Mam to w genach

Dzisiaj wyjątkowo nie będzie o sporcie. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić informacjami, bo wielu z Was dopytuje o szczegóły, jak wygląda cala procedura przekazania komórek macierzystych osobie chorej na nowotwór krwi.

Zanim zacznę chciałbym , abyście zadali sobie sprawę, że każdy może komuś pomóc w walce ze śmiertelną chorobą, a nawet uratować komuś życie. Absolutnie każdy. Czarnoskóry i rudy, muzułmanin czy ateista, fan jazzu czy triathlonista, Hiszpan i Polak. Każdy. Każdy może podjąć taką decyzję. Wystarczy zapisać się do rejestru potencjalnych dawców komórek macierzystych. Ale bardzo bym chciał, abyście zapisując się byli absolutnie i nieodwołalnie pewni swojej decyzji. Nie chodzi o to, żeby pod wpływem impulsu się zapisać, a potem się z decyzji wycofać. Trzeba zdać sobie sprawę, że po drugiej stronie Waszej decyzji jest ktoś, dla kogoś to być może ostatnia deska ratunku. Wierzę w to, że na bloga zaglądają sami mądrzy i odpowiedzialni ludzie i każdy z Was podejmie decyzję, której jest w stu, a nawet dwustu procentach pewien tego, na co się deklaruje lub nie.

 

W 2010 roku zapisałem się do bazy potencjalnych dawców komórek macierzystych poprzez Fundację DKMS. To była spontaniczna akcja, przy okazji jakiegoś spaceru po Gdyńskim Skwerze – aby się zapisać do bazy wystarczy podać dane osobowe i specjalnymi pałeczkami, podobnymi do tych higienicznych do uszu, pobrać wymaz z jamy ustnej, z wewnętrznej części policzków. Nie trzeba przyjeżdżać do Gdyni na Skwer i „filować” na akcje promocyjną. Wystarczy wejść na stronę dkms.pl  i się zarejestrować. Pałeczki otrzymacie listownie do skrzynki pocztowej. Po tej operacji należy uzbroić się w cierpliwość, bo cała procedura troche trwa. W tzw miedzyczasie powinniście otrzymać kartę dawcy z numerem dawcy. Ja oprócz tego dostawalem czasem zyczenia swiateczne lub inne materiały promocyjne fundacji, ale przez wiele lat nie działo się nic.  Sześć lat później zadzwonił do mnie telefon, który zaczął sie niewinnie od potwierdzania danych osobowych, adresu itp. Pewnie aktualizacja danych pomyślałem – a tu nagle pytanie  czy nadal podtrzymuje swoją chęć oddania komórek, bo zostałem wstępnie wytypowany jako potencjalny dawca!!

Wierzcie mi. Taka informacja otrzymana po porannej kawie potrafi zwalić z nóg. Setki myśli na sekundę, na szczęście wszystko staje się jasne po dziesięciominutowej rozmowie z pracownikiem Fundacji.

Cała machina rusza w przypadku podtrzymania tej oczywistej decyzji. Zostałem skierowany na dodatkowe badania, które mają w stu procentach potwierdzić moją zgodność genetyczną z biorcą – takie badania polegają na jednorazowym pobraniu krwi do kilku próbek i były wykonane na miejscu, w moim przypadku w Gdańsku. Po trzech tygodniach, nie ukrywam, że dosyć nerwowego oczekiwania – są wyniki i potwierdzenie zgodności. Pierwszy etap zakończony, ale to dopiero początek. W międzyczasie zostałem poproszony o zaprzestanie honorowego oddawania krwi i zostałem zarezerwowany dla pacjenta na okres 3 miesięcy. Wynika to z faktu, że stan zdrowia biorców ulega szybkim zmianom a lekarze prowadzący chorego muszą go do ewentualnego przeszczepu przygotować. W moim przypadku pierwszy potencjalny termin został przesunięty o miesiąc, a i drugi termin nie doszedł do skutku.

Kolejnym etapem jaki należy pozytywnie przejść są badania, które maja potwierdzić, że jestem wystarczająco zdrowy aby poddać się zabiegowi oddania komórek. Na te badania muszę udać się do Warszawy, być tam w poniedziałek rano, na czczo, więc przyjeżdżam już w niedzielę.

W centrum medycznym trafiam pod opiekę bardzo miłej i fachowej obsługi. Szybki wywiad, wypełnienie formalności i podstawowe oględziny. Waga, wzrost, tętno, stan węzłów chłonnych, osłuch klatki. Potem pobranie krwi w sporej ilości :D, mocz, ekg, rtg klatki, i usg jamy brzusznej. I tyle. Po trzech godzinach kończę śniadanie i jestem wolny… mogę wracać do domu. Do domu wracam z zestawem leków, które będę musiał sobie podawać na 4 dni przed zabiegiem aferezy (odfiltrowania z krwi komórek macierzystych).

