Co dalej ?

Jakiś czas temu ze znajomymi wpadliśmy na pomysł zbudowania platformy, dzięki której mogliśmy się wzajemnie motywować do aktywności sportowych. Pomysł polegał na rejestrowaniu aktywności, a następnie był odpowiednio przeliczany na punkty, które wskazywały czy mamy progres czy regres w stosunku do poprzedniego miesiąca lub kogoś z kim bezpośrednio chcieliśmy się porównać.

Generalnie chodziło o to, aby ruszyć się z kanapy i zamiast marnować czas na przewijanie fejsa wyjść na spacer czy pokręcić się w koło komina na rowerze.

Kiedy podsumowałem poprzedni miesiąc przyznam szczerze troszkę się przestraszyłem. Tak słabego wyniku nie miałem nigdy. I mógłbym się trochę wytłumaczyć chorobą, która uziemiła mnie na prawie 3 tygodnie, ale wydaje misie, że czas zrobić rachunek sumienia i spojrzeć prawdzie w oczy.

Kiedyś było tak, że była mega zajawka – bieganie, ultra, góry, wyzwania te małe i te długofalowe na najbliższe lata. To cały czas napędzało mnie do pracy, dyscypliny, do ciągłości i wytrwałości w tym co robiłem i co sprawiało mi generalnie frajdę. Ale po jakimś czasie kaganek jakby nieco przygasł, oliwa która powinna być dolewana do ognia jakby gdzieś się ulotniła. Wiele planów zostało zrealizowanych a w ich miejsce nie pojawiło się nic innego.

Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że przecież nie jest tak źle, nadal robie od czasu do czasu jakieś “szalone” rzeczy, może trochę w międzyczasie się pozmieniało, bo z biegania w terenie nagle przeskoczyłem na triathlon, który po kilku latach też porzuciłem na rzecz roweru.

Możliwe, że racje mają Ci, którzy uważają, że trenowanie do ironmana mnie wypaliło i pozbawiło radości z uprawiania sportu. Prawdą jest, że to był szalony rok i wiele mnie kosztował poświęcenia, ale warto było !

W moim przypadku problem polega na tym, że robienie czegoś dla samego wyniku na dłuższą metę nie działa motywująco. Nie czarujmy się, mistrzem świata nie będę, rekordów bić nie będę także, a ilość wysiłku włożonego w osiągnięcie celu jest często nieadekwatna do nagrody jaką jest wynik dla samego wyniku. Oczywiście, ciężka praca zakończona sukcesem motywuje i sprawia radość… ale na jak długo? Czy można gonić króliczka do końca życia ?

Z drugiej strony jak popatrzę, jak bardzo straciłem na wydolności, wytrenowaniu, sile przez ostatnie dwa lata to trochę mi szkoda jednak tego wszystkiego. Potrzebowałem zmian, potrzebowałem odpoczynku, nowych bodźców. Nie lubię monotonii, wykańcza mnie.

Sportowo właściwie się spełniłem. Co mogłem to zrobiłem, a na więcej nie mam zaparcia, żeby się starać. Za leniwy jestem. Nie mam ochoty walczyć o złamanie trzech godzin w maratonie czy 40 minut na dyszkę. Generalnie nie mam ochoty walczyć o nic w mieście na asfalcie. Przyroda, teren to miejsce w którym czuję się najlepiej i tam chciałbym się sportowo realizować.

Cofnąłem się sportowo na początek swojej kariery. Przez minione, zmarnowane dwa lata jestem sportowo 6 lat temu. To dosyć przerażające. Jak do tego doszło?

Możliwe , że było mi to potrzebne. Takie cofnięcie się, a następnie zdanie sobie sprawy z tego co się stało.

Chciałbym do tego wrócić, może nie na 100% jak w czasie kiedy trenowałem do IM , ale tak na 70%, żeby frajda była, żeby motywacja była i przede wszystkim – żeby były możliwości do złapania kolejnych okazji na przeżycie czegoś niesamowitego. A pięknych chwil nie brakowało przez te lata – Madera, Grania Tatr czy Łemkowyna. PGR i ultra na rowerze to też wspaniałe wspomnienia. Piękny to był czas, choć czasem w deszczu, chłodzie czy błocie. Ale była przyroda, piękne widoki, odkrywanie nowych miejsc i poznawanie nowych ludzi.

Wróciłem wczoraj z lasu. Po chorobie przetruchtałem kilkanaście kilometrów. Dziś wszystko mnie boli jak za starych dobrych czasów.

Zapisałem się na wiosnę na stukilometrowy bieg w górach.

Trzymajcie kciuki !

2 thoughts on “Co dalej ?

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *