Zakopiański Weekend Biegowy z Sokołem

Zabierałem sie do tej relacji jak pies do jeża. Im więcej czsu mija od zawodów, tym mniej emocji mam do przekazania. Pisanie czegos na siłe nie ma wiekszego sensu, więc chyba ograniczę się do kilku zdań. Zakopiański Weekend Biegowy z Sokołem to trzydniowa impreza organizowana przez Towarzystwo Gimnastyczne Sokół w Zakopanem. W skład weekendu wchodzą trzy biegi : Bieg Sokoła rozgrywany w piatkowe popołudnie na dystansie 15,6 km (1013m góra dół), Bieg im dh. Franciszka Marduły, które jednocześnie są Mistrzostwami Polski w Skyrunning – ten bieg jest rozgrywany na dystansie 32 km (2218 m góra/dół) i Bieg Zamoyskiego do Morskiego Oka 10km (430 m w góre).

Do Zakopoanego przyjechałem juz w czwartek, aby odebrać pakiet na Bieg Sokoła, a przy okazji na pozostałe biegi. Nie zastanawiajac się wiele wybrałem sie na rekonesans trasy Biegu Sokoła, bo nie znałem za bardzo tych okolic. I dobrze zrobiłem.

Następnego dnia wybrałem sie z rana na Giewont, bo nigdy tam nie byłem i wydało mi się,że to dobry pomysł na spędzenie przedpołudnia. Zaiste trzygodzinna wycieczka była bardzo przyjemna, ale niepotrzebna i odbiła sie wieczorem na biegu Sokoła, gdzie na drodze pod reglami na płaskim odcinku odcięło mi prad, a właściwie strasznie się odwodniłem co objawiało się skurczmi na zbiegu do Kuźnic.

Nastepnego dnia z rana wystartowalismy na najwaznieszą cześć weekendu biegowego –  Bieg Marduły. Biegłem juz te trasę w 2014 roku. Piekny to jest bieg, wymagajacy ale widoki na trasie wynagradzają trudy. Pogoda była idealna do podziwiania widoków, ale pod koniec biegu słonce ładnie grzało i dokuczało mi już konkretnie. Na trasie nie miałem żadnych klopotów z odwodnieniem  czy zywieniowych, jedyne co mi dokuczało to kilometry nabite przez dwa poprzednie dni.

Gdyby meta była w tym samym miejscu co w 2014 roku to miałbym 15 minut gorszy czas, a zważywszy na to, że wtedy biegłem tylko Mardułe i byłem po tygodniowej aklimatyzacji jestem zadowolony z obecnego wyniku. Oczywiście stać mnie na wiecej, ale to wymagałoby włozenia większego wysiłku w przygotowania, które powinienenm robić pod BUGT.

 

Na bieg Zamoyskiego finalnie sie nie wybrałem, ale nie z powodu klopotów z aparatem ruchowym, ale z powodu własnego gapiostwa. Zakupiłem bilety kolejowe zbyt późno (tydzien przed wyjazdem) i nie załapałem sie na bezposrednie połaczenie Kraków-Gdańsk, ale na takie z przesiadka w Warszawie. Taka opcja oznaczała że o 10:45 musiałem już opuszczać Zakopane i bałem sie, że zwyczajnie sie nie wyrobię z Palenicy po biegu na czas. Szkoda trochę, ale i tak zrobiłem bardzo dobry trzydniowy trening w Tatrach, a co najważniejsze przetestowałem buty kupione specjalnie na Tatry (Adidas Terrex Boost).