#3/16 planu maratońskiego

Zapisałem się jakiś czas temu na 6. Gdańsk Maraton i będzie to w tym sezonie pierwszy poważny zaplanowany start. Oznacza to, że wcześniej raczej w niczym nie wystartuje w pogoni za jak najlepszym wynikiem. Piszę raczej, bo do kwietnia jeszcze sporo czasu, a po drodze pewnie coś kuszącego się pojawi na horyzoncie. Najbardziej nie daje mi spokoju półmaraton w Gdyni, który będzie jednocześnie Mistrzostwami Świata na tym dystansie. Ranga zawodów kusi, bo to wydarzenie w którym pewnie nie będę miał okazji uczestniczyć w najbliższej przyszłości, z drugiej strony frekwencja odrobinę mnie przeraża. Chciałoby się też być kibicem i na własne oczy zobaczyć elitę, która będzie walczyła o podium. Ale nie da się zjeść ciastka i mieć to ciastko.

Jednak z drugiej strony warto zrobić jakieś małe przetarcie przed maratonem na krótszym dystansie. Zobaczymy, co życie przyniesie.

Pięć kółek dookoła jeziora Otomińskiego i półmaraton jak znalazł.

Wracając jednak do meritum posta, chciałem się podzielić z Wami postępami w przygotowaniach i zdać relację z tego jak idą przygotowania. A więc idą tak sobie. Wtorkowe interwały niestety nie zostały zrobione tak jak powinny. Zamiast 6 x 800m, zrobiłem 13 x 300m. Dawno szybko nie biegałem, a utrzymanie tempa 3:40 min/km to spore wyzwanie dla staruszka jak ja. Zrobiłem co w mojej mocy, potem kilka dni wszystko mnie pobolewało, bo zardzewiałe mięśnie i ścięgna dostały baty.

Za to czwartkowe 11 km tempa weszło bardzo dobrze, a nawet nieco lepiej (czyt. szybciej) niż w rozpisce. Nie było lekko, ale dowiezione jak należy i z tego się cieszę, bo kryzysy mentalne w międzyczasie były. Ale o to chodzi, żeby głowę przyzwyczajać do dyskomfortu. Trzecim, ostatnim treningiem w tym tygodniu, było dzisiejsze wybieganie. Planowo 21 km w spokojnym tempie. Udało się nawet połączyć przyjemne z pożytecznym i po treningu wlazłem na chwilę do wody w jeziorze. Nie miałem w tym roku okazji na morsowanie, a to już połowa sezonu, jak nie dalej.

Pierwsze zanurzenie to wyzwanie, potem już jest spoko.

Przez cały czas dojeżdżam do pracy rowerem, pogoda w tym roku naprawdę jest super i aż się chce! Frajdę sprawia mi mój nowy rowerek i dwa razy nie trzeba mnie namawiać na małą przejażdżkę. Staram się też zamknąć weekend rozjazdem na rowerze, zazwyczaj w lesie – 2-3 godzinki zwiedzając okolicę.

Pogoda na rower idealna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *