Roztrenowanie, podsumowanie i planowanie

Przeglądając media społecznościowe co chwila napotykam się na podsumowania sezonu, który u wielu, podobnie jak i u mnie – dobiegł końca. Przyszedł czas odpoczynku i od jakiegoś czasu nie trenuję, co nie oznacza, że nie biegam w ogóle lub leżę cały czas na kanapie z pilotem w ręku. Co to to nie. Biegam, ale zdecydowanie mniej, więcej czasu i kilometrów przebywam na rowerze.

I taki stan potrwa jeszcze jakiś czas.

sssss

Odpoczynek jest potrzebny, bo ten sezon był intensywnym sezonem. Zerknąłem właśnie na bilans przebiegniętych kilometrów (nie licząc BnO)  – jest ich ponad dwa tysiące ! To objętościowo bardzo dużo, szczególnie z uwagi na fakt, że jestem początkującym biegaczem. Ten sezon pokazał, że nie niemożliwe nie istnieje, że można wszystko, ale do niektórych rzeczy trzeba się przygotować (lepiej).

Rok 2014 zacząłem od Karnawałowego Półmaratonu w Łebie , na którym prawie zrobiłem życiówkę mimo trudnego terenu. Kolejnym przystankiem był debiut w płaskim maratonie – Orlen Warsaw Marathon, debiut udany ze zrealizowanymi założeniami. W maju zupełnym przypadkiem popełniłem też życiówkę na 10km – 41:11 (aktualna). Następnie zupełnym „przypadkiem” pobiegłem w Tatrach. Ten bieg był namiastką BUGT, na który ostrzę sobie zęby w kolejnym sezonie.

Kolejną grubą rzeczą był Rzeźnik. Pierwszy bieg na dystansie ultra. 80km w Bieszczadach to już nie przelewki. Fajnie było, chętnie pojadę kiedyś na hardcore. W sierpniu wróciłem na swój pierwszy bieg górski – Maraton Karkonoski. Trasa dłuższa i trudniejsza niż w ubiegłym sezonie, a i tak dotarłem na metę kilka minut wcześniej niż w roku poprzednim. Progress jest. W sierpniu nieplanowanie pobiegłem w kolejnym płaskim maratonie, tym razem w Gdańsku. Urwałem kilka minut z życiówki ale połowa sierpnia to nie jest dobry termin na robienie rekordów. We wrześniu przyszło kolejne wyzwanie ultra – Bieg 7 Dolin, na którym złapałem kontuzję, ale po 16-tu godzinach dotarłem do mety. Wrócę tam kiedyś wyrównać rachunki.

sssss2

Było też pobieganie po TPK – Bursztynowy Szlak (35km), Szlak Zagórskiej Strugi (36km), Kolbudy-Kamienny Potok (43km), Gdynia-Gdańsk (46km), Wejherowo-Sopot Czerwony Szlak (57km) i wiele innych  wypadów na krótszym dystansie. Sami widzicie, że odpoczynek się należy :]

A co w nadchodzącym roku ? Dokładnie to nie wiadomo. Priorytetem jest BUGT, ale czy się uda, zależy tylko od szczęścia, bo odbędzie się losowanie wśród chętnych. Chętnie wrócę na Rzeźnika, ale tym razem na trasę 100km. Wypada też poprawić wynik w B7D.

Zresztą nie tylko w B7D trzeba poprawić wyniki. Trzeba połamać 3:30 w ulicznym maratonie. (Orlen, Gdański?). Miotam się też tematem triathlonu. Jest konkurs w którym można wygrać pomoc w przygotowaniach w debiucie triatlonowym na 1/4 IM. Strach wygrać. Przecież nie umiem pływać.

Na szczęście jest jeszcze trochę czasu i można na spokojnie zaplanować sobie starty, chciałbym mniej niż w tym roku, ale lepiej jakościowo. Przygotować się i polecieć w trupa.

A co !