Suple

Kilka dni temu Mateusz zebrał się w sobie i opisał swoją jakże dramatyczną walkę, którą stoczył ze swoim ciałem podczas Maratonu Karkonoskiego. Szczerze mówiąc, kiedy dotarł do mety nie wyglądało to tak strasznie, ale jak się bliżej przyjrzeć, na filmie doskonale widać jak walczy ze skurczami mięśni.

Trochę wcześniej na swoim blogu Marcin opisał swoje doświadczenia związane z tym biegiem. Chwile później opisał swój występ na Izerskiej Wielkiej Wyrypie , który poszedł bardzo nie po jego myśli.

Podczas ostatniego biegania jakoś ten temat do mnie wrócił. Pewnie dlatego, że sam czasem borykam się z ITBS, czyli kontuzją, która potrafi w ciągu kilku minut zmusić mnie do marszu, bez szansy na dalsze kontynuowanie biegu przez kilka godzin. Przypadłość ta jest na tyle niebezpieczna, ze nie potrafię się pozbyć z głowy myśli o niej. Choć ostatnio przytrafia mi się nieco rzadziej, cały czas o niej pamiętam.

Tak rozmyślając zacząłem sie zastanawiać jak to właściwie działa, ze osoby tak rozbiegane jak wyżej wymienieni zostają pokonani przez własne organizmy. Przecież trenują nie od dziś, o wiele bardziej intensywnie niż ja, wiec ich ciała powinny sie już zaadoptować do wysiłków z którymi muszą się zmierzać podczas treningów.

Przypomniałem sobie, ze i mnie przytrafiały się skurcze, ale nie koniecznie podczas biegu. Częściej podczas snu, lub podczas porannego „wyciągania się”. Cała winę mimowolnie zrzucałem na kawę, którą w sporych ilościach pochłaniałem w pracy. Wiadomo, kawa jest wrogiem magnezu. Brak magnezu powoduje skurcze lub irytujące drganie powieki.

Nie mniej nigdy nie miałem sytuacji, żeby podczas biegu chwytał mnie kurcz i uniemożliwiał dalszy bieg (w przeciwieństwie do ITBS-a, który właściwie jest przykurczem mięśni).

W takim układzie dlaczego nie ja. Przecież też biegłem jak oni na Karkonoskim, też wypacałem z organizmu minerały. A jednak dotarłem szczęśliwie na metę. teraz przypomniał mi się Harpagan 45. tam zdecydowanie skurcze były przyczyną przerwania marszu. Po 43 km. Ale później taka sytuacja nie powtórzyła się.

Przychodzi mi do głowy pewna myśl, która może być prawdą. Gdy zacząłem poważniej biegać (początek czerwca) zaopatrzyłem się w pewne suplementy diety. Łykałem je jak sobie o nich przypomniałem. Przed samym maratonem sumiennie łykałem codziennie przez 4 tygodnie poprzedzające bieg. Nie twierdze, ze to jest klucz do sukcesu. Nie wiem ile w tym marketingu a ile prawdy oraz jak spożywanie tych środków wpłynęło na mój organizm. Wiem jedno, ostatnio zaprzestałem łykania tych środków i mam wrażenie, ze moje nogi bardziej się męczą. Nie chodzi o zmęczenie podczas biegu. Nie. Raczej dłużej dochodzą do siebie po dłuższym bieganiu.

Nasuwa się pytanie, czy jeśli wciąż nie będę ich używał, czy mój stan będzie się pogarszał z powodu wypłukania minerałów z organizmu ? Może lepiej jednak nie eksperymentować. Kupić i jeść mimo wszystko.

Na koniec żeby nie było wątpliwości i pytań, co takiego jadłem umieszczam link, nie jest to reklama produktu ani wpis sponsorowany. Takie suple poleciła mojej zonie Pani w aptece.

suple

Co i ile tego maja w linku poniżej.

http://www.4bigboys.eu/pl/p/OLIMP-VITA-MIN-MULTIPLE-SPORT-60-kaps-WITAMINY/329

A może przez lato jadłem po prostu więcej warzyw i owoców ?

A Wy ? Wspomagacie się czymś ?