Tutaj małe wyjaśnienie.

Są dwie metody pobrania komórek macierzystych z organizmu dawcy. Pierwsza, wykonywana w 80% przypadków za pomocą pozyskania komórek z krwiobiegu dawcy, To tzw afereza. Ponieważ komórki macierzyste nie znajdują się w krwiobiegu trzeba je wywołać. Przed samym zabiegiem przez cztery dni, dawca przyjmuje zastrzyki, które mają na celu pobudzenie procesu uwolnienia potrzebnych komórek ze szpiku kostnego. Zastrzyki można podawać sobie samemu, lub otrzymać skierowanie do przychodni, gdzie wykona je wykwalifikowany personel. Zastrzyki przyjmuje się podskórnie w brzuch lub udo. W dniu oddania materiału genetycznego dawca podłączony jest do urządzenia, które filtruje krew i separuje komórki potrzebne do przeszczepu, a reszta krwi wprowadzona jest ponownie do krwiobiegu. Ta operacja trwa ok 4-5 godzin i jeśli ilość zebranego materiału jest wystarczająca dawca tego samego dnia może jechać do domu. Po około 3 tygodniach organizm uzupełnia do stanu pierwotnego poziom komórek, które stracił (pobranych zostaje ok 5% komórek, jakie posiadamy). Jeśli z jakiegoś powodu okaże się, że ilość pozyskanego materiału za pierwszym razem jest zbyt mała, to robi się dogrywkę dnia następnego. Trzeba też wspomnieć, że podczas przyjmowania leków mogą występować dolegliwości grypopodobne – bóle mięśni, kości czy podwyższona temperatura ciała. Aby złagodzić dolegliwości można przyjmować paracetamol czy ibuprofen. Nie można pod żadnym pozorem zażywać kwasu acetylosalicylowego (występujący min w aspirynie) ponieważ uszkadza on funkcje krwinek.

Untitled-1
[ tak wygląda strzykawka, którą podaje się lek ]

W ekstremalnym przypadku może zdarzyć się, że organizm dawcy mimo podania leku pobudzającego nie rozpoczął wytwarzania komórek w ilości umożliwiającej pobranie / przeszczepienie – wtedy należy przejść do „planu B”, czy pobrania materiału (szpiku) z talerza kości biodrowej (nie z rdzenia kręgowego :] jak donoszą liczne internetowe źródła). Zabieg ten jest wykonywany w pełnej narkozie przez dwóch lekarzy jednocześnie – trwa około godziny, a na ciele po wszystkim mamy dwa 1,5 cm nacięcia, powyżej pośladków. Minusem tego wariantu, oprócz poddania się narkozie jest trzydniowa hospitalizacja. Kluczową kwestią jest świadome podjęcie decyzji o gotowości oddania materiału za pomocą obu metod z tego względu, że przed przyjęciem komórek biorca jest poddany silnemu leczeniu, które ma na celu maksymalne zniszczenie komórek zainfekowanych chorobą. Nie otrzymanie nowych komórek zagraża życiu biorcy, a właściwie skazuje go na najgorsze…

Przyjmowanie leków rozpocząłem w niedzielę, i chyba najgorzej czułem się w poniedziałek. Tępy ból głowy, takie ćmienie, do tego trochę zaczęło łupać w kościach, szczególnie okolice biodra. Świadomy ryzyka oczywiście zaprzestałem pływania w morzu i biegania do pracy. Nie mogłem sobie pozwolić na najmniejsze ryzyko urazu, czy poważną infekcję. Na szczęście udało dotrzeć się do Warszawy w jednym kawałku i dobrej kondycji zdrowotnej – poza wspomnianymi objawami.

Proces aferezy odbywał się w tzw cyklach. Wirówka, która zajmuje się separacją elementów krwi pobiera do swojego wnętrza ok 200ml krwi i zaczyna pracę przetaczając krew z jednej żyły do drugiej szumiąc i pstrykając. Ja w tym czasie leżę na wygodnej kozetce, oglądam tv i rozmawiam z sympatycznym personelem. Po „przelaniu” przez wirówkę litra krwi następuje proces separacji komórek macierzystych. Tak wygląda pierwszy cykl … i jest powtarzany 12 razy. Zanim jednak przystępujemy do zabiegu moja krew leci do analizy w celu badania, jak organizm zareagował na podawany czynnik. I tu była druga niefajna sprawa związana z procedurą. Okazuje się, że nie zareagowałem odpowiednio mocno na leki. Jeśli chodzi o pierwszą „skuchę” jaką zaliczyłem, to prawie zjazd podczas wkuwania wenflona w żyłę na przedramieniu . Nie spodziewałem się tego, wielokrotnie nakłuwano mi żyły, ale nigdy w tym miejscu. Na szczęście się ogarnąłem i na zimnych potach na czole się skończyło. :)

