Ból i cierpienie :]

Ostatni tydzień przesiedziałem w domu walcząc z kaszlem gruźlika. Łamałem się chwilę czy iść w weekend pobiegać, ale w końcu odpuściłem. W sumie chyba dobrze się stało, bo choroba znacznie odpuściła.

Nadszedł długo wyczekiwany weekend, a właściwie weekendowe długie wybieganie w lesie. Jest coś fajnego w takim bieganiu. Nie żeby mi się nie podobało bieganie po chodniku, ale to zupełnie coś innego.  Wstałem wcześnie rano, buła i kawa i wystartowałem z planem na trening. Dziś miało być trochę inaczej niż zazwyczaj. Dzisiaj chciałem pobiegać naprawdę w terenie. Wiadomo, że nie całe 20km, ale przynajmniej część trasy pobiegać poza ubitymi szlakami.

Zmiana sposobu biegania (unikam biegania na piętę) powoduje pewnego rodzaju dolegliwości. Przede wszystkim łydka pracuje zdecydowanie bardziej. Inaczej też muszę utrzymywać korpus, pamiętając o biodrze wypchniętym do przodu. ma to sens, ale muszę się tego nauczyć.

Ograniczenie biegania na piętę, jak już pisałem wcześniej, dosyć boleśnie odczuwam w łydach. Ale nie tylko. Właściwie uczę się biegania na nowo. Bolą mnie mięśnie, o który nie wiedziałem, że są.

Tak więc przyjechałem na miejsce i w jeszcze w  kompletnej ciemnicy wystartowałem w las. Na 9km przypomniał o sobie ITBS. Okazuje się, że wystarczy kilka skłonów, naciągnięć i można biec dalej. Na drugiej pętli postanowiłem nieco urozmaicić sobie trening i zboczyć ze znanych szlaków w las. Szlak, którym biegam jest usytuowany w wąwozie, a po jego bokach ciągną się całkiem spore pagórki. Na tych pagórkach albo są, albo nie ma, wąziutkie ścieżynki.

IMAG0762_1

Tutaj zauważyłem pewną ciekawostkę. W takim terenie, gdzie muszę się ostro wspinać lub  zbiegać nie mam dolegliwości ITBS. Przynajmniej gdy zbiegam asekuracyjnie. Przy wyciąganiu nóg podczas zbiegu jednak boli. Zdecydowanie muszę do swoich treningów wpleść tego typu zajęcia (mam na myśli podbiegi i zbiegi ze stromizm – przed MK tak właśnie trenowałem). Możliwe, że tu jest klucz i wyjaśnienie, dlaczego na MK nie dopadł mnie ITBS.

Dopadło mnie dziś w zamian coś zupełnie innego, czego nie znałem wcześniej. Skurcze łydek podczas biegu. Znałem to uczucie, ale do tej pory skurcze łydek łapały mnie w nocy. Ciekawostką jest, że przez ostatnie 2 tygodnie pakuje w siebie całkiem spore ilości magnezu. No, ale łyda ostatnio pracuje inaczej.

Dzisiaj moja osobista strefa komfortu została gdzieś w lesie. Ostatnie 3 km naprawdę źle mi się biegło. Bolało. Po prostu.

Ale to dobry ból. Polubiłem go.