednak wolałbym pojechać w inne tereny. Pojawiła się tez opcja wyskoku w Tatry na weekend, rekreacyjnie, żeby pobiegać bez żadnych zawodów.

Wczoraj zupełnym przypadkiem natrafiłem na post na fb, że o 20:00 wystartują zapisy na kultowy, piękny, piekielnie trudny bieg w ramach Ultra Janosika – mianowicie Legenda. Kurde, kompletnie o tym biegu zapomniałem, choć w zeszłym roku ostrzyłem sobie zęby, a Artur, którego spotkałem na BUGT pisał mi, ze bieg z pewnością mi się spodoba. Zresztą wystarczy poczytać w necie relacje i morda sama się uśmiecha. Nastąpiła szybka konsultacja rodzinna, bo impreza wypada w ostatni weekend sierpnia i po uzyskaniu wszelakich zgód postanowiłem, że spróbuje się zapisać korzystając z zebranych wcześniej punktów kwalifikacyjnych, bo nie każdy może w takim biegu wystartować.

Organizatorzy przewidzieli 200 miejsc, z czego 20 jest zarezerwowanych na potrzeby organizatora, a na resztę można aplikować przez formularz internetowy. Rok temu zapisy trwały nieco ponad kwadrans. Odrobiłem zatem lekcje (1,5h trenażera), ogarnąłem domowe sprawy i zasiadłem z rozgrzanymi palcami do komputera, żeby możliwie najsprawniej uzupełnić wymagane pola. Przygotowałem tez sobie linki do wyników biegów, które dawały mi kwalifikacje, żeby już niczego nie szukać. Minutę po uruchomieniu zapisów otrzymałem maila, o poprawnej rejestracji w systemie zapisów oraz informację, że po zamknięciu zapisów nastąpi weryfikacja i potwierdzenie czy na imprezę udało się zapisać.

Zresztą co Wam będę opowiadał, zobaczcie sami.

Formularz zgłoszeniowy zniknął z sieci po 2 minutach i 15 sekundach. Tyle trwały zapisy na ten bieg (za rok pewnie będzie już losowanie). Teraz, kiedy piszę tego posta, wiem, że na bieg udało się zapisać i jadę w wakacje na imprezę, której kompletnie nie planowałem. I to właśnie nazywa się przygoda…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*