WP_20161006_13_11_22_Pro
[ podłączony do separatora ]

Po piątym cyklu doktor hematolog podejmuje decyzję, aby zwiększyć ilość filtrowanej krwi w cyklu do 1400ml. Dla mnie to oznacza tylko, że spędzę na kozetce więcej czasu niż zakładaliśmy. Po bitych 6ciu godzinach kończymy, maszyna przetoczyła w sumie prawie 17 litrów krwi, a pozyskany materiał jedzie kurierem do analizy, czy zebranych zostało wystarczająco dużo komórek, czy robimy dogrywkę następnego dnia. Czas oczekiwania spędzam na posileniu się obiadem i wylegiwaniu na łóżku. Po godzinie przychodzi Pani Doktor z dobrymi wieściami – wszystko jest w porządku, zebrano wystarczającą ilość materiału do przeszczepu. Zostaje uhonorowany legitymacja dawcy i oznaczeniem, otrzymuje wyniki wszystkich badań, są podziękowania i uściski. Mogę jechać do domu.

Bardzo trudno było mi napisać coś sensownego na podsumowanie tego posta, bo temat jest jasny i oczywisty.  Z jednej strony mam absolutne przekonanie, że zrobiłem coś bardzo dobrego i ważnego zarazem. Z drugiej strony wiem, że właściwie nie zrobiłem nic specjalnego. To nie mnie należą się podziękowania, tylko lekarzom i pracownikom Fundacji. To los chciał, że mam w sobie coś co się bardzo może przydać innej osobie. To ślepy traf, szansa jedna na 25 tysięcy. To równie dobrze mogłeś być Ty, albo osoba, która siedzi teraz obok Ciebie, albo ten koleś, co stał za Tobą w korku w drodze do pracy. Uprzedzam, że całemu procesowi towarzyszą skrajne emocje – od ogromnej radości, po strach, przez niepokój i nadzieję. I to wszystko wplecione w ciągłe oczekiwanie –  na badania, na wyniki, czy się wszystko uda, czy się zakończy szczęśliwie. Teraz pozostaje tylko czekać. Modlić się lub trzymać zaciśnięte kciuki i wierzyć w powodzenie całej misji. Pozostaje mieć nadzieje, że każdy potrzebujący znajdzie swojego genetycznego bliźniaka, tak jak ja zostałem odnaleziony, że otrzyma swoją drugą szansę na nowe zdrowe życie.

WP_20161006_13_35_00_Pro
[ oto finalny produkt ]

Podejmijcie świadomą decyzję. Pamiętajcie, że taka deklaracja musi być jak zawarcie związku z ukochaną osobą. Raz na całe życie. Niezmienna, bez względu na okoliczności. Chciałbym w tym miejscu bardzo podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie, trzymali kciuki za powodzenie i dopingowali. Dziękuję też tym, którzy zainspirowani moją historia się zapisali do bazy potencjalnych dawców oraz tym, którzy to zrobią. Znam bardzo wiele osób, ale osobiście nie miałem okazji poznać żadnego dawcy, wiec dlatego chciałem podzielić się z Wami swoja historią, abyście nie wątpili w swoją siłę – macie ją w genach. I możliwe, że ktoś kiedyś będzie jej potrzebował.

Zastanawiacie się co dalej? Otóż jestem do dyspozycji Fundacji przez kolejne dwa lata wciąż przypisany do biorcy. Może okazać się, że będzie potrzebna jakaś dogrywka, że coś jeszcze będę musiał z własnej krwi udostępnić. Oczywiście zrobię to bez wahania. Po około 100 dniach będzie wiadomo, czy przeszczep się przyjął i pomógł, a po dwóch latach – jeśli obie strony będą chciały – będzie można się spotkać, lub pisemnie zamienić kilka słów. Nie myślę jeszcze o tym, ale niecierpliwie czekam na informacje o stanie zdrowia mojego genetycznego bliźniaka, który jest Polakiem i jest niewiele starszy ode mnie…

 
[EDIT] Minął już rok, od tego czasu otrzymałem dwukrotnie informacje w odstępach kilkumiesięcznych o stanie biorcy za pośrednictwem Fundacji. Biorca żyje i cieszy się normalnym życiem. ;)