Starorocznie

Nadchodzi wielkimi krokami On. Ten właśnie, który dokonuje zmian, który niczym wiatr w czerwcowe popołudnie zwiastuje burzę. Burzę, która dla odmiany odmienia krajobraz – zmienia zapachy, temperaturę powietrza czy nasycenie kolorów.

Nowy Rok

Znacie pewnie doskonale z autopsji lub z reklam telewizyjnych powiedzenie Nowy Rok – Nowy Ja! O jakże pięknie to brzmi, jak cudnie, jak kolorowo, niczym zieleń po czerwcowej burzy. Ileż to pomysłów, planów pojawia się w tym okresie – że schudnę, że przysiądę do angielskiego, że rzucę palenie i inne tym podobne postanowienia. Można by o tym napisać osobny, dedykowany ku temu post. Ale po co?

Za kilka dni kurz rzeczywistości znów pokryje zieleń drzew i kolory zbledną do kolejnej ulewy. I tak co roku. Wiecie ze tylko 5% postanowień Noworocznych udaje się wdrożyć w życie i wytrwać w postanowieniu? Smutne statystyki, ale takie właśnie jest życie.

Osobiście uważam, że przełom roku to jeden z najgorszych momentów na podejmowanie zmian. Przynajmniej w naszej strefie klimatycznej. Aura za oknem skutecznie po tygodniu, dwóch, góra trzech przydusi do gleby nasze postanowienia i się poddamy. Bo będzie za zimno, za mokro, za ciemno, za mało słońca.

Szaro, mokro, zimno. Ale co z tego!

Wiem jak działa ten mechanizm z własnego doświadczenia. Miałem już kilka prób dokonania zmian w swoich nawykach i przyzwyczajeniach w tym okresie. Z różnym skutkiem, ale myślę jestem statystycznym przypadkiem ze skutecznością 5%. Niestety.

Ale mam na koncie kilka sukcesów. Nawet dzisiaj taki mały sukcesik się przytrafił. A nie, cofam to. Nie przytrafił się, tylko go zrealizowałem. Samo nic się nie dzieje i nic nie jest kwestią przypadku. Tutaj działa prosty mechanizm : postanowienie – realizacja.

Rozmyślałem sobie dzisiaj o tym trochę na wybieganiu. Mało ostatnio uprawiam sportu, w porównaniu oczywiście do poprzedniego sezon, gdzie tyrałem mocno realizując plan na dobry wynik na IM w Borównie. Cała moja aktywność generalnie sprowadza się do dwóch rzeczy.

Pierwszą z nich jest transport do pracy. Mam stosunkowo blisko, bo prawie 5 km. Zazwyczaj trasę pokonuję rowerem, rzadziej biegiem. I mam na to doskonałe wytłumaczenie – po pierwsze kupiłem sobie inny rower i daje mi dużo frajdy, po drugie rowerem jest łatwiej, ale udaje i wmawiam sobie , że to nie jest prawdziwy argument, ale prawda niestety jest taka. Powtarza sobie, że jak spadnie śnieg i jazda rowerem będzie niebezpieczna zacznę do pracy biegać, jak kiedyś.

Drugą aktywnością są wypady kiedy mam chwile czasu rowerem, a to do lasu, albo na szutry po okolicach. No lubię to i tyle. Rower przełajowy otwiera nowe doznania i możliwości. Poszerza horyzonty, serio. Ale trzeba spróbować.

Zawisłem trochę w tych aktywnościach i forma moja sama z siebie gdzieś powoli się ulatnia. Wiem o tym i nie oszukuję się. Ale już się tłumaczę skąd taki stan rzeczy. Nie mam pojęcia do czego mam zacząć trenować. Plan jest bardzo nieprecyzyjny i rozmyty. Generalnie, żadnych startów do maja, szczególnie tych niedzielnych. To wynika z organizacji obowiązków rodzinnych, ale zastanawiam się czy nie złamać się i nie zapisać się na Maraton w Gdańsku (kwiecień). Zapisałem się też na wyrypę rowerową w czerwcu, ale nie mam pewności czy w niej wezmę udział, bo czekam na zapisy, które będą w styczniu i które pokrywają się czasowo ze wspomnianym ultramaratonem rowerowym.

Gudos. Dyrektor Karkonoszmana.

Wczoraj odbyło się losowanie na Karkonoszmana i szczęśliwie zostałem wylosowany. A to oznacza, że we wrześniu czekają mnie zawody z serii trudnych, wiec i trochę motywacja do trenowania wzrosła. Nie chciało mi się dzisiaj, ale ruszyłem się i w sumie fajnie było. Zrobiłem tyle ile zaplanowałem, mimo, że trzy razy w trakcie chciałem już obrać azymut na dom. Ale opuściłem strefę komfortu i zrobiłem to, co było zaplanowane.

I to jest jedyny przepis na sukces. Motywacja.

Leave a Reply

Your email address will not be published.Required fields are marked *