1% na Fundację DKMS

Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć dalszą część historii z moimi komórkami macierzystymi w tle, bo pojawiła się ku temu okazja i dobry powód. Stali czytelnicy tego ostatnio zaniedbanego bloga pamiętają pewnie wpis z końca 2016 roku , w którym opisuję historie i proces oddania komórek macierzystych .

Od czasu do czasu wracałem do tamtego posta i aktualizowałem go kiedy tylko dostawałem jakieś informacje z Fundacji DKMS na temat mojego biorcy. Treść informacji zazwyczaj była zwięzła i lakoniczna, ale najważniejsza informacja jaka z nich wynikała dawała ogromną radość – biorca żyje i wraca do zdrowia.

Zgodnie z polskim prawem dopiero po upływie dwóch lat może dojść do przekazania danych kontaktowych pomiędzy dawcą i biorcą, o ile obie strony wyrażą taka chęć. Przed upływem tego czasu można próbować skontaktować się poprzez fundację, ale nie kontakt musi być w pełni anonimowy.

Ja ze swojej strony nie podejmowałem próby kontaktu. Nie chciałem wywierać żadnej presji, czekałem.

Dwa i pół roku po oddaniu zadzwonił do mnie ktoś z Fundacji DKMS i zapytał czy chciałbym otrzymać informacje o swoim biorcy i nadal zgadzam się na przekazanie swoich danych bliźniakowi genetycznemu.

Pierwszy kontakt telefoniczny mieliśmy na początku roku 2019 zanim na poważnie rozpętała się pandemia, która ograniczyła kontakty i podróże.

Chudy Wawrzyniec 2020 r.

Szczęśliwie okazało się, że przy okazji wyjazdu na południe Polski na Chudego Wawrzyńca będziemy mogli spotkać się i pogadać na żywo. I tak się stało. Spotkaliśmy się, zjedliśmy pyszną pizzę i spiliśmy niejeden złocisty trunek. Radosna chwila, choć historia opowiadana przez biorcę straszna, mroczna i pełna cierpienia.

Chciałoby się, aby każda historia miała taki happy end, ale niestety tak nie jest. Nie każdy chory doczekuje odnalezienia zgodnego dawcy, nie każdy przeszczep komórek macierzystych kończy się pomyślnie. Ale najważniejsze jest próbowanie, bez tego na pewno się nie uda.

Genetyczni bliźniacy ;)

No dobrze, ale dlaczego teraz o tym piszę ? Ano dlatego, że mam cały czas kontakt z Fundacją DKMS i czasem staram się zrobić coś, co może komuś pomóc wrócić do zdrowia. Nie zawsze można oddać szpik każdemu potzrebującemu, choć chciałoby się tak robić. W obecnych czasach nie nie można zorganizować punktu rejestracji, jak to miało miejsce na Ultramaratonie Kaszubska Poniewierka, ale namawiam nieustannie wszystkich, aby się rejestrowali jako potencjalni dawcy. Każdy może nim zostać.

Jest też druga strona medalu – aby potencjalni dawcy mogli zostać dawcami faktycznymi trzeba przebadać ich genotyp, aby dobrać odpowiednio biorcę do dawcy. Do tego potrzebne są pieniądze. Początek roku to idealna okazja kiedy każdy z nas może to zrobić. Wystarczy dać z siebie 1% i wskazać odpowiednią organizację pożytku publicznego na deklaracji PIT.

Pewnego listopadowego popołudnia odezwała sią do mnie Ania z DKMS i zapytała, czy nie chciałbym wziąć udział w reklamie promującej przekazanie 1% dla Fundacji DKMS. Fronczewski ze mnie marny, ale nie trzeba było mnie długo namawiać, tym bardziej ze film miał kręcić się wokół sportu. Jak wyszło możecie zobaczyć poniżej, a pozostałych trzech bohaterów kampanii na kanale YT Fundacji DKMS.

Gdyby ktoś się wahał, zastanawiał czy warto zapisać się jako potencjalny dawca zapewniam, że warto!

Pakiety rejestracyjne można zamówić pocztą na stronie dkms.pl .

PS. Pływanie w zatoce w połowie grudnia nie było takie straszne jak sobie wyobrażałem ;)

One thought on “1% na Fundację DKMS

  1. Fantastyczna inicjatywa, świetny wkład z Twojej strony – jesteś super pozytywną postacią Waldek.
    Szacun & pozdrowienia, do zobaczenia na trasie:-)

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *